piątek, 3 kwietnia 2015

Trzy piety Michała Anioła (post_12)

Nie ma odpowiedniejszego momentu do rozważań o pietach Michała Anioła niż dzisiejszy wieczór...
Trwa czas, kiedy to, co miało się wydarzyć - śmierć Chrystusa na Krzyżu, dokonało się i wypełniło. Żaden artysta nie uchwycił tej chwili w tak niedościgniony, doskonały sposób, jak Michał Anioł w swej najbardziej znanej "Piecie"-  eksponowanej w Bazylice św. Piotra w Rzymie.
Ale Buanarotti powracał do pracy nad pietą jeszcze kilkukrotnie z myślą, aby stała się jego własnym nagrobkiem i pozostawił przez to po sobie "Pietę z Nikodemem"- aktualnie znajdującą się we Florencji oraz "Pietę Rondanini", którą można podziwiać w Mediolanie. Czeka nas więc podróż przez prawie połowę Italii - z południa na północ.
Kiedy mam okazję być w Bazylice św.Piotra, to zawsze po wejściu do świątyni kieruję się do pierwszej kaplicy na prawo, by spojrzeć na "Pietę". Natomiast, kiedy wychodzę, także tam zaglądam  z refleksją, czy jeszcze będę miała okazję tu wrócić. To taki mój swoisty rytuał...
Co jest takiego w tej rzeźbie, że przyciąga wzrok tysięcy ludzi jak magnes? 


 "Pieta" to arcydzieło, o którym napisano setki stron, które wzbudza w publiczności zachwyt bez względu na ich pochodzenie, religię czy kulturę. Niekończący się gwar, szum, błysk aparatów, telefonów komórkowych czy tabletów. Prawie zawsze trzeba poczekać, aby znaleźć odpowiednie miejsce do w miarę spokojnej kontemplacji. Wielokrotnie pisałam, że oglądanie dzieł tej rangi nie jest proste.
Przed nami siedzi piękna, delikatna i młoda Matka Boża w  nader bogato pofałdowanej sukni i strojnym welonie. Jej twarz jest wyciszona, spokojna, spogląda w dół na swego Syna. Jej bogate w formie odzienie kontrastuje z nagim Jezusem, przepasanym jedynie na biodrach, leżącym bezwładnie na jej kolanach z głową odchyloną do tyłu. Nie spostrzegamy cierpienia, męki, bólu czy rozpaczy. Matka Boża i Chrystus przeniesieni zostali w inną przestrzeń, trwają poza czasem. Wszystko się dokonało, wypełniło. Stąd wyciszenie i spokój. Michał Anioł nie zastosował stylistyki naturalistycznych, czternastowiecznych piet niemieckich czy francuskich. Odnosi się wrażenie, że bohaterowie tej sceny są przez artystę ożywieni, nie wyczuwamy w ogóle twardości marmuru. Michał Anioł tchnął w ten budulec energię i dynamizm, wręcz ożywił materię. Na tym właśnie polega doskonałość "Piety".
Należy pamiętać, że Michał Anioł tworząc "Pietę" miał tylko dwadzieścia trzy lata i był na  progu swojej artystycznej kariery, a Rzym go dopiero odkrywał i poznawał. Wartym podkreślenia jest fakt, że wyjątkowość "Piety" wynika także z tego, iż to jedyna podpisana praca naszego geniusza. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak zirytowany, podekscytowany informacją o przypisywaniu autorstwa "Piety" Cristoforowi Solariemu z Lombardii, nocą zamyka się w Bazylice św.Piotra i wykuwa na szarfie swoje imię.
Nie mogę pominąć, choć krótko, faktu przerażającego aktu wandalizmu, kiedy w 1972 roku szaleniec z młotem w ręku okalecza dzieło. Zadaje kilkanaście ciosów i tylko dzięki ogromnej determinacji konserwatorów zabytków, udaje się rzeźbę uratować. Niestety od tego czasu "Piętę" podziwiamy przez szybę...

Dlatego też przeżyłam szok mając okazję podziwiać inną pietę Michała Anioła zwaną "Pietą z Nikodemem" eksponowaną w Muzeum Katedralnym we Florencji operaduomo.firenze.it/
W tej rewelacyjnej przestrzeni muzealnej "Pietę" ogląda się bez żadnych ograniczeń. Mamy do czynienia z wyjątkową bliskością dzieła, choć ja tę bliskość zrozumiałam zbyt dosłownie i włączył się alarm w muzeum. Zapewniam was - "Pieta z Nikodemem" jest chroniona. Włosi są jednak bardzo tolerancyjni w stosunku do odwiedzających.




Ale to jest absolutnie inna pieta. Michał Anioł tworzył ją w latach 1550-1553 z myślą o swoim nagrobku. Widać dojrzałość artysty, inne widzenie rzeczywiści. W tej kompozycji nie ma spokoju ani wyciszenia. Dynamizm wprowadza wielość postaci. Osuwający się, bezwładny Chrystus jest podtrzymywany przez Nikodema, Matkę Bożą i Marie Magdalenę. Można  odnieść wrażenie, że to Nikodem należy do wiodących bohaterów tej sceny. To na nim przede wszystkim opiera się Jezus, on go podtrzymuje i spogląda na niego z góry podobnie jak Matka Boża z piety rzymskiej. Przypuszczalnie pod postacią Nikodema ukrywa się sam Michał Anioł. Możemy więc mieć do czynienia z autoportretem artysty. Michał Anioł należał do twórców perfekcyjnych, a rzeźba nie spełniła jego oczekiwań. W złości rozbija lewą rękę Chrystusa. Dzieło kończy jeden z uczniów mistrza. I nawet ja to zauważam. Nie mniej "Pieta z Nikodemem" jest warta obejrzenia, a bezpośredni kontakt z dziełem bardzo ekscytujący.

Ostatnią "Pietę" Michał Anioł rzeźbi w 1564 roku. Zbliża się już do dziewięćdziesięciu lat.  Czuje nadchodzącą się śmierć, ale nadal pracuje. Jest niestrudzony, ukrywa swoją pracę przed przyjaciółmi. W koncepcji  ostatniej "Piety" rezygnuje z tradycyjnej kompozycji, w której Matka Boża siedzi, a na jej kolanach leży Chrystus. W tej ostatnie artystycznej scenie bohaterowie stoją.

                                         http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/44/Michelangelo_piet%C3%A0_rondanini.jpg

                               http://pl.wikipedia.org/wiki/Piet%C3%A0_Rondanini  
To Chrystus podtrzymuje Matkę Bożą, jakby chciał jej ulżyć, ochronić przed cierpieniem i rozpaczą. Postaci są ledwo zarysowane. Uderza całkowita nagość Jezusa...
Niestety, ale tej "Piety" jeszcze nie dane było mi zobaczyć. Stałam przy wejściu do Castello Sforzesco w Mediolanie, jednakże w programie wyjazdu nie przewidziano wejścia do muzeum. Wtedy uczyłam się wciąż czekania na kontakt z dziełem. Nie zawsze jest nam to dane.
Niezrażona wierzę, że  "Pietę Rondanini" zobaczę i opowiem o jej niezwykłej historii zdecydowanie więcej.

3 komentarze:

  1. Amazing talent... http://www.totalitech.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za piękny opis i ujmujące zestawienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, piety Michała Anioła zawsze mnie fascynowały i fascynują. Kontakt z nimi to dla mnie swoiste przeżycie i emocje. Odsyłam Cię do innego postu, który poświęcony jest Piecie Rondanini - niezwykłemu dziełu, które dane było mi zobaczyć http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/09/pozegnanie-michaa-anioa-czyli-pieta.html
      Dziękuję za miłe słowa. One zawsze mnie motywują do dalszego dzielenia się moimi refleksjami. Pozdrawiam.

      Usuń