wtorek, 31 stycznia 2017

Jerzy Kalina i "Przejście" (post_85)


Pawilon Czterech Kopuł - nowa przestrzeń Muzeum Narodowego we Wrocławiu - to wyjątkowe miejsce eksponowania sztuki współczesnej, które na pewno jeszcze odwiedzę i to może niebawem. Opisywaną z zachwytem przeze mnie przy okazji debiutanckiej wystawę "Letnia rezydencja" wspominam do dzisiaj http://rennewmuzeum.blogspot.com/2016/10/andy-warhol-we-wrocawiu.html 
Ale zgromadzone tam dzieła współczesnych polskich artystów zasługują niewątpliwie na szczególne zainteresowanie. Pośród wielu znakomitych eksponatów moją uwagę przykuła instalacja Jerzego Kaliny zatytułowana " Przejście" ( "Passage").


Powstała w 1977 roku kompozycja nosiła pierwotnie tytuł "Pomnik anonimowego przechodnia” i ustawiono ją w Warszawie na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Mazowieckiej w nocy z 12 na 13 grudnia 1977 r.  Dzieło Kaliny miało stać się pretekstem do dyskusji telewizyjnej na temat odbioru sztuki. Moderatorzy rozmowy Zygmunt Kałużyński i Szymon Kobyliński prezentowali przeciwstawne punkty widzenia sztuki współczesnej.  Nowatorski pomysł stał się  wyjątkowym eventem w 1977 roku. Oto sztuka wyszła do widza, a nie odwrotnie. Prowokowała do przemyśleń, jakiejś refleksji czy wyrażenia swojej opinii. Każdy widział w instalacji co innego, co wypływało z jego wiedzy, emocji i życiowych doświadczeń. Zrealizowało się to, o czym zawsze marzył Igor Mitoraj broniąc dostępu sztuki dla wszystkich, wprowadzania artystycznych dzieł w przestrzeń życia człowieka i w naturę rzeczywistości. Takie eksponowanie dzieł daje szanse każdemu na swobodę interpretacyjną, demokratyzację odbioru. Instalacja trafia jako dar Telewizji Polskiej dla Muzeum Narodowego we Wrocławiu.


Jerzy Kalina w zbiorze 14 postaci wykonanych z gipsu, odzwierciedla przeciętnego człowieka, począwszy od matki z dzieckiem, kobiety z laską, ale także kobiety z zakupami, mężczyzny z walizką aż do postaci przeciętnych, niczym nie wyróżniających się osób. Niektóre z nich ukazuje w całości, inne tylko w części a niektóre zapadają się w chodniku, zaczynają znikać, zapadają się...Możliwości interpretacyjne nieskończone i na tym polega genialność tej artystycznej kompozycji. Możemy widzieć samotność człowieka idącego w tłumie, zagubionego wśród innych ludzi. Może to symbol natury politycznej, wskazujący na potrzebę zmiany systemu państwa, zejście do działalności "podziemnej". Niektórzy upatrywali w instalacji symbol walczącej Warszawy w czasie powstania warszawskiego, symboliczne zejście do kanałów.


To, co mnie urzeka w takich kompozycjach, to możliwość wejścia w przestrzeń artystyczną, wtopienia się w dzieło, podjęcia się wewnętrznego dialogu. Nie mogłam sobie odmówić w nawiązaniu dialogu z przedstawionymi postaciami. Intuicyjnie ustawiłam się wśród nich. Szarość mojej sukienki (zupełny przypadek!) ułatwiała mi wejście w ten artystyczną rozmowę .Stałam się jednym z przechodniów, uczestników swoistego marszu, przechodzenia czy przejścia na druga stronę, cokolwiek by to nie znaczyło.

Niestety, czego bardzo żałuję, ale nadrobię to następnym razem będąc we Wrocławiu, nie weszłam w dialog z postaciami repliki kompozycji powstałej w 2005 roku i usytuowanej na skrzyżowaniu ul.Świdnickiej i Piłsudskiego. Doskonały pomysł odtworzenia "Przejścia" na ruchliwym, wrocławskim skrzyżowaniu W pierwszym momencie rzeźby zaskakują, trochę szokują, ale zaciekawiają i wzbudzają emocje. Wywołują właściwy efekt, tworzą atmosferę tego miejsca. Sztuka narzuca się spieszącemu przechodniowi, często zamyślonemu, może zmęczonemu. Rzeźby nie pozostawiają nikogo obojętnym.
Podczas kolejnego spotkania odbiorca zachowuje się już inaczej, czeka na spotkanie z przechodniami Kaliny, chce się zmierzyć ze światem, który go zaczyna intrygować. Zadaje sobie pytania...




Muszę przejść razem z postaciami stworzonymi przez artystę na drugą stronę ulicy. Podejmę dialog z bohaterami instalacji. Zawsze fascynowali mnie ludzie przypadkowi, spieszący się, smutni, zamyśleni albo tajemniczo uśmiechnięci, pewni siebie i zakompleksieni. Próbuję odgadnąć ich myśli i problemy. To fascynujące...


Nie dziwi mnie wcale fakt, że wrocławska instalacja "Przejścia" została dostrzeżona przez media, także zagraniczne, a w 2011 roku trafia na listę 15 najpiękniejszych miejsc w naszym kraju przygotowanej przez "Newsweeka". Natomiast amerykański magazyn "Budget Travel" widzi w  ulicznej kompozycji Jerzego Kaliny jedno z wyjątkowych miejsc na świecie.

Tak więc oprócz słynnych i wrosłych już w przestrzeń miasta krasnoludków ( których darzę dziecięcą sympatią) nie omińmy dzieła Jerzego Kaliny ani w Pawilonie Czterech Kopuł ani na skrzyżowaniu ulic.

niedziela, 29 stycznia 2017

Donatello, czyli mistrz perspektywy (post_84)


Il pulpito della resurrezione di Donatello, czyli ambona Zmatwychwstania mistrza Donatella, znajdująca się z prawej strony nawy Kościoła św. Wawrzyńca we Florencji, to jedna z dwóch ambon rzeźbiarza. Obie znakomite i zachwycające, które czasami omijamy albo poświęcamy im zbyt mało czasu, podziwiając architekturę tego niezwykłego renesansowego kościoła i jego liczne zabytki. Zastanawiacie się pewnie dlaczego wybrałam tylko jedną z nich jako temat dzisiejszego posta. Odpowiedź jest banalna. 
Podczas ostatniej mojej wizyty w tym obiekcie, miałam cudowną okazję zobaczenia tej odrestaurowanej ambony z bliska, z odległości kilkudziesięciu centymetrów, oczywiście zza szyby. Zbudowano w tym celu specjalne rusztowanie, umożliwiające bezpośredni kontakt z dziełem, oczywiście za opłatą, symboliczną zresztą. Zwiedzając Florencję należy się przyzwyczaić do faktu, że płaci się praktycznie za wszystko, łącznie z wejściami do niektórych kościołów. To denerwujące, ale musimy mieć na względzie, że utrzymanie tylu zabytkowych miejsc, ich konserwacja jest nader kosztowna. Rozumiem więc Florentczyków, choć mam świadomość także ich swego rodzaju "pazerności".
Podekscytowania i pełna zachwytu nad szczegółowością i drobiazgowością artysty, nad jego uwielbieniem dla detali, nad jego niedoścignionym ujęciem perspektywy, już wtedy wiedziałam, że muszę na moim blogu przybliżyć to dzieło. Donatello zdawał sobie sprawę, że być może ambona będzie ostatnim jego artystycznym wyrazem. Chorował i powoli żegnał się z doczesnością. Ambona to jego pożegnanie. Wzruszające...

Zdjęcia fragmentów ambony nie są może najlepszej jakości, ale niestety przeszkodą w utrwalaniu kunsztu rzeźbiarskiego tego florenckiego artysty była niestety szyba...





 Powstanie ambony datuje się na lata 1459-1460, po powrocie Donatella ze Sieny. Jeden z reliefów przedstawiających scenę męczeństwa św. Wawrzyńca  pochodzi nawet z roku 1465, czyli na rok przez śmiercią artysty. Istnieje wiele sporów  wśród badaczy i historyków sztuki wokół autorstwa poszczególnych scen i elementów ambon. Pozostawię ten temat do dalszych rozważań, natomiast warto zwrócić uwagę, że  wśród wielu nazwisk wymienia się dwóch wyróżniających się współpracowników Donatella. Byli to Bartolomeo Bellano i Bertoldo di Giovanni.
Niekwestionowany jest jednak fakt, że ambony uznawane są za punkt zwrotny w karierze mistrza, za dzieło badające ludzką duszę, za genialną, swobodną kompozycję. Powiem od razu, że oglądając dzieło "z dołu" nie ma możliwości ujrzenia mistrzostwa Donatella. To jest tylko wiara w talent artysty. Konfrontacja bezpośrednia, prawie dotknięcie reliefu daję niepowtarzalną okazję do przyjrzenia się detalom tym niezwykłych płaskorzeźb. Dopiero wtedy widzimy genialnego rzeźbiarza, jego niczym nieograniczoną artystyczną wyobraźnię i kunszt techniczny.
Wierzcie mi, to dzieło zapiera dech w piersiach.



Kompozycja ambony Zmartwychwstania złożona jest z ośmiu scen. Na dwóch głównych bokach, Donatello umieścił po trzy sceny, krótsze boki zawierają po jednej. Poszczególne reliefy opisują epizody z życia Jezusa Chrystusa po jego śmierci na Krzyżu. Dodatkowo artysta umieścił scenę obrazującą Męczeństwo Świętego Wawrzyńca (San Lorenzo), będącą hołdem dla patrona kościoła. 
Tematy kolejnych epizodów to:
- Święte kobiety w grobie ( od zachodu),
- Zejście do otchłani (na południe) ,
- Zmartwychwstanie(na południe),
- Wniebowstąpienie(na południe),
- Pięćdziesiątnica (wschód),
- Męczeństwo świętego Wawrzyńca (na północ),
- Szydercy Chrystusa (północ, polerowane drewno, XVII wiek) ,
- Św Łukasz Ewangelista (północ, polerowane drewno, XVII wiek)

 Całość scen południowych przedstawia zdjęcie poniżej.

                                                                     wikipedia.org

Dopiero teraz widać złożoność kompozycji, układ poszczególnych scen. Ja niestety takiego zdjęcia zrobić nie byłam w stanie, nawet jak bym bardzo chciała.
Obie sceny, Zmartwychwstania, jak i Wniebowstąpienia zdominowała postać Chrystusa - Triumfatora. Strażnicy śpiący w rozmaitych pozycjach, których zbroje odtworzone zostały z ogromną starannością i szczegółowością, łącznie z symboliką tarcz ( np. skorpion, chłopiec na koniu).

 
Chrystus z krzyżem i flagą, w niezwykły sposób zrzuca z siebie bandaże, jego noga oparta jest o grób. Donatello przedstawia go jako Odkupiciela. Widać ciężar śmierci, ale także zwycięstwa. Niektórzy badacze twierdzą wręcz, iż w tej scenie obraz Chrystusa odbiega od tradycyjnej chrystologii.


Wniebowstąpienie umieszcza Donatello w zamkniętym pomieszczeniu, widzianym poprzez rozmaite przeszkody. Tu także dominuje postać Chrystusa wznoszącego się ku przestworzom pośród zgromadzonych apostołów i Maryi. W lewej ręce trzyma księgę, symbolizującą Słowo Boże. Wspomagają go postaci aniołów.




Niektóre sceny z perspektywą zamkniętego pomieszczenia, które w znakomity sposób tworzą głębię reliefu, wielowymiarowość obrazu, powiedziałabym nawet, że dynamikę i  ekspresję przedstawianego wydarzenia. Nie dziwi więc wcale określenie, że Donatello to mistrz perspektywy.








Jeden z reliefów - fryzów zdobiących ambonę


Podpis rzeźbiarski Donatella, żebyśmy nie mieli wątpliwości, kto jest autorem tego wyjątkowego dzieła.


Nie może także dziwić w ogóle fakt, że grób genialnego Donatella znajduje się w Bazylice San Lorenzo. To tak naturalne i oczywiste, jak to, że zawsze wschodzi słońce. Nie mogło być inaczej. Doceniany i wyróżniany za życia, także przez mecenasów, artysta spoczął w tym wyjątkowym kościele i miejscu, któremu poświęcił wiele lat swojego pracowitego życia. Warto poświęcić choć chwilę temu twórcy, wśród szału zwiedzania Florencji, oddać mu należny hołd. Ja siadam w pobliskiej ławce i oddaję się rozważaniom o sztuce i tych, którzy wprawiają nas w zachwyt.
Nie jestem w tym kościele pierwszy raz, ale czuję wyjątkowość i majestatyczność tego miejsca.



Mój zachwyt wynikający z bliskości ambony Donatella, której detale mogę wreszcie ogarnąć wzrokiem, tyle ile potrafię, jest widoczny. Nie czuję upału, żaru, rozgrzanej do czerwoności letniej Florencji. Próbuję chłonąć chwilę, cieszyć się z niej. Wiem, że to nie jedyne dzieło, które mnie zachwyci, wzruszy i przyniesie autentyczną radość, taką trochę dziecięcą...
Ale tak odbieram sztukę.