wtorek, 15 sierpnia 2017

Z wizytą u Joana Miro w Palma De Mallorca (post_96)


Kiedy wybierałam wiosną kierunek wakacyjnej podróży, od razu na myśl przyszły mi oczywiście Włochy. Namówiona jednak przez córkę na dokonanie jakiejś zmiany, mój wzrok skierowałam na Hiszpanię. Nigdy tam nie byłam. Moim założeniem był odpoczynek od codzienności, także od sztuki i plażowanie na złotych piaskach  Majorki. Miałam nowy cel.
Zaangażowana zbyt mocno w pracę, dopiero przed samym wyjazdem zaczęłam interesować się miejscem mego wypoczynku. I wtedy dokonałam odkrycia w Palma De Mallorca muzeum Joana Miro zwanego Fundacio Pilar i Joan Miro https://www.miromallorca.com/index.php?Idi=2&Cod_fam=&Cod_sub= 
Podekscytowałam się myślą o tym miejscu. Od sztuki jednak nie można uciec. Zawsze można odnaleźć coś interesującego. I ja to znalazłam. Odkryłam miejsce, które zapadło w mą pamięć i serce na długo. Liczę także na to, że jeśli los zaprowadzi mnie na tę niezapomnianą wyspę, to bez zastanowienia zamawiam taksówkę i jadę do Fundacji Pilar i Miro.

Z postacią Joan Miro każdy zetknie się już w centrum urokliwej Palma De Mallorca przy rzeźbie artysty, na której tle mam zdjęcie. Bardzo symboliczne zresztą i jedno z moich ulubionych z Majorki. Poniżej skromny dowód, że tam byłam.

Jak dojechać do Fundacji Pilar i Joan Miro? Najłatwiej i  najwygodniej wspomnianą wcześniej przeze mnie taksówką, gdyż muzeum oddalone jest dosyć daleko od centrum miasta. Wybór podróży do muzeum a nie na plażę w upale prawie 40 stopni,jest dość szalony. Ale ja się zbyt długo nad tym nie zastanawiam.
Na miejscu zrozumiałam, dlaczego Joan Miro tak pokochał swój dom, pracownię i widok z okien. Nie dziwię się, że ten znakomity malarz żył dziewięćdziesiąt lat. Gdybym ja codziennie budziła się z taką przestrzenią wokół, miałabym szansę żyć też tak długo.


Wszyscy doskonale kojarzą obrazy Joana Miro ( 1893-1983). Można je zobaczyć w bardzo wielu muzeach Europy i świata czy na znakomitych wystawach w rozmaitych przestrzeniach. Osiągnął to, o czym marzy każdy artysta, stworzył charakterystyczny tylko dla niego styl abstrakcyjnych obrazów, pozornie naiwnych form, dziecięcych znaków wykorzystujących znamienne barwy czyli czerwień, żółć i niebieski. Kolory te wykorzystane są nawet na drzwiach do jego pracowni, co pokażę na zdjęciach poniżej. Dość trudno sklasyfikować Miro w jakimś konkretnym kierunku artystycznym. Inspirował się wieloma różnorodnymi ideami i malarzami, miał kontakty z najważniejszymi artystami początku XX wieku na czele z Picasso, ale wybrał własną drogę. Należał do osób bardzo konsekwentnych, pracowitych i zaangażowanych. To oczywiście przyniosło mu międzynarodowy sukces. Owo złączenie artysty z dziełami, ze sztuką , z procesem tworzenia fantastycznie widać na wielu zdjęciach pokazywanych w Fundacji. Skupienie i koncentracja, energia bijąca z oczu, czasami pochylenie nad płótnem. Jestem zawsze wzruszona, jak oglądam takie zdjęcia, szczególnie dojrzałych czy po prostu starych artystów z szaleństwem i siłą w oczach. Przyznam, że i ja czerpię siłę z ich wewnętrznej energii.
Do dzisiaj mam przed oczyma zdjęcie bardzo wiekowego Marca Chagalla na tle jego obrazów. Jego oczy płonęły jakby miały 18 lat. To było szokujące!




Kolekcja zgromadzona w Fundacji Miro należy do imponujących, ale eksponowana jest niewielka część, za to bardzo starannie dobrana, w cudownych przestrzeniach zaprojektowanego specjalnie na ten cel budynku przez Rafaela Moneo, a oddanego widzom w 1992 roku. I właśnie architektura tego obiektu wraz z cudownym ogrodem i wystawą dzieł Miro pod lazurowym niebem, warta jest również szczególnej uwagi. Całość doskonale skomponowana na planie gwiazdy z wodą na dachu, przypominającą o bliskości Morza Śródziemnego. Dość surowe monochromatyczne jasne przestrzenie stanowią wspaniałe tło dla kolorowego świata obrazów mistrza.
Poniżej wybrane z kolekcji dzieła Joana Miro.

Personnage et Olseau, 1969

Sense titol,1979

Sense titol,1977

Femme devant la lune II, 1974

Femme devant le soleil, 1974

Tete et oiseaux, 1969

Dans l'espace I, 1966

Personnage et oiseau, 1965

Personnage et oiseau I , 1973

 Serie Mallorca V, 1973

Z okazji 25 - lecia działalności Fundacji Pilar i Joan Miro otwarto wystawę dzieł artysty, której plakat pokazuję poniżej.


Znalazłam na tej ekspozycji kilka ciekawych obrazów przygotowanych w innej technice niż tej, do której przyzwyczaił nas artysta. Zachowują one swoją kolorystykę, ale eksperymentują z płótnem poprzez nacięcia czy rozerwania. Miro ciągle jest wierny kolorom szukając nowych efektów i środków artystycznego wyrazu. Znikają nadruki i charakterystyczne symbole. Obrazy są zdecydowanie bardziej minimalistyczne i oszczędniejsze w formie.

Pintura, 1973

Pintura, 1973

 Pintura, 1970

Zwróciłam uwagę szczególnie na dwa poniższe dzieła. To, co widać wewnątrz otwartych, barwnych przestrzeni to ściana muzeum. Właściwie obrazy stanowią ramy do pustego wnętrza, wypełnionego przypadkową powierzchnią podłoża, na którym jest eksponowany. Oczywiście pojawiają się czerwień, niebieski i żółty - barwy podstawowe. Niewątpliwie oglądając obrazy Miro przychodzi mi na myśl Piet Mondrian i idea neoplastycyzmu, tak popularnego w tym okresie. Ograniczenie kolorystyki i powrót do barw zasadniczych. Jak wcześniej pisałam Miro nie wiązał się z żadnym stylem np. surrealizmem czy dadaizmem, raczej czerpał i inspirował się innymi szukając własnej artystycznej myśli. Funkcjonował poza kierunkami, poza grupami artystycznymi, ale rzecz jasna nie w oderwaniu od twórców.

Pintura, 1973

Pintura, 1973

Femme et oiseaux, 1969

Femme et oiseaux, 1969

Na wystawie pokazano także przykład inspiracji dojrzałego już Joana Miro dziełem innego hiszpańskiego malarza Gascuna. Inspiracja to właściwie kopia obrazu, ale przetworzona przez wyobraźnię Miro.
Uwielbiam tego typu dialogi pomiędzy artystami, pomiędzy czasem i przestrzenią. To doskonały przykład kontynuacji artystycznych idei, czerpania z innych, inspiracji czy po prostu zachwytu nad dziełem kolegi po fachu. I robili to najlepsi, także van Gogh zafascynowany drzeworytami japońskimi i mistrzem Hiroshige.
Tematem pierwowzoru jest taniec baletnic w białych klasycznych sukniach w świetle księżyca nad jeziorem. Chłodna, zimnoniebieska kolorystyka wzbudza niepokój i grozę łagodzoną przez miękkość ruchów dziewcząt. W uszach ( oczywiście w mojej wyobraźni) słyszę muzykę rozchodzącą się po budzącej lęk przestrzeni lasu.

Gascuna, El Lago de los Cisnes, 1940

Miro kopiuje praktycznie obraz, ale wzbogaca go w swoje znaki i symbole. Rzecz jasna chłodną gamę niebieskości łamie barwami podstawowymi. Konary drzew ożywia zielenią. Zimny księżyc zamienia w ciepłe słońce. Obraz otrzymuje dodatkową przestrzeń stworzoną przez nałożoną grafikę

Joan Miro, Ballet romantique, 1974

Nie byłabym sobą, gdybym nie weszła i nie wtrąciła się w ten twórczy dialog. W przestrzeni pomiędzy obrazami pojawiam się ja, w bardzo radosnym nastroju. Stwarzam nową kompozycję zafascynowana obydwoma obrazami. Kontakt ze sztuką zawsze wprawia mnie w bardzo dobry nastrój.
Miro, Gascuna i ja.


A teraz opowieść o ogrodzie - wystawie przy muzeum, a tak naprawdę zintegrowanej części tego znakomitego obiektu. Minimalistyczny, z geometrycznymi formami, ciekawą roślinnością i taflami wody nawiązuje do japońskiej stylistyki. To tutaj w ostrym świetle słońca Majorki podziwiamy rzeźby Joan Miro zdobiące te przepiękną przestrzeń. Architektura ogrodu współpracuje zresztą z wnętrzem muzeum, do którego ogród przylega. Obie przestrzenie oddziaływują na siebie. To doskonały duet.
Zobaczcie zresztą sami.





To także już moja przestrzeń.


Spacer po dalszej części ogrodu.



W tym miejscu pokazuję kontakt z rzeczywistością i realiami, czyli dość obskurnym domem mieszkalnym,.


Na koniec zapraszam Was do pracowni Joana Miro, którą kochał i była dla niego najważniejszym miejscem.
Na wstępie zdjęcie z Joan Miro w pracowni a poniżej artystyczny warsztat dzisiaj. Podoba mi się koncepcja pokazania tego miejsca, jakby Miro miał za chwilę przyjść i zacząć malować. Na balustradzie antresoli wiszą nawet jego spodnie, w których pracował.




I oczywiście ulubione i tak charakterystyczne kolory dla artysty. Czy czujecie ten upał i blask słońca?


Żegnam się z Joanem Miro w miejscu, z którego rozpościerał się cudowny widok na zatokę. Mój Boże! Dech zapiera w piersiach. Też tak chcę. Będę żyła wiecznie!
Czas na kawę.


Chciałabym tu wrócić. To magiczne miejsce ocalone przez artystę dzięki decyzji o założeniu fundacji  dbającej o spuściznę tego genialnego malarza przed komercyjnym przeznaczeniem domu po jego śmierci. Miro był nie tylko punktualny, solidny i uporządkowany. Pragnął zachować artystyczny charakter i atmosferę tego niezwykłego wzgórza.
Tradycyjnie wypowiadam marzenie. Chcę tu wrócić..... 



czwartek, 6 lipca 2017

Uczta dla miłośników impresjonizmu i nie tylko, czyli Wallraf das Museum - część I (post_95)



Mój majowy, niespodziewany wyjazd do Niemiec i Holandii pozwolił mi na odwiedzenie wielu cudownych miejsc i oczywiście muzeów oraz wystaw. Te kilka dni ze sztuką pozwoliło na prawdziwy odpoczynek od codzienności i jej rutyny. Dla mnie czas spędzony w muzeum, mimo fizycznego wysiłku, ograniczenia czasu i z reguły pośpiechu, to absolutne wyciszenie i wytchnienie. Zachowuję się wtedy trochę jak dziecko i wyłączam z tego, co dzieje się na zewnątrz. Materiał zebrany przez mnie jest bardzo obszerny i w miarę możliwości spróbuję go uporządkować.
Kolonia - to metropolia, którą miałam zobaczyć wiele lat temu, ale z moich podróży nic nie wyszło. Los jednak był dla mnie łaskawy w tym roku i zaprowadził mnie do tego niezwykłego miasta. Na swój cel wybrałam dwa muzea Ludwig Museum i Wallraf das Museum. Zacznę od mniej znanego, ale doskonałego muzeum, któremu patronuje Fondation Corboud, czyli Wallraf-Richartz-Museum http://www.wallraf.museum/
Ze względu na czas zapoznałam się jedynie z kolekcją sztuki przełomu XIX/XX wieku ( III piętro), przede wszystkim z dziełami impresjonistów, ale nie tylko. Kolekcja mnie oszołomiła swoim bogactwem, wspaniałością zbiorów. Właściwie każdy obraz był godny sfotografowania i refleksji. Czym bardziej zagłębiałam się w kolejne sale, tym mocniej biło mi serce. Nie było zbyt wielu zwiedzających, co ułatwiało mi znacznie kontemplację. Byłam prawie sam na sam z obrazami i to mnie fascynowało, to dodawało mi energii.
Dzisiaj pierwsza cześć mojej opowieści.

Rozpocznę ją od obrazów powstałych w plenerze, pod wpływem chwili i emocji, wyzwolonych spod klasycznych kanonów malarstwa, w których pojawia się światło dnia. Przypomniała mi się wtedy wystawa preimpresjonistów, artystów szukających nowej artystycznej drogi, artystów którzy dokonał przełomu w sztuce. Opisałam tę ekspozycję w poście http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/10/w-drodze-do-impresjonizmu-czyli-malarze.html należącym do grupy najbardziej popularnych na moim blogu.

k
Gustave Courbet 1819-1877, The Beach, 1865

Morze, plaża, brzeg, porty i statki czy daleki horyzont to główne tematy, na których koncentrują się artyści - obserwowane o różnych porach dnia i natężeniu słońca. Oczywiście niezmierzona przestrzeń niebo i chmur. Krajobrazy natury postrzeganej już zupełnie w inny sposób.
Gustave Courbet 1819-1877, Lady on a Terrasse, 1858

Gustave Courbet 1819-1877, Castle of Chillon, 1873

 
Claude Monet 1840-1926, Fishing Boats at the Beach of Etretat, 1884
Nie może zabraknąć niezwykłego Claude'a Monet'a z jego poszukiwaniem kolorów i nowych motywów, uczącego się innego widzenia otaczającego go rzeczywistości.

Camille Pissarro 1830-1903, L'Hermitage near Pontoise, 1867
Eugene Boudin (1824 1898), Coast at Trouville, 1894
Rozpoznaję od razu obrazy Eugene Boudina uznawanego przez niektórych badaczy za prawdziwego prekursora impresjonizmu, nauczyciela Claude'a Moneta, uparcie odtwarzającego nadmorskie znane mu pejzaże. Uwielbiam  ciszę i spokój jego obrazów, nastrój oczekiwania na kolejne wrażenia, na kolejną chwilę, w której to samo miejsce czy scena uzyska nowy wymiar czy kształt.

Eugene Boudin (1824 1898)
Edouard Manet (1832-1883), Black Boat at Berck, 1873

Paul Signac (1863-1935), The Seine near Courbevole

To jak pospolite ruszenie. Artyści wychodzą w teren, na zewnątrz, ale każdy postrzega świat nieco inaczej i przekłada swój punkt widzenia barw, światła i powietrza na obraz. Można zauważyć już różnice, jeszcze nieduże, ale widoczne. To wspólny początek a jednocześnie rozchodzenie się w różnych kierunkach, co oczywiście zobaczymy w ich dalszej twórczej drodze.
Berthe Morisot (1841-1895), Boats on the Seine, 1879/80
Cieszę się na widok obrazu Berthe Morisot - jednej z wyjątkowych kobiecych postaci impresjonizmu. Uderza mnie ciepła paleta barw, zamaszystość pędzla i przebijające się światło, tak charakterystyczne dla impresjonistów. Jestem pełna podziwu dla jej uporu i udowadniania że kobiety też mogą mieć pasję i talent.
Claude Monet (1840-1926), Springtime near Vetheuil, 1880

U Moneta uwidacznia się rozproszenie  rozbicie i światła na wiele maleńkich cząsteczek tworzących dopiero całość. Taka niesamowita delikatność, która go wyróżnia wśród innych.
Alfred Sisley (1839-1899), Langland Bay, 1897

Alfred Sisley (1839-1899),Outskirts of Louvecinnes, 1876
U Sisleya świat widziany jest poprzez blask słońca przedzierający się przez powietrze i naturę. Przyroda lekko drży.
Auguste Renoir (1841-1919), Villeneuve-les-Avignon, 1901
 U  Renoir natomiast widać rozmyte światło, umożliwiające przenikanie się barw i odcieni.

Claude Monet (1840-1926), The Seine near Asnieres,1873

Jestem rozpromieniona i przepełniona entuzjazmem dla dzieł, które przyszło mi podziwiać i oglądać. To uczta dla mojej duszy. Każdy kolejny obraz, każdy kolejny tak znany artysta wywołuje we mnie silne emocje i radość. Cieszę się, że los mnie tu przywiódł i pozwolił na takie doznania. Chłonę oczyma świat widziany poprzez wnętrza tak niezwykłych malarzy i osobowości. To nie wszystko, przede mną jeszcze kilka niespodzianek w tym cudownym muzeum. 
Ale o tym w następnym poście.