wtorek, 22 maja 2018

Roma Ligocka, czyli poszukiwanie bliskości (post_109)




Tytuł dzisiejszego posta zapożyczyłam z tytułu wystawy malarstwa Romy Ligockiej w Galerii na Dziedzińcu Starego Browaru w Poznaniu. To wydarzenie nader istotne na mapie kulturalnej stolicy Wielkopolski. Dla mnie to druga najlepsza ekspozycja, jaką widziałam w tym roku.
Witajcie po małej przerwie. Czasami trzeba nabrać dystansu do tego, co się robi i wziąć "urlop".
Ale Wy moi Drodzy Czytelnicy czuwacie i zadajecie mi trudne pytania, dlaczego Renne w Muzeum nie tworzy nowych wpisów? To było bardzo mobilizujące i stawiające mnie na baczność haha
Dziękuję wszystkim moim Motywatorom. Kto czyta te słowa, ten wie, kogo mam na myśli.


W ostatnią sobotę obchodziliśmy Noc Muzeów 2018, więc nie mogło zabraknąć mnie na tym wydarzeniu.
Odwiedziłam kilka miejsc, ale szczególnie zapadły mi w sercu dwie nowe wystawy i o jednej z nich napiszę właśnie dzisiaj..
Roma Ligocka - malarka i pisarka żydowskiego pochodzenia. Wspominam o tym, gdyż ma to znaczenie dla istoty zrozumienia jej twórczości. Być może tragiczna przeszłość, wspomnienie wojny, getta, ucieczki i zetknięcia się ze śmiercią, jest wewnętrzną przyczyną sięgnięcia przez artystkę za środki artystycznego wyrazu, czyli obraz i tekst.
Miałam to szczęście, czasami do mnie się uśmiecha, że trafiłam na spotkanie autorskie z malarką. Mogłam jej posłuchać, usłyszeć wiele mądrych refleksji nad współczesnym światem, stosunkiem rozmaitych narodów do Holokaustu, w tym oczywiście naszego polskiego społeczeństwa.
I z tembrem spokojnego, wyważonego głosu Romy Ligockiej udałam się na wystawę.
W doskonałą przestrzeń Galerii na Dziedzińcu pięknie wpisuje się świat stworzony przez malarkę, przez niektórych krytyków uważaną za najlepszą współczesną żydowską artystkę.




To nie jest łatwa i przyjemna w odbiorze sztuka. To są obrazy trafiające do naszego serca i umysłu. Wzbudzają niepokój, niepewność i swoistą nostalgię. Rzucające się od razu wielkie oczy bohaterów, a przede wszystkim bohaterek tych dzieł, zadają nam niewygodne pytania. Nie zawsze możemy albo nie chcemy na nie odpowiedzieć.





Główne wątki twórczości Romy Ligockiej koncentrują się na ocaleniu świata, którego już nie ma, który ona pragnie przywrócić, ale po zweryfikowaniu go przez czas wojny i Holokaustu. To barwny świat żydowskich miasteczek, ulic, obrzędów i zwyczajów. Szczególnie poruszyły mnie obrazy z cyklu "Śluby" nie kojarzące się absolutnie z beztroską radością, egzaltacją miłości, nadzieją na dalsze cudowne życie. Smutek, samotność nowożeńców, ich  zamyślenie, zapadanie się w sobie, niezmiernie uderza odbiorcę. Mnie poruszyły dotkliwie.
Nawet usiadłam, aby oddać się kontemplacji i mojemu zamyśleniu nad egzystencją człowieka.
Jak łatwo można zburzyć równowagę rzeczywistości, harmonię człowieka? Jak łatwo można próbować zniszczyć dobro i spokój? Jak prosto można odmienić losy ludzi bez zapytania ich o zgodę? Jak jasne i radosne barwy rzeczywistości można zmienić w kolory przygnębienia i smutku, kolory żałoby i płaczu?





Stylistyka obrazów Romy Ligockiej odnosi się i koresponduje ze światem obrazów Marca Chagalla. Kolorystyka, kreska, miękkość postaci i kształtów.vSkojarzenia były odruchowe, ale wymowa obydwu artystów jest zupełnie inna. Bohaterowie Chagalla unoszą się w pewien sposób nad ziemią, oddają się pięknym emocjom i doznaniom. Wyczuwa się ich szczęście, akceptację i radosną uczuciowość. Bohaterowie Ligockiej są jakby wzrośnięci w otaczającą ich rzeczywistość, wtopieni w nią, bez możliwości ruchu. Mocno osadzeni w świecie bez nadziei.


Niewątpliwie  do  innego obszaru zainteresowań artystki należą postaci kobiet. To one w rozmaitych wyobrażeniach stają się bohaterkami obrazów. Z reguły ze spuszczonymi, wielkimi oczyma, jakby oderwane od świata, skoncentrowane na sobie, na swoich przeżyciach i myślach. Kruche, delikatne, często nagie i obnażone, samotne. Czasami przypominają skrzydlate anioły.







To kobiety dotknięte przeszłością, bólem i złymi emocjami, obnażające swoją słabość i niezrozumienie tego, co czują i przezywają. To postaci obarczone cierpieniem i samotnością. Wzbudzają w odbiorcy wiele emocji, nie zawsze pozytywnych.



Na koniec przedstawiam mój ulubiony obraz Romy Ligockiej. On i ona, temat stary jak świat. Czy to moment rozstania? Czy pierwszych czułości? Nie widzimy twarzy kobiety. Jest odwrócona plecami, ze spuszczoną głową. On ma opadnięte ramiona, jakby bezradne. Oczy także spuszczone, skoncentrowany na swoim wnętrzu. Dla mnie nieobecny, oderwany od otoczenia, także od niej. Można być tak blisko siebie i jednocześnie tak daleko. Samotność tej pary przytłacza.





czwartek, 1 marca 2018

Spacer po Gemäldegalerie w Berlinie (post_108)

 Sandro Botticelli

O wyjeździe do stolicy Niemiec i zwiedzaniu Gemäldegalerie myślałam od dawna i mimo że odległość pomiędzy Poznaniem a Berlinem nie jest wielka, nie udawało mi się dotrzeć do tego muzeum. Ale tym razem pragnienie było tak wielkie, że zrobiłam wszystko, aby  zmierzyć się z berlińską kolekcją. Zainspirowana jeszcze ekspresjonizmem postanowiłam skupić się na tylko dwóch muzeach Brücke Museum i Gemäldegalerie. To był strzał w dziesiątkę. Zupełnie odmienne muzea pod każdym względem, ale łączy je to, co dla mnie jest najważniejsze - wspaniałe kolekcje obrazów.
Nie zawiodłam się, oba muzea spełniły wszystkie moje oczekiwania a nawet dały mi zdecydowanie więcej. To była niezwykła berlińska sobota ze sztuką najwyższej klasy. 
Brücke Museum doczekało się już swojego posta. Czas więc dzisiaj na spotkanie z  Gemäldegalerie.

                                   Sandro Botticelli, Profilbildnis einer junger Frau, 1460/65

Luca Signorelli, Die heilige Familie mit Zacharias, Elisabeth und dem Johannesknaben, nach 1512

                                     Taddeo Gaddi, Die Ausgriessung des heiligen Geistes

Nie zdawałam sobie do końca sprawy z wielkości, a właściwie ogromu kolekcji. Wyeksponowano 1200 dzieł w 72 salach. Moje niecałe trzy godziny czasu okazały się zbyt krótkie, aby delektować się bogactwem obrazów. Wyszłam z obiektu jako jedna z ostatnich usatysfakcjonowana a jednocześnie nienasycona wrażeniami, których tam doznałam. Nie boję się tego określenia, ale byłam upojona sztuką, naładowana tak ogromnymi emocjami i energią. Czuję je do dzisiaj. Oczywiście zrobiłam mocne postanowienie, że tutaj jeszcze wrócę i to niedługo. Nie byłam w stanie zobaczyć dokładnie wszystkiego.


                                                  Lorenzo Monaco, Das Abendmahl, um 1390

                                           Fra Fillippo Lippi, Profilbildnis einer jungen Frau, um 1445

                                         Domenico Ghirladaio, Judith mit ihrer Magd., 1489

                                         Fillippino Lippi, Maria mit dem Kind, um 1475/80

Już przekraczając próg drugiej sali i widząc obrazy mistrza Botticellego, wiedziałam, że nie będzie łatwo, że czekają mnie cudowne emocje. Od razu zadawałam sobie pytanie, dlaczego przyjechałam tutaj tak późno, jak to się stało? Dlaczego pozbawiłam się przyjemności kontaktu z arcydziełami? Ale te refleksje towarzyszyły mi krótko. Po prostu dałam się uwieść tym wszystkim obrazom  haha

                                                      Fra Angelico, Das Jungste Gericht

                                                          Detal z obrazu Fra Angelico

                                          Masaccio, Wochenbett einer vernehmen Florentinerin

Chciałam wszystko fotografować, co oczywiście było niemożliwe a mój aparat w telefonie komórkowym ma ograniczoną pojemność. Ale wierzcie mi, praktycznie każdy obraz był wart uwiecznienia, także dla szczegółów i detali. Arcydzieła sztuki dawnych mistrzów wymagają zdecydowanie więcej uwagi od odbiorcy, wymagają czasu na ich kontemplację i wniknięcie w istotę. Przy każdym obrazie trzeba przystanąć, przyjrzeć się wielu drobiazgom, stylowi i symbolice. Ja dodatkowo mam jeszcze skojarzenia z innymi dziełami, z innych muzeów, próbuję odtworzyć moje wspomnienia i refleksje. Takie oglądanie należy do nader czasochłonnych i wyczerpujących.

Carlo Crivelli, Throrende Maria mit dem Kind, Der Schlüsselübergabe an der Apostel Petrus und Heiligen

             Giovanni Bellini, Der tote Christus, on zwei trauernden Engeln gestutzt, um 1475/80

                          Giovanni Luteri,gen.Dosso Dossi, Die Hl.Familie mit dem HL.Franziskus

                                    Lorenzo Lotto, Christi Abschied von seiner Mutter, 1521

                                               Raffaello Santi, Maria mit dem Kind, um. 1520

Znów mogłam zobaczyć dzieła tak bliskich mi artystów z wielu kultur europejskich, szczególnie włoskich. Nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić, gdyż każdy z nich jest wyjątkowy, odrębny i charakterystyczny, ale liczba zdjęć które dzisiaj publikuję chyba jest największą z dotychczasowych postów.
Kolekcja berlińska zgromadziła, co jest jej niewątpliwym atutem, obrazy rzadko spotykanych artystów, na przykład Masaccio, Taddeo Gaddi czy Domenico Girlandaio.
Oddałam dzisiaj głos obrazom, które najpełniej pokazują nieograniczoną wyobraźnię twórców, ich talent, mądrość i osobowość.
                                              Raffaello Santi, Maria mit dem Kind, um.1508

                                                                      Caravaggio

                                                                Johannes Vermeer

                                                  Rembrandt, Susannna und die beiden Alter, 1647

                                                               Rembrandt, Christuskopf

                                           Pieter Aertsen, Marktfrau am Gemusestand, 1567

Muzeum należy do ogromnych, w których można się zgubić w jednej z wielu sal połączonych ze sobą. Nie ma potrzeby wyznaczania jakiejś trasy zwiedzania. Przy pierwszym zetknięciu z takim bogactwem dzieł, trzeba kierować się po prostu intuicją, oddać się trochę spontaniczności, aby nie utracić radości zwiedzania. Przechodząc z jednej sali do drugiej doznajesz olśnienia, oczarowania i czasami lekkiego szoku. Ja przeżywałam to wiele razy w Gemäldegalerie. Przyznam się, że przeniosłam się w inny wymiar i zupełnie wyłączyłam się z otaczającej rzeczywistości, nawet berlińskiego dynamizmu miasta. Straciłam nieco rachubę czasu, wiedziałam że mam go zbyt mało.

                    Hieronymus Bosch, Flügelaltar mit der Versuchung des hl.Antonius, um.1540

                                         Hieronymus Bosch,Johannes auf Patmos, um.1500

                                         Quinten Massys, Die thronende Madonna, um.1525

                                              Jean Fouguet, Das Diptychon von Melun, 1452

                                                    Hans Memling,Maria mit dem Kind

Uwielbiam malarstwo religijne, fascynują mnie szczególnie postaci Madonn, Matek Bożych z Dzieciątkiem w rozmaitych interpretacjach i stylach. Fillippo i Fillippino Lippi, Jakobo i Givanni Bellini, Memling, Fra Angelico, Tycjan, Rafael czy Botticelli - to tylko niektórzy autorzy cudownych artystycznych wyobrażeń Matki Chrystusa. Zawsze robią na mnie wrażenie także obrazy z cyklu Sąd Ostateczny. Widziałam ich tak wiele, począwszy od niedoścignionego fresku Michała Anioła, który jest wdrukowany w moim umyśle.Tutaj w interpretacji Hieronima Boscha czy Fra Angelico. No i Ostatnia wieczerza w interpretacji całkowicie mi nieznanego malarza Lorenzo malarza. Cudowna kolorystyka, ornamentyka, układ postaci.

                                                                 Lucas Cranach

                                                       Albrecht Dürer, Betende Maria, 1518

Dzisiaj jestem jedynie skromnym przewodnikiem po Gemäldegalerie. Pokazuję wam obrazy, które utkwiły w mojej pamięci, ale ich znacznie więcej. Chciałabym, abyście mogli cieszyć się ich urodą i bogactwem.
To wyjątkowa historia sztuki najwyższych lotów, najwyższego kunsztu. Oczywiście nic nie zastąpi, nawet mój blog, bezpośredniego kontaktu z dziełem, subiektywnych wrażeń i doznań, poczucia tek wspaniałej atmosfery muzeum.
Nie popełnijcie mego błędu. Gemäldegalerie czeka na kolejnych miłośników sztuki. Nikt nie wyjdzie zawiedziony.
Myślę, że moją radość i entuzjazm widać na poniższych zdjęciach.