niedziela, 23 października 2016

Andy Warhol we Wrocławiu (post_78), Andy Warhol, Pawilon Czterech Kopuł we Wrocławiu, wystawa, muzeum, sztuka amerykańska, plakat, malarstwo


Andy Warhol, Portret Ericha Marxa
Z ogromną ciekawością jechałam do Wrocławia. Po pierwsze - nie znałam przestrzeni  Pawilonu Czterech Kopuł - Muzeum Sztuki Współczesnej. Po drugie - każda nowa wystawa mnie intryguje i nie mogę się doczekać, aby się z nią zmierzyć. Po trzecie - nie do końca rozumiem sztukę współczesną i stale się jej uczę. I wreszcie po czwarte - po prostu lubię Wrocław. 
Powodów więc tej krótkiej podróży miałam aż nadto.
Tradycyjnie w sobotę ruszyłam w trasę. To mój sposób na relaks po wyczerpującym tygodniu. Uwierzcie mi - działa cuda.
Wystawa zatytułowana "Letnia rezydencja", przyciągająca jak magnes, pochodzi ze zbiorów berlińskiego Hamburger Bahnhof - Museum fur Gegenwart. To niewielki fragment znakomitej kolekcji Ericha Marxa, która zagościła na kilka miesięcy w stolicy Dolnego Śląska ( do 22. stycznia 2017r.). Podkreślam słowo "niewielki", bo oddaje moje jedyne rozczarowanie ekspozycją. Mam świadomość mej zachłanności, jeśli chodzi o sztukę i wystawy. Dla mnie zdecydowanie zbyt mało dzieł mimo że tak znakomitych twórców, ale to taki drobiazg...
Nie ma innego rozwiązania, jak tylko wyprawa do Berlina...
Nie jest to pierwsza odsłona fragmentu słynnej kolekcji Ericha Marxa. W 2011 roku 22 obrazy z tego zbioru gościły w łódzkiej galerii Atlas Sztuki.
 
Andy Warhol - ten artysta ciągle pobudza wyobraźnię współczesnych, można nawet stwierdzić, że jest wciąż modny i popularny. Nie dziwię się więc, że stał się symbolem  wrocławskiej wystawy.
Z Andy Warholem "spotkałam się" jedyny raz... w Rzymie w Galleria nazionale d'arte Moderna e Contemporanea( zresztą doskonałej przestrzeni muzealnej).


Obraz powyżej nosi tytuł "Hammer and Sickle" i pochodzi z 1977 roku. Dzieło tak ekspresywne, silnie oddziałujące i pełne energii, ale jednocześnie złowrogości. Wyraźnie zauważa się doświadczenie Warhola w branży reklamowej. Tu artysta próbuje się zmierzyć z symbolem komunizmu i totalitaryzmu - sierpem i młotem. Mojemu pokoleniu motyw doskonale znany i jednoznacznie negatywnie odbierany. Tego obrazu nie można zapomnieć, wpisuje się w pamięć.
A co można obejrzeć w Pawilonie Czterech Kopuł? Obrazy rozpoznawalne, charakterystyczne dla tego artysty. Przyznam -  robią wrażenie, są niezmiernie dekoracyjne i przyjemne dla oka, ale także dla ducha. Nie jest przesadą uznawanie ich za ikony współczesnej sztuki.


"Multicolored Marilyn" 1979/86


"Joseph Beyus", 1980

"Diamond Dust Shoes", 1980

Andy Warhol - artysta, celebryta, w którego życiu prawda mieszała się z fikcją, albo pomijaniem czy zniekształcaniem pewnych faktów. Nic nie było pewne, ani nazwisko, ani data urodzenia, ani to czy był introwertykiem czy wręcz przeciwnie. Kreował swój wizerunek, swój  image, tworzył go przez liczne niedopowiedzenia. Stanowił żywą reklamę swojej twórczości. Osiągnął to, co jest dla artysty najważniejsze, mianowicie rozpoznawalny, indywidualny styl. Proste seryjne kompozycje, wykorzystujące ostre kontrasty kolorystyczne, jak również metoda serigrafii stały się jego znakiem rozpoznawczym. Niebagatelną rolę pełniły oczywiście portretowane przez niego wybitne gwiazdy, także popkultury ze słynną Marilyn Monroe czy Brigitte Bardot na czele.  Dodawały jego twórczości rozgłosu i splendoru, tworzyły markę i mity.
Podobnie się dzieje z osobistymi zdjęciami zrobionymi na tle obrazów Warhola. W jakiś dziwny sposób nobilitują fotografowanego, dodają mu ważności, pewności siebie, wyzwalają swoistą energię. Wypróbowałam na sobie. Działa. Teraz kolej na Was...

"Camouflage", 1986

"Cow Wallpaper", 1966/76

Niektórzy uznają Andy Warhola za twórcę pop-artu, ale znawcy sztuki zaprzeczają temu stwierdzeniu. Pop-art został stworzony w latach 80 - tych przez brytyjskich artystów. Natomiast trzeba uznać mistrzostwo Warhola w wykreowaniu z banalnej, może nawet na pograniczu kiczu techniki serigrafii - dzieła sztuki. Rzeczy codziennego użytku podniesione zostają do tematów  wysokich.  Powstają znane serie dolarów, projekty puszki zupy Campbell’s czy Coca-Coli. Jedna z legend opowiada, jak ktoś zasugerował artyście, aby malował, to co jest mu szczególnie bliskie. Zupa Campbell spełniała ten wymóg, Warhol jadł ją przez całe życie.
Oprócz elektryzującego i rzeczywiście fascynującego Warhola na wrocławskiej wystawie odnajdziecie innych artystów z kolekcji berlińskiego Hamburger Bahnhof. 
Kolekcja Ericha Marxa sięga swych początków do lat 60-tych XX wieku. Przedsiębiorca budowlany z ogromną wrliwością na wytwory artystycznych wyobrażeń, szczególnie mu współczesnych zaczyna kupować obrazy i gromadzić własny ich zbiór. Pomaga mu w tej pasji i jednocześnie przedsięwzięciu znawca sztuki, także marszand Heiner Bastian. Razem pracują nad tworzeniem kolekcji, spotykają się osobiście z artystami.  To z kolei kreuje nowy wymiar i charakter  kupowanych obrazów. Dyskusje, wymiana poglądów, bezpośrednie relacje z malarzami wywierają ogromny wpływ na pomysłodawców. W połowie lat 80. Erich Marx wychodzi z propozycją do ówczesnych decydentów Berlina zachodniego udostępnienia swej kolekcji szerszej publiczności, co zaskutkowało podjęciem decyzji o stworzeniu nowej przestrzeni muzealnej w budynku dawnego dworca kolejowego. Tak narodził się pomysł powstania Muzeum Sztuki Współczesnej, dzisiejszego Hamburger Bahnhof.
Mnie jeszcze w tym muzeum nie było, ale nie tracę nadziei, że w przyszłości i tam zawitam. Ostatecznie 60 prac Andy Warhola to znakomity bodziec do organizacji wyprawy do Berlina.
Przyjrzyjmy się zatem jeszcze dziełom innych artystów ze zbiorów niemieckiego kolekcjonera. To wspaniałe, że tacy istnieją. 
Robert Rauschenberg (1925-2008)  "Summer Rental +3, 1960

Robert Rauschenberg (1925-2008)  "Narcissus", 1990

To dzieło Rauschenberga sprowokowało mnie do zrobienia wspólnego zdjęcia. Chcąc nie chcąc osobiste odbicie w obrazie tworzyło swoisty dialog z dziełem i artystą, tworzyło jakąś głębię, nową przestrzeń. Artysta zapraszał do swojego świata , trochę chaotycznego, pełnego przedmiotów, często niepotrzebnych, może nawet śmieci, wzbogaconego wycinkami z gazet przedstawiających wizerunki znanych osób czy motywów. Gdzie w tym skomplikowanym, dziwnym świecie jest człowiek? Gdzie jestem ja?

Matthew Barney (1967-  ), "Cremaster1:Orchidella", 1995

Ross Bleckner (1949-  ) "Im Memory" , 1987

Keith Haring (1958-1990) "Untitled", 1983

Niezwykle intrygujący amerykański artysta związany ze sztuką graffiti i street artu, co można spostrzec także na powyższym obrazie. Współpracował z Andy Warholem, dzięki któremu został zauważony w szerszych kręgach odbiorców. Mnie odruchowo złożoność i kolorystyka wzoru przywołała arabeski Henri Matisse'a.

Dan Flavin (1933-1996), "Two primary Series and One Secondary", 1968

Dan Flavin (1933-1996), "Untitled", 1978

Mimowolnie świetlne instalacje Flavina przypomniały mi wystawę Leona Tarasewicza w Poznaniu i jego doskonałe świetlne obrazy. Ten znakomity amerykański artysta wykorzystywał w swoich dziełach  kolorowe, wielobarwne  fluoroscencyjne rury i rurki, tworzył z nich rozbudowane obiekty. Nader intrygujące: kolor, światło i przestrzeń pomiędzy nimi.

Peter Halley ( 1953-  ), Zone,1993

Reiner Fetting (1949-  ), "Van Gogh - Landschaft", 1978

Moją szczególną uwagę zwrócił niemiecki neoekspresjonista, ale także rzeźbiarz Reiner Fetting. Założyciel Galerii Moritzplatz w Berlinie ( koniec lat 70-tych) i członek grupy artystycznej określanej mianem "Młodych Dzikich" ("Neue Wilde"). Ostra, wyrazista kolorystyka obrazów, swoista niedbałość pędzla wprowadzająca ruch i dynamizm, a jednocześnie niedopowiedzenia, konturowość. Mnie te obrazy bardzo ujęły.

Reiner Fetting (1949-  ), "Van Gogh und Mauer V", 1978

 Wilhelm Sasnal (1972-   ), "Untitled", 2003

Na wystawie mamy także polski akcent, polskiego artystę Wilhema Sasnala, którego twórczość do mnie jeszcze nie przemawia, z którą się dopiero oswajam  i potrzebuję trochę czasu. 
Martin Assig (1959-    ), "Schneezeichnerin", 2005

Erich Marx osobiście uczestniczył w otwarciu wystawy w Pawilonie Czterech Kopuł w sierpniu  tego roku.  Wiekowy, ale z niespotykaną energią opowiada o swojej fascynacji czerpanej z kolekcjonowania dzieł sztuki. Zwierza się "Najpierw jest moja osobista radość z obrazu, odczuwam przyjemność w obcowaniu z obrazami, potem następuje punkt, w którym zostaje nie tylko wystawiony i dostępny dla publiczności, ale sam zaczyna do niej przemawiać i je przyciągać". To myślenie o dziele jest mi niezmiernie bliskie, rozumiem je doskonale. Dla mnie kontakt ze sztuką jest także przeżywaniem, czasami nawet egzaltacją w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Świat wokół wydaje się wtedy zdecydowanie lepszy...

sobota, 15 października 2016

Hans Memling i "Sąd Ostateczny" (post_77), Hans Memling, Muzeum Narodowe w Gdańsku, muzeum, sztuka niemiecka, malarstwo


"Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga - to jeden z najważniejszych i najbardziej wartościowych obrazów w zbiorach polskich muzeów. Powiem więcej, jedno z najpiękniejszych dzieł w twórczości niderlandzkiego artysty. Wyjątkowy pod każdym względem. Obraz, który każdy miłośnik sztuki i nie tylko powinien zobaczyć. Pewnie przy jakiejś okazji już wspominałam, że miałam szczęście podziwiać retrospektywną wystawę Memlinga w Scuderie del Quirinale w Rzymie. Wydarzenie niezwykłe, cieszące się popularnością wśród zwiedzających, obarczone jednak skandalem związanym z nieobecnością "Sądu Ostatecznego" w stolicy Italii, uświadomiło mi wielkość i geniusz tego dzieła. Nader mocno odczuwałam jego brak wśród innych wybitnych i fascynujących obrazów Memlinga....


Nieprawdopodobna jest już sama historia znalezienia się tryptyku w Gdańsku. Obraz powstawał w  latach 1467-1471 w Brugii, gdzie młody Memling terminował w warsztacie Rogiera van der Weydena. Zamówienie złożył Angeli di Jacopo Tani - bankier rodu Medyceuszy. Jego portret wraz z małżonką można zobaczyć na tylnych skrzydłach dzieła, co zbadał w 1902 roku Aby Warburg.
Obraz wraz  z pozostałymi towarami ruszył statkiem w drogę do zleceniodawców. Nigdy jednak nie dotarł do Włoch. Statek wraz z załadunkiem został okradziony przez gdańskiego pirata Pawła Benecke i w ten dość banalny sposób znalazł się w stolicy Pomorza. Dzieło zostało przekazane do kościoła Mariackiego i związało swój los na bardzo długo z Gdańskiem.
Właściciele nigdy nie odzyskali obrazu, mimo wstawiennictwa znakomitych ówczesnego świata. Ale to nie była ostatnia podróż "Sądu Ostatecznego". Przemierzył on w XIX wieku drogę do Paryża i zawisł w eleganckim Luwrze, by z kolei znaleźć się w Berlinie, skąd powrócił do Gdańska. Ma także za sobą w 1945 roku powojenną podróż do Rhon w Turyngii, aby poprzez Sankt Petersburg i Ermitaż oraz Warszawę zatoczyć koło do Gdańska, tym razem już do Muzeum, gdzie wisi do dzisiaj. Miał swoją szansę w ubiegłym roku poczuć smak Italii, ojczyzny właścicieli, ale nie dotarł tam także...


W centralnej części obrazu Memling umieścił postać Michała Archanioła w złocistej zbroi i w bogato zdobionym płaszczu, trzymającego szalę, na której są "ważone" uczynki człowieka. Tutaj dokonuje się rozliczenie egzystencji człowieka i jego życia. Szczęśliwi, wybrani przez Boga kierują się w stronę Królestwa, do raju, natomiast straceńcy idą na wieczne potępienie do piekła. To fascynująca, dla mnie mnie najistotniejsza scena tego dzieła. Zmusza widza, odbiorcę niewątpliwie do refleksji, być może nawet dokonania wewnętrznego rachunku sumienia. Memling zmusza nas do zatrzymania się i zadaje nam dwa trudne pytania: Po pierwsze: gdzie jesteś dzisiaj, w jakim miejscu twego życia? Czy twoja egzystencja bogata była w dobre działania czy pełna rozmaitych przewinień i grzechów? Kim jesteś? Drugie pytanie dotyczy przyszłości: Co możesz jeszcze zrobić ze swoim życiem? Jak je zmienić? Czy chcesz tak naprawdę coś zmienić? A wszystko w obliczu nieuchronnej dla każdego człowieka śmierci, przejścia do innego świata. Temat niewygodny, budzący wiele emocji i lęków  w człowieku, ale niezmiernie ważny bez względu na przekonania czy religijność człowieka.
Memling wyraźnie i bardzo dobitnie daje nam wskazówkę życiową. Człowiek nie może być bezrefleksyjny, nie może skupiać się wyłącznie na doczesności i materialności świata, musi sięgać wzrokiem i myślami poza ramy swego życia na ziemi.
To wyjątkowo skomplikowane i trudne zadanie.
Dlatego też w obrazowy, sugestywny sposób pokazuje człowiekowi dwie drogi po śmierci.
Lewa część obrazu  przedstawia drogę do raju, wiecznej szczęśliwości. Ludzie znajdujący się na niej, idą tam w spokoju, radości i wyciszeniu.  Rzucające w oczy jest swoiste wyciszenie tłumu kierującego się do światła.



Całkowicie przeciwstawna jest droga ludzi ku piekłu. Nie ma tu ciszy i radości. Nie ma powitania. Na plan pierwszy wybija się lęk, przerażenie i emocje. Tłum kłębi się w gestach rozpaczy i ogromnej bojaźni. Może wtedy dopiero do niektórych dotarła groza ich sytuacji, żal za grzechy, ale jest już za późno. Przerażające postaci czarnych diabłów wrzucających ludzi do piekielnych czeluści, rozdzieranych żarem ognia budzą przerażenie, działają na emocje odbiorców obrazu. Nienaturalne ułożenia ludzkich ciał, jakby broniących się przed przekroczeniem bramy piekieł pozostają długo w pamięci.




Warto także zwrócić uwagę na scenę obrazującą walkę anioła i diabła o duszę człowieka. To chwila, w której człowiek znajduje się pomiędzy światami, nie jest jeszcze stracony, ma jeszcze szansę być w drodze do raju. Zarówno anioł, jak i diabeł trzyma mocno ludzką postać. Wyczuwa się wielkie napięcie, silne emocje. Kto wyjdzie zwycięsko z tej bitwy?
To niezwykła scena tego obrazu.


Tu scena w zbliżeniu. Odnosi się wrażenie, że człowiek przeciągany jest już na stronę piekła, choć anioł walczy do końca. A raj wydaje się tak blisko. Niektórzy z tych, co zmierzają ku wiecznej szczęśliwości, oglądają się za siebie. Są świadkami tej strasznej walko o ludzkie zbawienie...

I wreszcie tryptyk w całej swojej okazałości. Można w spokoju go podziwiać, usiąść na ławce i zanurzyć się w kontemplacji. A jest nad czym się zastanowić. Bo przecież  nic nie jest takie proste czy oczywiste.
Nasuwa się to najważniejsze pytanie: gdzie my chcemy być? po której stronie?
Z tym metafizycznym pytaniem Was zostawiam....





piątek, 30 września 2016

"Między słowami", czyli Albrecht Dürer (post_76), Albrecht Dürer, wystawa, Muzeum Narodowe w Gdańsku, Gdańsk, Polska, grafika

"Czterech jeźdźców Apokalipsy"
Jeśli sztuka jest przeżywaniem, to znajduję się aktualnie w stanie zachwytu nad dziełem i autorem. Nie trzeba go przedstawiać - to Albrecht Dürer - genialny grafik, malarz i rzemieślnik. Cykl rycin odzwierciedlających opowieść zawartą w biblijnej "Apokalipsie św.Jana" wywarł na mnie nieprawdopodobne wrażenie. Sceny ukazane przez Dürera ciągle mam przed oczyma. Nie mogę się ich pozbyć. Cudowna sugestywność, złożoność, szczegółowość, ekspresja oddziałuje w wyjątkowy sposób na widza. Ten stan - to rodzaj swoistego oszołomienia wybitnym talentem artysty.
Warto zwrócić uwagę, że 15 wybitnych grafik zostało wykonanych w bardzo wczesnych latach twórczości artysty, a ryciny odbito w wydawnictwie Antona Kobergera. Te pokazywane na wystawie pochodzą z 1511 roku, kiedy ukazały się po raz drugi.

"Anioł z kluczem do otchłani"

"Bestia z rogami baranka"
Kolekcję rycin  z cyklu "Apocalypsis cum figuris" można zobaczyć tylko do 2 października na wystawie pod znamiennym tytułem "Między słowami", eksponowanej w Muzeum Narodowym w Gdańsku http://mng.gda.pl/  Tego rodzaju prace ze względu na wrażliwość materiału, należą do bardzo rzadko pokazywanych. Nie ma więc na co czekać, tylko jak najszybciej udać się do Gdańska, szczególnie, że grafiki po raz pierwszy wystawiano po 1945 roku. Stanowią one część przedwojennej kolekcji gromadzonej przez Stadtmuseum Danzig. Zastanawia mnie fakt, dlaczego dopiero teraz przygotowano tak znakomitą wystawę?
"Nierządnica babilońska"

 
"Walka archanioła Michała ze Smokiem"
Co przyciąga uwagę widza? Przede wszystkim perfekcyjna, dojrzała technika oraz fascynujący temat. Czarno-biała kolorystyka tonuje emocje i ekspresję problemów podjętych przez Dürera, tak aktualnych dla ówczesnych czasów. W roku 1500 oczekiwano końca świata, co  naturalnie wpływało na nastroje społeczne, wzmagało lęk przed konfliktami, także religijnymi i wizją śmierci. Z tej przyczyny artystyczne wyobrażenia autora doskonale wpisały się w atmosferę strachu i obaw przed spodziewanym kataklizmem, może nawet w pewnym sensie ten lęk pogłębiały. Cykl grafik stał się bardzo popularny i powszechnie znany, trafił do rozległego grona odbiorców, począwszy od ludzi niskiego pochodzenia, skończywszy na reprezentantach wysokich sfer. Oddziaływał na ich wyobraźnię, zmuszał do myślenia. Wielu znawców sztuki uważa, że grafiki Dürera otworzyły przejście z epoki gotyku do renesansu. Podzielam ich pogląd.

"Niewiasta apokaliptyczna i siedmiogłowy smok"

  "Walka aniołów"

Godną zauważenia jest sama technika drzeworytu, jedna z najstarszych, jeśli chodzi o grafikę. Początki sięgają okresu starożytności na terenach Dalekiego Wschodu. Przełomem staje się wynalezienie papieru, to rok ok.100 n.e. Do Europy drzeworyt dotarł w średniowieczu, kiedy rozpoczął się rozwój produkcji papieru papieru. Zostaje także wykorzystywany w książkach jako ilustracja. Matrycą staje miękkie drewno cięte wzdłuż słojów, co nie umożliwiało żłobienia cienkich kresek. To drzeworyt nazywany "langowym”. Prekursorami tej techniki stają się Martin Schongauer oraz Michael Wolgemut. Uczniem tego ostatniego jest Albrecht Dürer, który doprowadza drzeworyt do perfekcji, a grafika zmienia status z techniki użytkowej na sztukę najwyższej klasy.

"Św.Jan połykający księgę"

"Siedmiu aniołów dmących w trąby"

"Św.Jan przed Bogiem i Starcami"
Cykl grafik prezentowanych na wystawie stanowi nie tylko ilustrację tekstu Biblii, ale w szczególny, indywidualny sposób ją interpretuje. Dürer koncentruje się na opisie wszelkiego rodzaju kar spadających na ludzi za ich winy i przewinienia. Nie ma litości, są poważne konsekwencje ludzkich słabości. Artysta dochodzi do szczytów artyzmu, doskonałości technicznej. Poszczególne sceny przepełnione są silnymi emocjami i dynamizmem. Mówi się nawet o stworzeniu efektów światłocienia. Wielość postaci, ich indywidualizm, miękkość linii, swoista głębia i perspektywa, kompozycja - wpływa na wyjątkowy kunszt artysty. Każda z grafik wymaga wręcz kontemplacji, ogromnego skupienia, jest odrębnym artystycznym przekazem malarza z Norymbergi.

"Męczeństwo św.Jana"

"Między słowami" - to znakomita ekspozycja tak delikatnych dzieł, na co dzień ukrytych w czeluściach muzealnych magazynów. Na szczęście Muzeum Narodowe w Gdańsku wydobywa skarby, które można podziwiać i kontemplować. Nie straćmy tej wyjątkowej okazji.

Wartym zainteresowania jest również pogimnazjalny budynek Muzeum, wyróżniający się strukturą tak charakterystycznej czerwonej cegły...







niedziela, 18 września 2016

"Piękno ukryte w kamieniu", czyli Suiseki (post_75), Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, wystawa, sztuka japońska, kamień

Japonia

Dzisiaj trochę z opóźnieniem, ale mój blog nie trzyma się specjalnie realnego czasu, wracam do Krakowa i muzeum, w którym gościłam po raz pierwszy. 

Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha  http://manggha.pl/exhibitions powstało  z zamiłowania wybitnego polskiego reżysera Andrzeja Wajdy do Japonii i jej kultury. Od 1994 roku funkcjonowało pod nazwą Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha jako oddział Muzeum Narodowego w Krakowie. W swojej bieżącej działalności współpracowało z  Fundacją Kyoto – Kraków im. Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz. Swoją samodzielność uzyskało w 2007 roku i funkcjonuje od tego czasu jako muzeum. Niewątpliwie to obiekt warty zainteresowania, choć mnie osobiście trochę rozczarował. Powiem krótko - za mało sztuki Japonii w miejscu, które za cel obrało sobie promocję tej formy aktywności Japończyków. Może przy drugim podejściu będzie lepiej.

Nigdy się specjalnie nie interesowałam Japonią ani sztuką japońską, choć pewnie ze stratą dla mnie. Absolutnie odrębna kultura i mentalność w odniesieniu do Europy i  Europejczyków, może przez to tak fascynująca dla wielu osób. Coś, co na pewno znam i jest mi bliskie, to japońskie... sushi. Wyjątkowe danie, zmodyfikowane wprawdzie przez wielu kulinarnych specjalistów, ale oddających istotę rzeczy. Sushi i owsianka na mleku to dania, które mogę jeść stale, bez ograniczeń i zawsze mi smakują. Wiem, że to dość kontrowersyjne zderzenie, ale jestem szczera w tym wyznaniu...

W japońskiej obyczajowości i tradycji nic nie jest proste, choć w pierwszej chwili takowe się może wydawać.Podobnie było z wystawą "Piękno ukryte w kamieniu", której będzie poświęcony dzisiejszy post. Nie miałam wiedzy o suiseki, czyli sztuce artystycznego eksponowania kamieni. Kamienie? W skrytości liczyłam na malarstwo, może akwarele czy rysunki, ale kamienie?
Z odrobiną rezerwy i dystansu, może nawet lekkiego zawodu podeszłam do ekspozycji. Ostatecznie pokonałam prawie 550 km, żeby przyjechać do stolicy Małopolski, chciałam zobaczyć także i to muzeum, więc nie mogłam się poddać.
Weszłam z letniego, krakowskiego słońca do przyciemnionej, przygaszonej sali, pozbawionej elementów dekoracji, surowej kolorystycznie i zobaczyłam w gablotach poukładane kamienie, każdy osobno, tak jak się prezentuje biżuterię, coś wyjątkowego i wartościowego. Wtedy dopiero poczułam Japonię...

Japonia
Japonia
Japonia
 Japonia

Niewątpliwie trzeba odpowiedzieć na pytanie, czym jest suiseki? Bez wyjaśnienia tego pojęcia, nie zrozumiemy wystawy, a przede wszystkim istoty gromadzenia i przygotowania kamieni. Nawet definicja odnaleziona na stronach Japońskiego Stowarzyszenia Suiseki nie daje jednoznacznej odpowiedzi i wskazuje na pewną trudność. Mówi o patrzeniu na kamienie w szczególny sposób, że jest to zdecydowanie coś wiecej niż tylko hobby oraz ma ścisły związek ze złożoną i wieloaspektową tradycją japońską.
Słowo suiseki to połączenie dwóch słów "woda i kamień". To rodzaj sztuki eksponowania kamieni w sposób artystyczny i szczególny, wydobywający ich wewnętrzne piękno wynikające z natury, czasami delikatnie korygowanej przez człowieka. Owa ingerencja może polegać na szlifowaniu, polerowaniu czy nawet barwieniu kamieni, ale zgodnie z obowiązującymi zasadami kamień powinien być tylko przycięty przy podstawie. Kamienie podlegają odpowiedniej klasyfikacji. Przytoczę część klasyfikacji dokonanej  przez wspomniane już przeze mnie Japońskie Stowarzyszenie Suiseki (Nippon Suiseki Association ) wyróżniające  m.in. kamienie przypominające:  góry widziane z odległości (tōyama-ish), górskie wodospady (taki-ishi ), wiejskie chaty (kuzuya-ishi ), kształt wysp (shimagata-ishi) , nadmorskie skały (iwagata-ishi ) czy nawet kształty świętych, ludzkich postaci, zwierząt (sugata-ishi). Dla zaciekawionych podaję odniesienie na stronie Stowarzyszenia do dalszej klasyfikacji wraz z przykładowymi zdjęciami kamieni  http://www.suiseki-assn.gr.jp/en/fine.html#02
Piękne  i jednocześnie intrygujące zdjęcia!
Warto zauważyć, że sztuka suiseki została przejęta przez Japończyków z Chin i przez nich rozwinięta w tej wyjątkowej formie. W Japonii przyjmuje się rozpoczecie tego za interesowania na  okres Muromachi, zwłaszcza w dobie Nanbokucho (1336-1392). 

Istota eksponowania kamieni tkwi również w sposobie  i formie ich pokazywania. Przycięte u podstawy ułożone z namaszczeniem na dopasowanych do nich podstawkach (specjalnie do tego zrobionych), zwanych daiza lub na płaskich pojemnikach zwanych, suiban. Zdarza się także eksponowanie ich na drobnym piasku czy żwirze.
Włochy
Włochy
Włochy 

Co stanowi istotę w pokazywaniu kamieni? Na co trzeba zwrócić przede wszystkim uwagę przy ich kontemplacji?
Funkcjonuje pięć wyznaczników suiseki. Są to: kształt, jakość i materiał, kolor, powierzchnia i wiek – wizualnie. Według mnie laika, kształt pełni tu rolę wiodącą, szczególny wyróżnik. Kształt staje się symbolem, obrazem , czegoś co odzwierciedla, co przypomina np. postaci ludzkiej czy pasma górskiego. Ale nie tylko. Odnoszę wrażenie, że kształt wskazuje także na pochodzenie kamienia, jego "narodowość", może mentalność  i kulturę zbierajacych je osób. Moja refleksja wynika z charakteru wystawy będącej rezultatem międzynarodowego projektu SAN SEKI (jap. trzy kamienie), w którym uczestnikami są osoby z Czech, Polski i Słowacji. Mistrzem i jednocześnie szefem projektu jest Arishige Matsuura będacego współcześnie najbardziej znanym popularyzatorem sztuki suiseki ( goszczącym także na  otwarcia wystawy w Krakowie). Przedsięwzięcie SAN SEKI jest realizowane od 3 lat i ma na celu, w ramach prowadzonej działalności edukacyjnej,  przygotowanie wystaw - co roku  w innym kraju. Zatem następna możliwość zobaczenia rezultatów prac zespołu będzie za trzy lata.

Słowacja

Słowacja

Jakość i materiał -   odgrywają nader istotną rolę. Zbierane i eksponowane są kamienie jedynie bardzo dobrej jakości. Tego trzeba sie uczyć. Stąd idea międzynarodowego projektu.

Czechy
Czechy

Niektóre kamienie zaprezentowane na tle zwojów tradycyjnego malarstwa tuszowego sumi-e. To oczywiście wzbogaca ekspozycję kamieni i ma na celu rozwinięcie wyobraźni widza. Ociepla także surowa kolorystykę eksponatów.
 

Czechy

Kolor - to kolejny wyznacznik suiseki. W Japonii preferowana jest głęboka czerń zwana  manguro, uznawana wręcz za idealną barwę. Odnajdziemy również kamienie w kolorze ciemnoszarym - haiguro czy w odcieniu zieleni wpadajacej w czerń, zwanej aoguro.

Polska
 
Polska

Na pewno zauważyliście, że kamienie nie sa podpisane imieniem czy nazwiskiem. Oznaczenie dotyczy jedynie kraju. To skupia uwagę odbiorcy na samym eksponacie, nie dekoncentruje dodatkowymi informacjami. Nawet mało przygotowany widz zauważa ogromną różnicę w podejściu do tematu przedstawicieli różnych krajów. Najmocniej to widać w kształcie, od prostego, "czystego", gładkiego i czarnego kamienia japońskiego po "barokowe", złożone formy wybrane przez Polaków. To było wręcz uderzajace!

Piękno ukryte w kamieniu? Zdecydowanie tak., ale do tego piękna trzeba dojrzeć, przygotować się, aby je odkryć i dostrzec. Takie podejście wymaga czasu, spokoju i skupienia, oderwania od otaczajacej nas rzeczywistości. Wymaga zaparzenia według rytuału zielonej herbaty. To także hołd i ukłon w stronę natury, jak również zwrócenie uwagi, że urodę, smak i estetykę można odnaleźć w rzeczach pozornie prostych, takich jak kamienie.
Niezmiernie wiele się nauczyłam, przystanęłam na chwilę w chaosie i pędzie czasu. Dzięki kamieniom.
   
Poniżej gmach Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.