czwartek, 21 maja 2015

Bunt - ekspresjonizm w Poznaniu (post_23), Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań, Polska, wystawa, sztuka polska, ekspresjonizm

                                                           Stefan Szmaj, Pocałunek, 1918

Jeszcze do końca maja można obejrzeć niewielką, ale niezwykle ciekawą i intrygującą wystawę w Muzeum Narodowym w Poznaniu www.mnp.art.pl/  zatytułowaną "Bunt-ekspresjonizm-transgraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof.S.Karola Kubickiego".


Zgromadzone dzieła w dużej części stanowią dar syna Margarete i Stanisława Kubickich dla poznańskiego muzeum.
Fascynująca grafika "Pocałunek" zamieszczona na wstępie, autorstwa Szmaja była m.in. przedmiotem skandalu podczas wystawy grupy Bunt zaprezentowanej w Poznaniu 1 kwietnia 1918 ze względu na opinię przedstawicieli Towarzystwa Sztuk Pięknych., którzy oskarżyli artystów o propagowanie nieprzyzwoitych treści, i zażądali wycofania z wystawy niektórych dzieł, w tym właśnie "Pocałunku" Szmaja. Wystawę przeniesiono do pomieszczeń przy ul.Berlińskiej 10.
Kim byli członkowie grupy twórczej Bunt?
To pisarze, poeci, teoretycy i malarze skoncentrowani wokół czasopisma "Zdrój", wydawanego jedynie przez kilka lat od 1918 do 1920. Najbardziej znani to: Jerzy Hulewicz (1886-1941), Margarete Kubicka (1886-1984), Stanisław Kubicki ( 1883-1941), Jan Panieński (1900-1925), Władysław Skotarek (1894-1969).
Artyści ideowo związani z awangardą berlińską i monachijską, z grupami "Die Brucke" czy "Der Blaue Reiter) - reprezentującymi ekspresjonizm niemiecki.

                                         Władysław Skotarek, "Danse de Salome", 1918

Twórcy  poprzez swoje dzieła przeciwstawiali się sztuce naturalistycznej czy impresjonistycznej. Uważali, że intuicja odgrywa istotną rolę w procesie twórczym, a wieloznaczność zaciera granice pomiędzy tym, co jest pokazane, a tym, co pozostaje ukryte. Widać ich działania w stronę zmian wyobrażeń o dziele, propagowanie nowych prądów w sztuce. Sięgali również do haseł zrewolucjonizowania społeczeństwa, również w dostępie do kultury. Stąd grafika jako forma artystycznego wyobrażenia zajęła naczelne i wiodące miejsce w twórczości ekspresjonistów. Najczęściej mamy do czynienia z linorytem i drzeworytem.
Wystawa Buntu z 1918 roku skierowana była głównie przeciwko mieszczaństwu  czy uzależnieniu sztuki.
Mnie zaskoczyło zainteresowanie ekspresjonistów tematami religijnymi czy duchowością. Grafiki pokazujące postać św.Franciszka, który ich w jakiś sposób fascynował, potrafią nawet zaszokować odbiorcę.
                                            Jerzy Hulewicz, Głowa św. Franciszka z Asyżu

                                            Jerzy Hulewicz, Św, Franciszek z Asyżu, 1918

Osobowość św.Franciszka kojarzy się ogromną empatią, ciepłem i pokorą. U Hulewicza postać świętego zobrazowana została poprzez ostre, wydłużone rysy, w pewnym sensie geometryczność formy. Św.Franciszek  wydaje się być zdystansowany, jakiś odległy, zimny, nawet apodyktyczny. Takie ujęcie wywołuje emocje i zdziwienie.

                                                               Jerzy Hulewicz, Krzyż

Hulewicz podjął także temat ukrzyżowania, oczywiście w swoisty dla siebie .sposób. Krzyż jest w ruchu, przechylony. Jezus bezwładnie wisi, jakby oderwany czy odrywający się od krzyża. Jakby za chwilę miał spaść w jakąś przepaść. A przecież przed krzyżem, przed Chrystusem siedzi zbolały, pochylony człowiek. On czeka , potrzebuje pomocy i wsparcia, nie patrzy na Jezusa, wzrok ma wbity w ziemię. Ciężar myśli ludzkich jest przygniatający. Bardzo silny przekaz, prawdziwie ekspresyjny, oddziałujący.

                                                       Stefan Szmaj, Św.Sebastian, 1918

Przyznam, że św.Sebastian według Szmaja zrobił na mnie największe wrażenie, wbił się w moją pamięć, szczególnie dlatego, iż wizerunki tego męczennika stanowią przedmiot mych zainteresowań. Widziałam ich nader wiele i bardzo różnorodnych. Generalnie artyści utrwalają go jako pięknego albo co najmniej przystojnego mężczyznę przywiązanego do drzewa lub jakiejś kolumny. Jego nagie ciało przebijają liczne strzały, a on wznosi oczy ku niebu i pokornie znosi cierpienie. Zawsze wizerunkom św.Sebastiana towarzyszy nadzieja.
U Szmaja nadziei nie widzę. Uderza za to rozpacz, potworna samotność i cierpienie. Sebastian został odarty praktycznie z ciała, opleciony drutem...

Warto zwrócić także uwagę na przedstawicielkę płci pięknej, działającą w grupie  Bunt - Margaret Kubicką - żonę Stanisława Kubickiego


                                                      Margarete Kubicka, Autoportret IV

Margarete, niezwykle uzdolniona artystka. Poniżej autoportre jej męża z 1912 roku, który odnalazłam na stałej ekspozycji Muzeum Narodowego w Poznaniu






Praca zwracająca na siebie uwagę  to "Transformacja" Andrzeja Bobrowskiego


Pewnie zauważyliście, że nie wszystkie prace opatrzyłam datami ich powstania. Należy pamiętać , że to w większości grafiki, przede wszystkim linoryty odbite z wcześniej przygotowanych przez artystę płyt. I w tym właśnie  tkwi problem. Nie zawsze można ustalić, z którego roku jest odbitka, gdyż twórcy wykonywali ich wiele, w jakiś sposób różnią się od siebie. Istotne znaczenie ma także jakość płyty i  czasami sposób ich przechowywania w czasie ostatniej wojny. Linoleum jest materiałem dość trwałym, ale jednocześnie kruchym. Aktualnie grafiki stanowią materiał badawczy wielu historyków sztuki.
Kto nie zdąży zobaczyć wystawy w Poznaniu, ma jeszcze okazję zwiedzić ją w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy www.muzeum.bydgoszcz.pl/ , Muzeum J.Kraszewskiego w Dreźnie www.museen-dresden.de czy Dolnośląskim Centrum Fotografii "Domek Romańskich" we Wrocławiu www.okis.pl/.
Zdradzę wam, że jak to przy okazji takich wystaw bywa, w każdym z tych miejsc, projektowana jest nieco inna ekspozycja. Może wybiorę się do Bydgoszczy?
Czasami warto przyjrzeć się temu, co jest blisko, szczególnie, że rośnie zainteresowanie poznańskimi ekspresjonistami. Ich prace gościły na wystawach sztuki współczesnej w renomowanych muzeach, w tym, wiedeńskim Lepolds Museum , berlińskim Natiolanmuseum czy Country Museum of Art w Los Angeles. Oby tak dalej...

niedziela, 17 maja 2015

Krótkie refleksje po Nocy Muzeów (post_22), Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań, Polska , wystawa, muzeum


                                                  Sebastian Szmaj, św.Sebastian, 1918(67)

Może jestem trochę niewyspana po nocnych, a właściwie wieczornych odwiedzinach  Muzeum Narodowego w Poznaniu, ale muszę się podzielić choć kilkoma refleksjami na ten temat.
Mimo naprawdę szerokiej i różnorodnej oferty, wybrałam jedynie dwa wydarzenia, w których chciałam uczestniczyć, mianowicie  w oprowadzaniu kuratorskim po wystawie  Bunt (którą zresztą już oglądałam) oraz prezentacji domniemanego rysunku kobiety Camille Pissarro. Oba bardzo interesujące, ale wymagające osobnego potraktowania.
Dzisiaj refleksyjnie...
Mam ogromny szacunek dla osób "biegających" z mapą od muzeum do muzeum, ale jednocześnie odczuwam dyskomfort, że na co dzień muzea odwiedza zbyt mało osób i podmioty za to odpowiedzialne, niestety nie zabiegają o to, by było lepiej. Brak środków finansowych na prowadzenie działalności  - to podstawowy argument, który można usłyszeć. To prawda, nie podważam go absolutnie, zgadzam się, że pieniędzy jest zbyt mało, że są niewystarczające, ale...
No właśnie zawsze jest jakieś ale.
Moim skromnym zdaniem powinniśmy się zastanowić nad innym podejściem do funkcjonowania muzeów w Polsce i do sposobu prezentowania dzieł, jak również edukacji w tym zakresie.
Być może powinna się nawet odbyć jakaś poważna debata czy cykl debat w tej kwestii, ale z udziałem nie tylko szerokiego grona muzealników, decydentów do spraw kultury, ale również odbiorców sztuki. Mam wrażenie i  nie jestem odosobniona, że zapomina się o tzw. publiczności, o jej różnorodnych potrzebach od dość prostych do bardziej wyrafinowanych. Moje wczorajsze rozmowy z pracownikami muzeum, jak również z osobami nimi zarządzającymi ( za które bardzo dziękuję) utwierdziły mnie w przekonaniu, iż zmiany są konieczne przy założeniu, że chcemy podjąć się jakiegoś nowego wyzwania.
Poniżej przedstawiam nieśmiało kilka propozycji, które mogłyby się choć trochę przyczynić do wzrostu zainteresowania sztuką, do zwiększenia atrakcyjności naszych muzeów:
1. Zwiększenie liczby wystaw czasowych, tematycznych wykorzystujących zbiory dostępne w polskich muzeach, jak również w  kolekcjach prywatnych i eksponowanie ich w miarę możliwości w kilku miastach.
2. Zwiększenie liczby projektów, programów edukacyjnych przybliżających sztukę ( najlepiej o charakterze systemowym) dla szerokiego grona odbiorców od dzieci po osoby w wieku dojrzałym.
3. Szersze wykorzystywanie zbiorów przechowywanych w magazynach muzealnych, organizowanie czasowych wystaw tych dzieł, wzbogacenie stałej oferty.
4. Zdecydowane zwiększenie działań promujących polskie zbiory,  w tym doskonałą polską sztukę , w formie wystaw ( nawet niewielkich) za granicami naszego kraju ( np. wystawa Wróblewskiego będzie eksponowana w Hiszpanii). To jest świetny kierunek. Może łatwiej będzie nam zabiegać o sprowadzanie dzieł europejskich do Polski ( co stanowi taką ogromną trudność).
Na koniec odwołam się do moich osobistych obserwacji działalności muzeów w Finlandii.
Finowie mają świadomość, że nie mogą konkurować z muzeami europejskimi ( mimo iż są w posiadaniu większej liczby "topowych" dzieł niż Polacy).
Wybrali więc swoistą dla siebie drogę. Skoncentrowali się na fińskiej sztuce, na jej niezwykle szerokiej promocji i wspaniałych działaniach edukacyjnych.
Może więc warto przyjrzeć się tym działaniom...


środa, 13 maja 2015

Hugo Simberg - symbolista z Północy (post_21), Hugo Simberg , Ateneum w Helsinkach, Finlandia, sztuka fińska, malarstwo, symbolizm






Nabieram trochę oddechu po rzymskich peregrynacjach i przenoszę się ponownie do Finlandii, do Muzeum Ateneum www.ateneum.fi/,  o którym już wspominałam.
Niewątpliwie twórcą silnie oddziałującym na widza jest Hugo Simberg ( 1873 -1917).
Osiągnął to, co pragnąłby, tak mi się przynajmniej wydaje, każdy artysta - swoistość, odmienność własnego stylu. Artystyczne wizje malarza doskonale "wbijają się" w ludzką pamięć, a wobec jego obrazów nie można pozostać obojętnym. Nie wszystkim  twórcom się to udawało, nie zawsze w taki sposób, jak by chcieli. Do przykładów historii o nieprzewidywalności losów artystycznych należy biografia Tove Jansson, która nie osiągnęła sukcesu jako malarka, za którą się przede wszystkim uważała, natomiast niepodważalną popularność przyniosło jej stworzenie opowieści literackich i plastycznych o świecie Muminków. Intrygująca historia! Chciałabym o tym także przy okazji napisać.
Wrócę jednak do Hugo Simberga.

 http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/72/The_Wounded_Angel_-_Hugo_Simberg.jpg

upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/72/The_Wounded_Angel_-_Hugo_Simberg.jpg

Najbardziej znany jego obraz to "Zraniony anioł" (fin. "Haavoittumt enkeli" ) z roku 1903, okrzyknięty przez Finów w 2006 roku obrazem narodowym. Przed tym obrazem w czasie zwiedzania Ateneum trzeba przystanąć, nie da się przejść obojętnie, wymaga uwagi i skupienia. Nie sposób go ominąć.
Mimo że biała postać anioła umiejscowiona jest w centralnej części obrazu, to wzrok wiejskiego chłopca patrzącego na widza, przeszywa mnie swą mocą i siłą. Wściekły, niezadowolony, naburmuszony, zbuntowany - całą swoją postacią pokazuje dezaprobatę dla sytuacji, w której się znalazł. Odnosi się wrażenie, że wręcz zapiera się lewą nogą, nie chce iść dalej, jest bliski porzucenia prowizorycznych "noszy".
Widziałam "Zranionego anioła" czterokrotnie i wierzcie mi, działa za każdym razem tak samo mocno.  Drugi z chłopców obojętnie idzie dalej, bezrefleksyjny, pogodzony z losem. Nie wiemy, co czuje, czy zastanawia się nad momentem swego życia , w którym się znalazł?
No i oczywiście anioł, dziecięcy, drobny, przygarbiony, zraniony z przepaską na oczach. Czy stracił wzrok, czy będzie jeszcze widział, dlaczego znalazł się w takim położeniu? Po co przybył na ziemię? Ciśnie się mnóstwo pytań. Biel anielskiej sylwetki, jasne, lniane włosy rozświetlają obraz, jak również salę muzealną, w której jest eksponowany.
Krajobraz w tle odtwarza konkretne, realne miejsce. Dla mnie nieistotne jakie. To typowy fiński pejzaż, w który wprowadza nierealne postaci. Czy rzeczywiście nierealne?
"Zraniony anioł" może być interpretowany w różnorodny sposób, nie jest jednoznaczny. Sam Hugo Simberg nie podzielił się ideą przyświecającą stworzeniu tego niezapomnanego dzieła. Pozostawił to odbiorcom. Doceniam go za to szczególnie.
Żeby udowodnić znaczenie "Zranionego Anioła" dla sztuki fińskiej i oddziaływanie na całość kultury, czy nawet popkultury, pokażę ciekawostkę, którą jest teledysk "Amaranth" nakręcony w 2007 roku do jednej z piosenek rockowego zespołu Nightwisch
Znajdziecie tam inspirację obrazem.
Ale chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedno dzieło Simberga, noszące tytuł "Ogród śmierci" z 1896 roku.


Ogród Śmierci
 /pl.wikipedia.org/wiki/Ogr%C3%B3d_%C5%9Amierci#/media/File:Hugo_Simberg_Garden_of_Death.jpg
Obraz niewielkich rozmiarów jest szokujący i fascynujący zarazem. Mamy do czynienia z typowym przykładem personifikacji śmierci.
Śmierć wzbogacona została o pierwiastek dobra, czułości, troskliwości, wręcz empatii. Z namaszczeniem bohaterowie obrazu pochylają się nad roślinami, podlewają je, przesadzają, dotykają z delikatnością i miłością. Postaci śmierci nie wzbudzają w nas lęku ani strachu. Oswajamy się z ich, mimo wszystko, makabrycznym wyglądem. Czy śmierć może być dobra? Czy wyobrażenie śmierci przez Simberga może przynieść człowiekowi ukojenie i ulgę, pomóc w przejściu do innego świata?
Czy artysta sam nie walczył z własnymi lękami i ludzką bojaźnią? Czy ze względu na swą chorobę , nie przygotowywał siebie do wieczności?
Pytań jest nader wiele. Każdy z nas musi postawić je sam i na nie jednocześnie odpowiedzieć. To dość trudne.
Nie spotkałam się do tej pory z takim sposobem artystycznego wyrażania idei "dobrej śmierci".

Simberg powtórzył motyw "Ogrodu śmierci" w Katedrze św. Jana w Tampere, gdzie powstał fresk pod tym samym tytułem. Tam również powielił motyw zranionego anioła. Niestety tych  dzieł nie widziałam jeszcze. Ale nie tracę nadziei na okazję kolejnej podróży do Finlandii.
Polecam wam rewelacyjną stronę internetową Muzeum Ateneum, gdzie znajdziecie szczegółowe informacje o malarzu, jego obrazach, opisach tych dzieł www.ateneum.fi/en/other-world-hugo-simberg-website. Zajrzyjcie koniecznie.
Do sztuki Hugo Simberga wrócę na pewno...

poniedziałek, 11 maja 2015

Miękkość marmuru, czyli Drugi po Michale Aniele (post_20), Gian Lorenzo Bernini, Rzym, Włochy, muzeum, wystawa, rzeźba

Mam świadomość, że rzeźby należą do dzieł sztuki nie najłatwiejszych w odbiorze. Jednakże na drodze wędrówek po różnorodnych obiektach muzealnych, jak również w innych przestrzeniach eksponujących ten rodzaj artystycznego wyrazu, napotykamy takie, których zapomnieć po prostu nie sposób.
Marmur stanowi dla mnie najdoskonalszy i jednocześnie najtrudniejszy materiał, z którego artyści wydobywają nieprawdopodobne kształty i postaci. Budulec ten spojony jest w mojej wyobraźni z geniuszem renesansu - Michałem Aniołem i jego spuścizną - pietami, w tym watykańską ( pisałam o nich w odrębnym poście), no i oczywiście z Dawidem - dumnie wynoszącym się w Galleria dell'Accademia we Florencji www.uffizi.firenze.it/musei/?m=accademia. Każdy, kto miał szczęście zetknąć się z florenckim posągiem, pozostaje długo pod jego wrażeniem.
Ja jestem pod tym wrażeniem do dzisiaj i choćby to jedno dzieło, według mojej nader subiektywnej oceny, pozwala mi na określenie Michała Anioła - Pierwszym Rzeźbiarzem Świata. To on tchnął życie i ducha w marmurowe carraryjskie kloce...
Ale tuż za nim stoi ten Drugi, rewelacyjny, także pracowity i niewiarygodnie uzdolniony, uwielbiany przez publiczność - Gian Lorenzo Bernini.


Pewnie nie muszę go specjalnie przedstawiać, ale odnoszę wrażenie, że nie zdajemy sobie sprawy, w jak ogromnym zakresie, wpłynął na kształt współczesnego Rzymu, którym zachwycają się tysiące pasjonatów sztuki i turystów.
Skoncentruję się dzisiaj jedynie na trzech rzeźbach Berniniego eksponowanych w jednym z najpiękniejszych muzeów Europy - Galerii Borghese www.galleriaborghese.it/. Warto przejść niełatwą drogę, aby kupić bilety. Można to uczynić poprzez wcześniejszą internetową lub telefoniczną rezerwację dwugodzinnego pobytu w muzeum. Liczba miejsc jest ograniczona do 300 osób podczas jednego wejścia. Chętnych nie brakuje...
Ale kiedy przekroczycie próg muzeum przenosicie się na wyżyny sztuki i sto dwadzieścia minut okaże się zbyt mało na "wchłonięcie " tego, co zobaczycie.
Galeria Borghese wychodzi naprzeciw potrzebom takich pasjonatów  jak ja i wreszcie można robić bez przeszkód zdjęcia, którymi z przyjemnością się z wami podzielę.

Zacznę od "Dawida" (1623/1624)
Wyczuwa się jego napięcie, koncentrację. Twarz w grymasie, skupiona na celu.










































Teraz "Apollo e Dafne" 1622/1625.
Dafne przeistacza się w drzewo bobkowe, jej piękne ciało pokrywa się listeczkami wyrastającymi nawet z palców u rąk i nóg . Wyczuwalny jest ruch postaci, wiatr rozwiewający włosy bohaterów...
                                        

























































 No i moja ulubiona rzeźba "Ratto di Proserpina " (1621/1622). Zwróćcie uwagę na wgięcie w "miękkim" udzie bohaterki - wyrywającej się z rąk Hadesa. Czuje się siłę ręki próbującej zatrzymać Prozerpinę (Persefonę). To majstersztyk sztuki rzeźbiarskiej!
                                                                






















































Chyba nie można się dziwić, dlaczego odwiedzam Bazylikę Santa Maria Maggiore i nawiedzam grób Berniniego ukryty w schodach papieskiego ołtarza.
W zachwycającej Bazylice pochowany został wraz z rodziną ten genialny artysta, ten który nadał marmurowi miękkość...

niedziela, 10 maja 2015

Giorgio Morandi, czyli skandynawski minimalizm po włosku (post_19), Giorgio Morandi,, wystawa, Complesso del Vittoriano,Rzym, Włochy, sztuka włoska, malarstwo

Ciekawi mnie, o kim pomyśleliście czytając tytuł posta? Skandynawski minimalizm, w dodatku po włosku. Jakiego artystę chciałabym dzisiaj zaprezentować?
Znałam go wcześniej dość słabo, choć obrazy należą do niezwykle charakterystycznych i łatwych do zapamiętania. Według mnie to ogromny sukces artysty, któremu udało się wypracować swój indywidualny styl i rozpoznawalność. 
Pozorna prostota, czystość formy, oszczędna kolorystyka, powtarzalność przedmiotów - to Giorgio Morandi (1890 - 1964).
Wystawę jego około 150 dzieł można podziwiać w bardzo bliskiej mi przestrzeni muzealnej, w Complesso del Vittoriano. Ekspozycja ta stanowi kontynuację projektu, po rewelacyjnych wystawach Renato Guttuso i Mario Sironi,  przybliżającego twórczość wybitnych włoskich malarzy XX wieku.


Wspominałam już o tym, ale marzy mi się wciąż wystawa malarstwa włoskiego XX wieku w Polsce. Niewątpliwie należałaby do wyjątkowych wydarzeń kulturalnych w naszym kraju, a ja nie "musiałabym" jeździć do Rzymu. Chociaż oczywiście pobyt w Wiecznym Mieście zawsze  należy do niezapomnianych.
Przygotowując się do eventu w Complesso del Vittoriano, zwróciłam już uwagę na obrazy Giorgio Morandiego w Muzeach Watykańskich 



Giorgio Morandi koncentruje się przede wszystkim na martwych naturach (" Natura morte"). To silny wpływ i zauroczenie sztuką Cezanne'a i Picasso. Pokazuje przedmioty codziennego użytku: dzbanki, garnki, wazony, butelki. Pozbawia je znaków identyfikacyjnych, jak na przykład etykiety czy jakiekolwiek napisy.  Układa je w różnorodne kompozycje. Dokonuje maksymalnego uproszczenia formy. Ogranicza w zdecydowany sposób gamę kolorystyczną. Nie odnajdziemy na obrazach artysty intensywnych, krzyczących barw, jak np. u Guttuso. 
Na płótnach Morandiego odnajdziemy za to spokój i wyciszenie. W jakimś sensie twórca ujawnia swoją prawdziwą naturę i osobowość, należącą do ułożonych, uporządkowanych i wyważonych. 
Niektórzy nazywali go wręcz "monaco il", czyli mnich  ( nie przepadał za podróżami, spotkaniami) i trudno uwierzyć, ale w początkowym okresie rozwoju artystycznego uważano go za prowincjonalnego malarza ( mieszkał i pracował w Bolonii).
Ekspozycja w Complesso pokazuje drogę twórczą artysty, jego dojrzewanie, poszukiwanie własnego stylu. Ogromną wartością wystawy stanowią obrazy pochodzące z kolekcji prywatnych, których nie zobaczymy w muzeach włoskich, europejskich czy światowych. Morandi to autor  aż 1350 obrazów i 133 akwafort - jest zatem, co oglądać.

                                  "Still life" 1959
                                                                        "Still life" 1932
Może to wydać się nieprawdopodobne, ale Morandi w zaskakujący sposób przywiązywał wagę do pozornie prostego składu przedmiotów tworzących martwą naturę. Ułożenie kolejnej kompozycji zajmowało mu tydzień czasu. Zgromadzone na wystawie obrazy bardzo wyraźnie pokazują powtarzalność przedmiotów, ich zmienną konfigurację. Na wielu  płótnach pojawia się motyw białego wazonu z poprzecznymi lazurowymi wąskimi paseczkami

                                                                     "Fiori" 1950
Część przedmiotów, utrwalonym na dziełach Morandiego, można zobaczyć także na wystawie. To nader  fascynujące.
Doszłam do wniosku, iż obrazy Giorgio Morandiego doskonale prezentują się  w grupie, zestawione ze sobą. W tej wielości spostrzegłam siłę ich oddziaływania i mimo powściągliwej, przygaszonej kolorystyki, pewną formę ekspresji, nawet dynamizmu. Widać również upływający czas, zatrzymany w pamięci malarza przekazującego odbiorcy informację, że ani czas ani przedmioty, szczególnie te najbliższe, niezauważalne na co dzień, nie znajdują sie w tym samym miejscu. Zmiana układów przedmiotów w kompozycjach Morandiego wprowadza ruch, zmianę. Ewidentne przemijanie ludzkiej egzystencji.  Mimowolnie artysta skojarzył mi się w jakiś sposób z polskim twórcą  - Opałką, zapiszącym na obrazach ciągi kolejnych liczb. To także swoiste artystyczne odmierzanie czasu...

                                                         "Still life" 1963
                                                            "Natura morta" 1954

Cisza, równowaga, nieruchomość przedmiotów, powtarzalnośc motywów , wyważona paleta barw, delikatne oświetlenie przywodzi mi na myśl kraje Północy i ich upodobanie do minimalizmu i naturalności.
Morandi znakomicie wpisywałby się w desing skandynawski. Wspominając mój pobyt na wyspie Suomenlinna ( 15 minut podróży promem od Helsinek), dochodzę do wniosku, że mieszkańcy domów kierowali się podobnymi inspiracjami jak Giorgio Morandi. Czyż prostota przedmiotów codziennego użytku nie może awansować do miana dziela sztuki? Warto przypatrzeć się poniższym zdjęciom


Współcześnie uznaje się Morandiego za twórcę nowoczesnego. Znalazłam nawet określenie go prorokiem i ważnym prekursorem minimalizmu w sztuce.
Warto także przywołać ciekawostkę ze świata wielkiej polityki związanej z twórczością artysty. Barack Obama - prezydent USA w 2009 roku wybrał dwa obrazy Morandiego do kolekcji w Białym Domu. I jemu przypadły do gustu dzieła malarza. Ekspozycje dzieł Morandiego stanowią zawsze wydarzenie. W Stanach Zjednoczonych wystawę jego obrazów pokazywano w Museum of Modern Art w Nowym Jorku w 2008  roku, natomiast w 2013 zorganizowano event w Centrum Sztuk Pięknych w Brukseli. Aktualnie Włosi pokazują go w Rzymie, co wam próbuję zrelacjonować.
Giorgio Morandi, cichy, grzeczny, ułożony "bryluje" na  salonach daleko od swojej ukochanej Bolonii, do której warto byłoby się wybrać, aby poczuć atmosferę jego pracowni w "Morandi Muzeum Giorgio"...

Więcej obrazów można obejrzeć na stronach:

www.comunicareorganizzando.it/mostra/giorgio-morandi/
www.artslife.com/2015/03/03/giorgio-morandi-il-vittoriano-racconta-lintero-cammino-dellartista/
www.moma.org/collection/artist.php?artist_id=4079

niedziela, 3 maja 2015

Matisse i jego arabeski (post_18), Henri Matisse, muzeum, sztuka francuska, fowizm, malarstwo

Wystawy organizowane w Scuderie del Quirinale należą do wiodących w stolicy Italii. Każdego roku odbywają się tam dwa wydarzenia kulturalne, cieszące się niesłabnącym powodzeniem. Czasami i ja mam okazję do obcowania z wybitnymi dziełami, wystawianymi w pięknie usytuowanym obiekcie.
Przed wyjazdem czytałam rozmaite opinie dotyczące najnowszej wystawy "Matisse arabesque", ale jak już wiecie należę do osób nie sugerujących się refleksjami innych. Mam nawyk wyrabiania własnego zdania i daję sobie zawsze szansę osobistego postrzegania rzeczywistości.
Poza tym, bez względu na wszystko, szczególną radość stanowi dla mnie sam kontakt ze sztuką, nawet tą niebędącą w kręgu mych zainteresowań.
Z dziełami Matissa stykałam się zdecydowanie częściej niż z twórczością Chagalla.
Przyznaję, że troszkę "samozwańczo" z przemiłą przewodniczką - Rosjanką Wierą, zmieniłyśmy trasę mojej grupy podczas zwiedzania Ermitażu w Sankt Petersburgu . Chciałam koniecznie zobaczyć słynny "La danse" 

Niestety, ze względu na szalone tempo zwiedzania Ermitażu, mam tylko jedno zdjęcie i sami rozumiecie, dlaczego utrwalono mnie na tle obrazu.

Na wystawie w Scuderie del Quirinale autorzy wystawy skupili swoją uwagę na dziełach Matissa zafascynowanego kulturą, sztuką i klimatem krajów północnej Afryki oraz Półwyspu Iberyjskiego. Matisse w latach 1906-1913 odbywa kilka podróży, w tym do Algierii, Maroka i Hiszpanii. Studiuje sztuki afrykańskie i prymitywne, odkrywa istotę stylu mauretańskiego. W centrum jego artystycznych poszukiwań staje się kolor i jego intensywność, jak również sztuka użytkowa wykorzystująca arabeskę, jako główny motyw zdobniczy.  Wśród wielu eksponatów można zresztą obejrzeć przepiękne, skomplikowane w formie arabeski na kaflach i terakocie, nawet z XVII wieku.  Pokazano również materiały wykorzystujące te motywy. Pewnie wiele z pań (może także panów) chciałoby zobaczyć elementy tych zdobień w swojej kuchni, łazience czy na tarasie. Ja - bezwzględnie.
Warto przypomnieć przy tej okazji pojęcie arabeski.
Według "Małego słownika terminów plastycznych" arabeską jest "ornament o intrygującym, charakterystycznym układzie przeplatających się stylizowanych wici roślinnych, wypełniających pewną płaszczyznę".

Przyjrzyjmy się zatem wybranym obrazom:

                                                          "Il paravento moresco" 1921


                                                      "Interno con fonografo" 1934

Ten obraz zrobił na mnie największe wrażenie ze względu na swoją niezwykłą intensywność barw, szczególnie czerwieni. Z dzieła bije ciepło, żar klimatu widocznego w oknie. Nie może więc dziwić nikogo ogromne poruszenie wywołane przez obrazy fowistów, na czele z Matissem. Bunt przeciwko malarstwu akademickiemu ówczesnego Paryża wyrażał się przede wszystkim w sposobie wykorzystywania kolorów, mocnym ich kontrastowaniu np. czerwieni z zielenią czy błękitu z fioletem. Barwy "żyją" dla siebie, są ostre,a niektórzy interpretatorzy używają wręcz sformułowania "brutalne". Dla mnie stanowią moc ich oddziaływania na widza. Pisałam zresztą wielokrotnie, że intensywne kolory do mnie przemawiają, są mi bliskie. Dlatego też dałam się "uwieść" twórczości Matissa, mimo że obrazy tzw. sztuki dawnej stawiam zawsze na pierwszym miejscu.

Oczywiście na wystawie nie zabrakło swoistych portretów, martwej natury czy tematów pokazujących piękno kobiecego ciała:


                                                    "L'uomo del Rif in piedi" 1912


                                                       "Zorah sulla terazza" 1912-1913

                                                            "Calle iris e mimosa" 1913

                                           "Nudo blu, ricordo di Biskra III" 1907

A na koniec akt wykonany zupełnie inną techniką

                                                             "Donna in riposo" 1935

Pozostałe obrazy (oczywiście nie wszystkie) można zobaczyć na stronie Scuderie del Quirinale www.scuderiequirinale.it/media/matisse-arabesque-gallery

Muszę przyznać, że po obejrzeniu wystawy Matissa mimo zmęczenia odzyskałam wigor i energię. A wszystko przez oddziaływanie barw z obrazów artysty. Nie do wiary, że dystyngowany, elegancki i sprawiający wrażenie konserwatywnego człowieka Matisse - wprowadził swoisty "twórczy ferment" w środowisku artystycznym i ogromnie zawiódł swojego ojca wybierając życie artysty zamiast robienia kariery prawnika...
Jeśli będę miała możliwość ponownego bezpośredniego kontaktu z jego sztuką, bez chwili wahania przekroczę próg kolejnego muzeum.



sobota, 2 maja 2015

Marc Chagall w Chiostro del Bramante (post_17), Marc Chagall, wystawa, Chiostro del Bramante , Rzym, Włochy, sztuka rosyjska, malarstwo

Wróciłam przedwczoraj w nocy z mojej kolejnej, tym razem wiosennej, wyprawy do Wiecznego Miasta. Towarzyszyła mi moja córka Klaudyna, z którą wspólnie zdzierałyśmy buty włócząc się po rzymskim, czasami mokrym od deszczu bruku...
Musiałam troszkę dojść do siebie po kilku bardzo intensywnych, pełnych rozmaitych przeżyć dniach w Italii, choć dzisiaj zdążyłam być już na dwóch maleńkich, interesujących wystawach w Muzeum Narodowym w Poznaniu (o czym pewnie coś napiszę , kiedy uporam się z tematami rzymskimi).

Moje wrażenia rozpocznę od wystawy Marca Chagalla zatytułowanej "Love and life"


 i prezentowanej w przepięknym obiekcie Chiostro del Bramante, tym samym, w którym można było obejrzeć  wystawę "Rodzina Brueghlów". Wspominam o tym dlatego, że w jakiś "cudowny" sposób wystawę tę pokazano w Pałacu Królewskim we Wrocławiu i na pewno zaliczyć można ten fakt do istotnych wydarzeń kulturalnych w Polsce.
Ciekawiła mnie bardzo wystawa Chagalla, ponieważ nie znałam przestrzeni Chiostro del Bramante chiostrodelbramante.it/.
Czułam pewną ekscytację, ale musiałam wykazać się cierpliwością, gdyż przy wejściu do klasztoru czekało wielu zwiedzających, co świadczyło oczywiście o popularności ekspozycji.
Marc Chagall to artysta powszechnie znany, choć nie wiem czy do końca kojarzony z konkretnymi dziełami.
Miałam okazję widzieć jego witraże w katedrze w Reims we Francji


oraz obraz "Ukrzyżowanie" w Muzeach Watykańskich ( który pokazywałam w poście poświęconym krzyżom). Chagall kojarzył mi się z "miękkimi" postaciami, często unoszącymi się w powietrzu, jakby odrealnionymi, pochodzącymi z innego świata. Chagall to również niezwykła kolorystyka.
Rzymska wystawa skoncentrowała się na dziełach Chagalla pochodzących z Muzeum Izraela w Jerozolimie www.imj.org.il/. Tym bardziej jest ona ciekawa, że Chagalla  pokazuje się po raz pierwszy we Włoszech.
Na wystawie zgromadzono około 140 dzieł począwszy od obrazów olejnych poprzez gwasze, litografie, akwarele  i akwaforty. Tematem wiodącym jest miłość artysty do jego pięknej, pierwszej żony Bell, przedwcześnie zmarłej w 1944 roku. Swe wielkie uczucie do Bell oraz ogromny żal i cierpienie wywołane jej utratą wyraża w swoistej artystycznej formie. Obraz wiodący tej wystawy to dzieło "Pair of Lowers and Flowers" z 1949 roku


oraz "The lovers" z 1954-55 wykonany techniką gwaszu (fragment)


Inne dzieła oraz zdjęcia z wystawy możecie obejrzeć na stronach
www.demotix.com/news/7133570/love-and-life-marc-chagall-chiostro-del-bramante-
rome#media-713352
oraz www.romeing.it/chagall-love-and-life-rome/.

Wędrując po wąskich i niewielkich pomieszczeniach Chiostro del Bramante, w których w nader kameralny sposób, prawie intymny można było podziwiać niesamowitą poetykę obrazów Chagalla, uderzyła mnie próba połączenia przez malarza trzech odrębnych światów, trzech kultur:  żydowskiej , a właściwie chasydzkiej, rosyjskiej oraz tradycji malarstwa europejskiego począwszy od Rembranta skończywszy na mistrzach awangardy. Czuło się wielką delikatność, wrażliwość artysty, prawie dziecięcą, potrzebę utrwalenia świata, którego już nie ma, a który chciałby "ocalić od zapomnienia" ( jak to pięknie napisał nasz Ildefons Gałczyński).
Ekspozycja pokazuje również pracę Chagalla nad ilustracjami do Biblii, szczególnie do Starego Testamentu. Angażował się tak mocno w realizację tego zlecenia, że pojechał wcześniej do Ziemi Świętej, aby poczuć atmosferę wydarzeń biblijnych.

Wystawa Chagalla wzbogacona jest  refleksjami przedstawionymi w bardzo ciekawej formie  graficznej


Niewątpliwą atrakcję stanowi możliwość wykonania tak modnej aktualnie fotografii selfie z obrazem malarza "The Walk" (z 1919)

Jak się dobrze przyjrzycie pomiędzy Nim, twardo stojącym na ziemi, a Nią bujającą w obłokach , stoję ja i wpatruję się w unoszącą się ponad miasteczkiem postać bohaterki. Duchowo i emocjonalnie bliżej mi do Jej osobowości i widzenia świata. Może i mi wydaje się, że z góry widać więcej i ciekawiej...
Na koniec kilka zdjęć Chiostro del Bramante, klasztoru zbudowanego w latach 1500-1504 przez Donato Bramante będącego pierwszym architektem słynnego papieża Juliusza II. Klasztor zudowano dla kardynała Oliviera Carafa










Opuszczając urokliwe wnętrza Chiostro del Bramante, zobaczyłam zdjęcie Chagalla w bardzo podeszłym wieku ( artysta dożył prawie 100 lat) siedzącego na tle jednego ze swoich obrazów. Chagall wpatruje się w bliżej nieokreśloną przestrzeń, jego oczy błyszczą jak u dwudziestolatka, ma taką wolę życia i działania, widać w nich jeszcze tyle energii. Byłam poruszona. Takim go teraz pamiętam...