czwartek, 31 grudnia 2015

Happy New Year 2016, czyli zakończenie roku z Arnaldo Pomodoro (post_54)



Happy New Year 2016! Szczęśliwego Nowego Roku 2016!
Te życzenia będą królować dzisiejszej nocy i ja się oczywiście do nich przyłączam. Niech Nowy Rok przyniesie Wam tylko radosne wydarzenia, osobiste szczęście, umiejętność rozwiązywania problemów małych i większych ( bo takie wszyscy mamy na co dzień), słońca w sercach i rzecz jasna intrygujących spotkań ze sztuką, gdyż przynosi ona zawsze fascynujące przeżycia, a często ukojenie dla naszej duszy.
Właśnie zaczął się ostatni dzień roku. I czy nam się to podoba czy nie, kończy się symbolicznie dla każdego z nas, jakiś czas w życiu. Zostanie zamknięty w pudełeczku i już się nie powtórzy. Ale nie jest to w żaden sposób powód do zmartwienia, wręcz przeciwnie - to nadzieja na nowe wyzwania i spełnienia.
Niewątpliwie jednak to moment na podsumowania i osobiste refleksje. Pomoże nam w nich dzisiaj Arnaldo Pomodoro ( urodzony w 1926 roku), którego dzieło zatytułowane "Kula w sferze" wprowadza nas w niezwykłość sylwestrowego czwartku.
Zapewne wielu z Was miało okazję podczas zwiedzania Muzeów Watykańskich, odpocząć na dziedzińcu, zwanym Cortile della Pigna, w towarzystwie tej niezwykłej rzeźby, może nawet macie swoje wizerunki wykonane na jej tle. A dzieło utrwalanie na tysiącach fotografii, jak i sam Pomodoro jest godny najwyższej uwagi i zainteresowania. 
Pomodoro, artysta wyróżniający się długą i bogatą drogą twórczą, ciągle aktywny, rzeźbą zainteresował się dość wcześnie, już w latach pięćdziesiątych. Skoncentrował się głównie na tworzeniu z brązu i betonu. Tworzył dzieła niewielkich rozmiarów, ale znany jest głównie ze swoich rzeźb monumentalnych usytuowanych w przestrzeni otwartej, ale także zamkniętej np. w budynkach banku. Wśród jego zainteresowań można wymienić jeszcze złotnictwo czy przygotowywanie scenografii do spektakli.
Co jest zatem tak intrygującego w jego sztuce?
Przede wszystkim rzeźby Pomodoro w niezwykły sposób wpisują się, wkomponowują  w przestrzeń, w której zostają usytuowane, współgrają z nią, stają się jej nieodłączną, zintegrowaną częścią. Przyznam, iż nie wyobrażam sobie dziedzińca watykańskiego bez złotej połyskującej "Kuli  w sferze" umieszczonej w centralnym miejscu na wprost starożytnej turkusowej szyszki. Siadam na ławce pomiędzy nimi i oddaję się choć krótkiej medytacji tej fascynującej przestrzeni, ciesząc się z czekającej mnie kilkugodzinnej wędrówki po Muzeach Watykańskich. Cortile della Pigna stanowi dla mnie swoisty "przedsionek" do podziwiania watykańskich zbiorów. Wiem, że czeka mnie wyrafinowana uczta duchowa i przygotowuję się na to spotkanie z "wielką sztuką".
We wnętrzu Muzeów odnajduję jeszcze inne wytwory artystycznej wyobraźni Pomodoro - Studi per "Porta dei Re" del Duomo di Cefalu z lat 1997-98.



Nie zauważyłam ich przy poprzedniej wizycie. Ciągle poznaję coś nowego i to jest fascynujące.
Rzeźba widziana z  okien Muzeów, zza rusztowań.


"Kule w sferze", których Pomodoro stworzył wiele, podobają mi się szczególnie.
Oprócz watykańskiej znane są także:

"Kula w kuli" w Trinity College w Dublinie...

 https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c9/Trinity_Pomodoro.jpg
                                                                wikipedia.org

"Kula" przed siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku....

File:NYC UN Gift of Italy.jpg
                                                                           wikipedia.org

Na wybrzeżu w Pesaro...

File:Palla di Arnaldo Pomodoro-wp.jpg
                                                                        wikipedia.org 

Ta ostatnia rzeźba należy do wyjątkowych ze względu na szczególne związanie jej z przestrzenią i taflami lazurowej wody. Dla mnie - majstersztyk!!
Złote kule z brązu Arnoldo Pomodoro, z zewnątrz połyskujące, wygładzone i lśniące w blasku promieni słonecznych, kontrastują ze złożonym ich wnętrzem, ukrywającym skomplikowane mechanizmy, przypominające wewnętrzne konstrukcje maszyn. Artysta dopuszcza nas tylko w wyrywkowy sposób do tego, co ukryte, czego do końca nie możemy zobaczyć, dostrzec. Pęknięcia kul podsycają naszą ciekawość, zainteresowanie tym, co ukryte jest głębiej, ale jednocześnie wywołują niepokój, może nawet lęk wynikający z niewiedzy ukrytych wnętrz. Może Pomodoro chciałby nam powiedzieć, że świat, wydarzenia, nasze przeżycia są bardziej skomplikowane niż nam się z pozoru wydaje, że nie warto dokonywać szybkich ocen sytuacji, że nigdy nie wiemy wszystkiego, że coś jest i będzie tajemnicą, której nie przenikniemy. Dotyczy to również ludzi. Jak często oceniamy ich zbyt powierzchownie, płytko, z tego, co wynika z ich zewnętrzności, z tego , co mówią, jak nam się pokazują. Błyszczą w blasku jarzącego się słońca, ale czy dostrzegamy "pęknięcia"?
Jeśli chcielibyście zakupić sobie malutką "Kulę w sferze", to musicie udać się do Mediolanu, gdzie od 1954 roku mieszka i pracuje ten niezwykły rzeźbiarz. Znalazłam na jednej z wystaw prace artysty...



Muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne, zupełnie przypadkowe zetknięcie z twórczością Pomodoro, chociaż refleksja dotycząca braku możliwości posiadania takiej miniatury "Kuli w sferze" nie należała do sympatycznych, ale można z tą świadomością też funkcjonować.
Jak wspomniałam wcześniej Pomodoro, mimo podeszłego wieku, to bardzo aktywny artysta. Aktualnie odbywa się wystawa jego dzieł w Pizie  "Continuità e Innovazione", Museo delle Sinopie, Palazzo OPA, Piazza dei Miracoli, jeszcze trwająca do 31 stycznia 2016. 
Stale są wystawiane jego prace. Jeśli ktoś chciałby być na bieżąco, to odsyłam do wspaniałej strony poświęconej twórczości rzeźbiarza  http://www.arnaldopomodoro.it/
Namawiam także koniecznie do obejrzenia galerii dzieł artysty udostępnionej na tej stronie. Z oczywistych względów nie mogłam korzystać z prezentowanych tam zdjęć. Jestem pod ogromnym wrażeniem tych dzieł i nie są to jedynie "Kule w sferze". Pomodoro otwiera wnętrza swoich dzieł, pozwala zajrzeć do tego, co w środku. Czyni to oczywiście w swoisty, charakterystyczny dla siebie sposób. Może w czasie swoich wędrówek po rozmaitych, wspaniałych miejscach, odnajdziecie także rzeźby Arnaldo Pomodoro, czego Wam serdecznie i sobie życzę...
W mijającym roku miałam szczęście i okazję zetknąć się ze wspaniałymi, intrygującymi dziełami sztuki w miejscach odległych, ale także bardzo bliskich. Od marca rozpoczęłam pisanie bloga o sztuce, co ciągle sprawia mi radość i przyjemność. Dziękuję, że zaglądacie na Renne w Muzeum i na moją stronę na fb, że poznałam tyle wspaniałych miłośników sztuki w świecie realnym i wirtualnym. Za wszystkie słowa bardzo dziękuję.
Po cichu liczę, iż w nowym roku także znajdziecie czas, aby razem ze mną nacieszyć oko wyjątkowymi dziełami sztuki. A jeśli namówicie swoich bliskich czy znajomych do odwiedzin mojego bloga, będzie mi bardzo miło. Uparcie powtarzam i powtarzać będę, że sztuka łagodzi obyczaje, daje przyjemność i pozwala postrzegać rzeczywistość w innym piękniejszym świetle.
Do zobaczenia w Nowym Roku 2016 !!!
Pozdrowienia spod  watykańskiej "Kuli w sferze" pokazującej upływ czasu ( czy zauważyliście, że kula się obraca?)






 

niedziela, 20 grudnia 2015

Żłóbki, szopki, choinki, Boże Narodzenie i świąteczne życzenia (post_53)


"To właśnie tego wieczoru,
zło ze wstydu umiera,
widząc jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru, 
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg się rodzi w człowieku."

Fragment wiersza Emillii Waśniowskiej, poetki, dyrektora szkoły, którą miałam szczęście znać osobiście, wprowadza nas w nastrój Bożego Narodzenia.
Tradycyjnie, jak co roku, zbliża się wyczekiwany przez nas wszystkich niezwykle świąteczny czas. Bez względu na wyznanie, światopogląd czy kulturę - to okres powszechnej celebracji i mimo narastającej komercjalizacji - życiowych refleksji. 
Motyw narodzin Chrystusa, stajenki betlejemskiej, wędrówki Trzech Królów, zawsze fascynował i inspirował artystów, co skutkowało i stale skutkuje powstawaniem niezliczonych dzieł poświęcone tej tematyce.
Natomiast dzieło, które mnie osobiście ujęło i zachwyciło w wyjątkowy sposób, opisałam już na blogu, nie czekając na grudniowe rozważania http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/09/misterium-szczegou-czyli-benozzo-gozzoli.html
W momencie przekroczenia progu Capella dei Magi, usytuowanej w Palazzo Medici - Ricardi we Florencji, przechodzi się do innego świata. Nagle w poczuciu żaru włoskiego klimatu, tak silnie odczuwanego fizycznie, człowiek przenosi się do wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. Staje się uczestnikiem  pochodu, orszaku, tak misternie odtworzonego przez Benozzo Gozzoli, zmierzającego do skromnej betlejemskiej stajenki. Przeżywa się Boże Narodzenie w środku lata. Miejsce należy do tak niesamowitych, iż opuszcza się je z ciężkim sercem.
Dzisiaj jednak zatrzymam się na chwilę w jednej z kaplic florenckiego, przepięknego i bogatego w zabytki Kościoła Santa Trinita


Capella Sassetti została udekorowana cyklem fresków przez rewelacyjnego artystę, Domenico Ghirlandaio w latach 1483-86. Fundatorem był zarządca banku rodu Medyceuszy, przyjaciel Wawrzyńca Wspaniałego - Francesco Sassetti, którego wizerunek i jego żony został oczywiście utrwalony przez malarza.
Główny temat kompozycji skupia się wokół życia św.Franciszka, jednakże na centralnej ścianie odnajdujemy fresk pt."Pokłon pasterzy", na który chciałabym zwrócić szczególną uwagę. 
Elementem rzucającym się w oczy jest żłóbek, przedstawiony w formie rzymskiego sarkofagu na tle klasycznych kolumn, zza których w głębi wydobywają się krajobrazy miast rozpostartych na wzgórzach. Chcąc nie chcąc, przychodzi mi na myśl fresk Perugino, wykorzystujący podobne motywy http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/08/cenacolo-di-fuligno-czyli-florencka.html
Matka Boża, klęcząca z lewej strony, z rękoma złożonymi do modlitwy, zamyślona, skupiona na maleńkim leżącym przy niej Chrystusie. Pasterze pośród zwierząt, także klęczący usytuowani zostali z prawej strony. Św. Józef, trzymający rękę na czole wypatruje czegoś w górze. Odczuwa się poruszenie, emocje postaci, świadomość niezwykłości i istoty narodzin Bożego Syna.
W tle, z lewej strony zauważa się już ciągnący ze wzgórz orszak  Trzech Króli zmierzających, by pokłonić się Chrystusowi.


Pochód Trzech Króli przywodzi mi na myśl po raz kolejny fresk Benozzo Gozzoli. Łączę w myślach oba dzieła i tworzy się całość...

Współcześnie Trzej Królowie są najczęściej bohaterami szopek i żłóbków, tak popularnych i charakterystycznych dla włoskich świąt Bożego Narodzenia. 
W mijającym roku, podczas mojej styczniowej, bardzo krótkiej włóczęgi po Rzymie, odnalazłam kilka z nich.

W Domu Wypoczynkowym położonym w "sercu" Rzymu u Sióstr Elżbietanek...


W Kościele św.Praksedy ...






 W Bazylice św.Piotra...



W Kościele Santa Maria della Vittoria..

  
Nie może zabraknąć choinki na Placu św.Piotra, zdecydowanie piękniejszej i efektowniejszej wieczorem niż w dzień.


Zanim wszyscy zostaniemy wchłonięci przez przygotowania do Świąt, zakupy, gotowanie, kupowanie prezentów, a później radosne przeżywanie tego wyjątkowego czasu w naszym życiu wśród najbliższych nam osób, chciałabym serdecznie podziękować Wam za odwiedzanie mego bloga, za czytanie, za interesujące komentarze, także poza internetem. Wasze zainteresowanie stanowi dla mnie motywację i inspirację do dalszego pisania. Prowadzenie bloga i strony na FB pod tym samym tyutłem, pozwoliło mi na poznanie tylu wspaniałych osób, dla których sztuka stanowi przeżycie, jest piękną  i radosną przygodą.
Życzę wszystkim cudownych Świąt, skupionych na ciekawych, intrygujących rozmowach spotkaniach. 
Niech te Święta przyniosły Wam radość, wyciszenie i szczęście!




 
Prosto spod ubiegłorocznej meksykańskiej choinki z Muzeów Watykańskich  - Renne

   Wesołych Świąt !

Merry Christmas !

  Merr Joyeux Noël !

Feliz Navidad !

 Buon Natale !

 Fröhliche Weihnachten !

 Pozdrevlyayu s prazdnikom Rozhdestva !

 Hyvää Joulua !

 God Jul!

 Boas Festas!

 Veseloho Vam Rizdva!

 Noeliniz Ve Yeni !

                                                                     Zalig Kerstfeest!
 

sobota, 12 grudnia 2015

Jesienne tęsknoty, czyli Pinacoteca del Castello Sforzesco (post_52)


 
Patrząc na zdjęcie wejścia do Galerii w Zamku Sforzów w Mediolanie  i jednocześnie na ciemność i szarugę za oknem, ogarnęła mnie wielka tęsknota za podróżami i włóczęgą po muzeach, szczególnie włoskich. Tęsknota za gorącem, nawet żarem, wolnym czasem, a przede wszystkim za kontaktem ze sztuką i emocjami, które temu towarzyszą, ogarnęła mnie całkowicie.
Pewnie zbliżam się do granicy "nałogu", "fanatyzmu" , a może już ją przekroczyłam, ale bez przeżyć związanych z podziwianiem artystycznych wyobrażeń różnorodnych twórców, nie potrafię funkcjonować. Uwielbiam także drogę, bez względu na środek lokomocji, oczekiwanie, nadzieje z tym związane, wydarzenia i tylu ciekawych, napotkanych ludzi w trakcie, docieranie do celu. Potwornie emocjonujące !!!
Dlatego dzisiaj, żeby nie popaść w stan melancholii, zaproszę was na letni spacer po muzeum, jednym z wielu usytuowanych w Zamku Sforzów www.milanocastello.it/ 
bogatym we wspaniałą kolekcję obrazów.
Pinacoteca del Castello Sforzesco nie należy do najbardziej znanych galerii w Mediolanie, takich jak Pinacoteca di Brera  (której poświęcę następny post ) www.brera.beniculturali.it/,
czy Pinacoteca Ambrosiana www.ambrosiana.eu/cms/.
Nie mniej jej wnętrza i galeria dzieł sztuki warta jest szczególnej uwagi i  nie można jej absolutnie  pominąć w czasie wędrówek po stolicy Lombardii. Jeśli więc zamarzycie o zetknięciu się z fascynującą, pożegnalną pietą Michała Anioła, cudownie wyeksponowaną w nowym wnętrzu, o czym pisałam już wcześniej  http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/09/pozegnanie-michaa-anioa-czyli-pieta.html ,
to koniecznie udajcie się następnie na I piętro do galerii obrazów.


Pierwszym obrazem, który wyłowiłam wśród innych, jest niewielkich wymiarów dzieło Rubensa zatytułowane "Tre donne con puttini all'aperto" ( "Three Women with Putti in the Open") w przybliżeniu powstałym  w 1630-1640r.  Nazwałam jest złocisto-miedzianym, wydającym się bardziej płaskorzeźbą niż płótnem.


 Moją uwagę przykuwa cudowna Madonna z dzieciątkiem ( "Madonna con Bambino", "Madonna and Child")  nieznanego mi twórcy Ambrogio Bevilacqua (1481-1512).  Niewiele o nim wiadomo, poza tym, że na pewno urodził się w Mediolanie i pracował dla księcia Francesco Sforza. W jednym z mediolańskim kościołów znajdują się datowane jego freski z roku 1485 i 1486 z podpisem "Ambrosius de Beacquis". Nazywany był "słodkim uczniem Borgognone". Obraz Madonny należy do unikatowych dzieł, malowanych na drewnie ze zdobieniami wykonanymi w szkle i skórze. Matka Boża ze skromnie spuszczonymi oczyma podtrzymuje stojącego, małego Jezusa. 
Inne dzieła lombardczyka można odnaleźć w wielu muzeach Europy i nie tylko m.in. w Galerii Starych Mistrzów w Dreźnie, Muzeum Bagatti Valsecchi w Mediolanie, Metropolitan Muzeum w Nowym Jorku, Castello Visconteo w Pavii czy Accademia Carrara w Bergamo.




Odnajduję kolejny obraz. Tym razem to "Madonna col Bambino, Santi e angeli"  (zwany Madonna Trivulzio) z roku 1430-32, mego ulubieńca, kochliwego mnicha z Florencji  - Fillipo Lippi (1407-1469), niezwykłego portrecisty Matki Bożej. Już od dawna należę do miłośników tego autora, jak i jego syna Fillippino Lippi będącego "owocem" skomplikowanej i burzliwej historii miłosnej ojca i młodziutkiej zakonnicy Lukrecji Boti ( poczytajcie o tej szalonej miłości).


Powyższy obraz przedstawia kolejną, z niezliczonych wizji Matki Bożej, pt. "Madonna col Bambino" ("Madonna and Child") z lat 1460-65. Autorem jest znakomity mistrz Giovanni Bellini (1432-1516). Artysta, cieszący sie długim życiem, podziwiany przez jemu współczesnych, stale rozwijał swój warsztat malarski. Uznawany jest za twórcę nowego sposobu pokazywania Madonny, co odzwierciedla również powyższe dzieło.
Matka Boża uchwycona została jakby w "półfigurze", z Dzieciątkiem siedzącym na czymś, co przypomina ramę okna lub kamienny parapet. Pomiędzy widzem a postaciami stwarza się dystans, jakieś oddalenie. Wpatrujemy się w spokojną, dostojną, jakby zamyśloną twarz młodej kobiety.


A oto kolejna niezwykła "Madonna in gloria a santi, Giovanni Battista, Gregorio Magno, Benedetto e Gerolamo" ("Madonna in glory with Sts.John the Baptist, Gregory the Great, Benedict and Jerome")  z 1497 roku. Autorem jest twórca, który niezmiennie mnie fascynuje, Andrea Mantegna, mistrz malarstwa iluzjonistycznego ze słynnym okulusem na czele z Pałacu Gonzagów (Palazzo Ducale) w Mantui, opisywanym już przeze mnie na blogu w poście poświęconym temu zagadnieniu http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/04/sabionetta-mantua-wersal-rzym-i.html
Madonna z małym Jezusem  została usytuowana w centralnym miejscu, otoczona głowami świętych, tworzących wrażeniem kwiatowej girlandy. U jej stóp stoją święci wymienieni w tytule dzieła ze swoimi atrybutami. Szczególny akcent nosi intensywna czerwień szat, zarówno madonny jak i innych postaci m.in. Hieronima. Obraz nie pozwala przejść obojętnie, skupia na sobie uwagę.


 
Autorem dwóch powyższych obrazów jest Antonio Allegri, detto Correggio (1489 -1534), malarz, któremu chyba jeszcze nie poświęciłam uwagi, co jedynie oznacza, że o sztuce można pisać prawie w nieskończoność.
Pierwszy obraz pochodzi z lat 1517 -1523 i nosi tytuł "Rittrato di uomo de legge" ("Portrait of a man reading"), drugi natomiast to dzieło z lat 1514-1519 zatytułowane "Madonna col Bambino" - Madonna Bolognini  ("Madonna and Child" - Bolognini Madonna).
Correggio jest związany z prześlicznym miastem rejonu Emilia - Parmą ( dla miłośników jedzenia kojarzonej współcześnie ze słynną szynką parmeńską). Artysta działał przede wszystkim na obszarze swego miasta i mimo że wyróżniał się wyjątkowym talentem i należał do czołowych twórców cinquecenta, nie zdołał "przebić się" przez geniuszy z Wenecji czy Rzymu. Niektórzy historycy sztuki określają jego styl - manieryzmem parmeńskim. Nie do końca mogę się zgodz z niektórymi badaczami, że malarstwo Correggio jest "religijne tylko w tematyce", że brakuje w nich emocjonalności i mistycyzmu.


Powyższy obraz przedstawiający młodą kobietę niezwykle mnie ucieszył, gdyż jego autorką jest  Lucia Anquissola  - siostra słynnej Sofonisby - znakomitej malarki dworu hiszpańskiego króla Filipa II, której z pewnością poświęcę jeden z postów, ze względu na doskonały i bardzo mi bliski obraz "Gra w szachy" znajdujący się w kolekcji poznańskiego Muzeum Narodowego,  jak i filmową biografię malarki https://pl.wikipedia.org/wiki/Sofonisba_Anguissola#/media/File:The_Chess_Game_-_Sofonisba_Anguissola.jpg
Lucia - jedna z pięciu córek Amilcare Anquissola i Bianci Ponzone - pobierała nauki w zakresie malarstwa, szczególnie portretowego, inspirowana przez swego ojca, rozwijającego u swoich córek zdolności artystyczne. XVII - wieczny biograf Fillippo Boldinucci twierdził, że Lucia miała większy potencjał niż jej siostra, ale karierę przerwała zbyt szybka śmierć artystki.


W kolekcji odnalazłam również dzieło Lorenzo Lotto (1480-1550) pt. "Rittrato di giovanetto" ("Portrait of a youth") z lat 1524-27. Zawsze z ciekawością oglądam dzieła tego mistrza portretu, jak go określają badacze sztuki, podkreślając swoistość stylu autora. Tutaj odnajdujemy te charakterystyczne ujęcia popiersia postaci na "gładkim" tle z wyraźnym rozdzieleniem kolorów. 

 Kolejny portret przedstawiający męską postać, to "Rittrato d'uomo (Il poeta laureato) - "Male portrait" (The poet laureate). To także dzieło słynnego, wspaniałego malarza Giovanniego Bellini (1432- 1516), o którym zdecydowanie więcej napiszę przy okazji spaceru po mediolańskiej Brerze.

A na zakończenie ciekawostka. Poniżej obraz pt. "Trompe - l'oeil con stampe" z 1690 roku, mało znanego twórcy Fillipo Abbiati (1643-1715).
Czy nie przypomina wam czegoś znanego? Szczególnie perspektywa pokazywania przedmiotów "z góry". Mnie skojarzył się z instagramem.  Już spotkałam się z podobnym stylem malowania w obrazie innego twórcy w Galerii Zamku Królewskiego w Warszawie. 
Z tego, co zdążyłam przeczytać wynika, że Abbiati, mediolańczyk, to prawdopodobnie uczeń Carlo Francesco Nuvolone. Pozostawił po sobie wiele malowideł w kościołach.


I w ten sposób udało się nad dotrzeć do końca tego artystycznego spaceru po muzeum, które naprawdę warto odwiedzić. Moje refleksje stanowią nader subiektywny, wręcz osobisty wybór dzieł i twórców, ale niestety zawsze w ogromie artystycznych wyobrażeń malarzy, dokonuje się selekcji. Pamięta się zasze mniej niż ogląda.
Moja nostalgia została rozwiana, choć drobne zamyślenie zostało...