wtorek, 12 września 2017

Z cyklu: Artyści amatorzy.Od żołnierza do artysty, czyli Waseem Qaiser ( post_97)


Zawsze fascynowały mnie początki artystycznej drogi artystów. Ich inspiracje i potrzeba przeniesienia  na płótno czy papier indywidualnego widzenia świata i rzeczywistości. Sama w dzieciństwie i wczesnej młodości malowałam. Miałam nawet kilka sukcesów w konkursach plastycznych. Moja akwarela zatytułowana 'Wesołe miasteczko" wisiała nawet w muzeum Zachęta w Warszawie. Ale uznałam, że nie jestem utalentowana i pozostawiłam malowanie innym...
Miłość do sztuki jednak pozostała. Nie tylko do tej wielkiej, pisanej przez duże S, podziwianej w muzeach i na wystawach, ale także do twórczości nazywanej amatorską czy  naiwną. Podoba mi się określenie sztuka gołębiego serca, wynikająca z wewnętrznej naturalnej potrzeby człowieka. I ten obszar sztuki należy do kręgu moich zainteresowań.
Dlatego też od wielu miesięcy chodziły za mną myśli, aby pisać także o artystach, których prace nie wiszą w muzeach ( jeszcze), natomiast znane są w kręgach rodziny, przyjaciół czy pokazywane są na profilach rozmaitych mediów społecznościowych. 
Rozpoczynam zatem nowy cykl postów nazwany przeze mnie: Artyści amatorzy, w którym chcę opowiadać o sztuce praktycznie nieznanej, ale wartej, według mnie, zainteresowania.

Dzisiaj bohaterem posta będzie Waseem Qaiser, artysta amator mieszkający  i pracujący w Pakistanie.
Jego twórczości przyglądam się od roku zafascynowana początkowo jednym z jego obrazów. Ale o tym obrazie opowiem na końcu.

Przekornie rozpoczynam posta od jednego z jego ostatnich dzieł, przedstawiających tancerkę. Miałam możliwość obserwowania narodzin obrazu, co było dla mnie miłym przeżyciem, w którym uczestniczyłam. Poniżej pokazuję jeden z etapów powstawania obrazu, w którym Waseem Qaiser koncentruje się na postaci delikatnej kobiety w trakcie tańca. Od razu uderza cudowna kolorystyka w tonacji szmaragdowej, ciepłej zieleni i turkusu. Czujemy ruch , energię i powiew wiatru. Tancerka przygotowuje się do następnego tanecznego kroku, zastyga na chwilę w swym tańcu.



Wspaniałe w swych odcieniach tło sytuuje bohaterkę w innej, nierealnej przestrzeni oceanu, pełnego dynamizmu i ruchu. Może za chwilę nasza baletnica rozpłynie się w dalszym tańcu, zatopiona w swych przeżyciach i myślach. Czekamy aż ciepły wiatr i krople wilgotnego powietrza dotkną naszej twarzy.
Waseem Qaiser czerpie pomysły z otoczenia, ale przede wszystkim u innych malarzy, inspirują go, co jest naturalne i charakterystyczne dla każdego twórcy. Oczywiście przetwarza swoje fascynacje poprzez  własny indywidualizm  i osobowość oraz sposób widzenia świata.
Przyjrzyjmy się zatem w tym miejscu sylwetce artysty.  
Waseem Qaiser, rocznik 1966.  Los skierował go do podjęcia służby wojskowej, której poświecił dwadzieścia najpiękniejszych lat swego życia. Praca w wojsku wzbogaca go o doświadczenia realnego życia i problemów ludzkiej egzystencji. Ale pochodzenie z artystycznej rodziny, w której ojciec Rahim Gul był znanym pisarzem, krytykiem literackim i producentem filmowym, daje o sobie znać w dojrzałym wieku  artysty. Trochę z naturalnej przekory, odkrywa, że potrafi malować, a nawet więcej, malowanie sprawia mu przyjemność i daje satysfakcję. Aprobata otoczenia dodaje mu pewności siebie i zaczyna swoją przygodę ze sztuką, która staje się dla niego ważną i istotną częścią życia. Wrażliwość i wnikliwość
w obserwacji zewnętrznego świata znajduje odbicie w obrazach.  

Czas zatem na galerię obrazów Waseema  Qaisera.
Jego artystyczne zainteresowania zamknięte są w kilku kręgach. Pierwszy z nich to natura, przyroda i otoczenie. Uderza charakterystyczna mocna kolorystyka, prawie krzycząca, ale gorące, ostre słońce Pakistanu wyostrza gamę barw. Nie może być inaczej. Intensywność czerwieni dodaje energii i witalności obrazom, wprowadza tak charakterystyczny ruch dla artysty.



Jednocześnie Waseem Qaiser  wprowadza ciekawy zabieg perspektywy powietrznej do pokazania szczegółu, uchwycenia urody pierwszego planu. Nazwałabym tę technikę malarską fotografią, którą także stosuje w obrazach przedstawiających swe dzieci prezentowanych w dalszej części posta.


Widać przywiązanie malarza do realizmu, także do detalu i szczegółu mające swe pokłady w usposobieniu artysty. W pozornie spokojnym pejzażu pakistańskiej natury wyczuwa się ukrytą żywiołowość świata przyrody.
Artysta próbuje zmierzyć się również z tematyką miejskiej architektury. Doskonale radzi sobie z wiernym odtworzeniem fasady budynku. Blask ostrego słońca odbijający się od nagrzanych murów powoduje się, że  mimowolnie mrużymy oczy. To słońce Pakistanu. Jako mieszkanka zimnego kraju, spragniona ciepła, ogrzewam się w cieple tego obrazu.


Poniższe dwa obrazy to portrety dzieci. Tutaj kolorystyka jest stonowana, zamglona, łagodniejsza, jakby dawała pierwszeństwo osobowości pokazanych postaci córki i syna. Zauważa się także przywiązanie malarza do świata natury ojczystego kraju. Zdaje się mówić, że  człowiek i przyroda to naczynia połączone, to przenikające się obszary.



A poniżej próba podjęcia innego tematu. To obraz z serii geometrycznej abstrakcji.
Waseem Qaiser eksperymentuje. Szuka swego stylu, swego artystycznego wyobrażenia.
Zastanawia mnie czerń, tak niewiele używana przez artystę.


Bardzo ciekawym i intrygującym obszarem zainteresowań Waseema Qaisera jest  twórczość Vincenta van Gogha. Doskonale wyczuwa atmosferę obrazów niderlandzkiego artysty. Świetnie je kopiuje, ale przepuszcza przez swoją osobowość. Kiedy przyjrzycie się bardzo dokładnie oryginałowi i koncepcji Waseema, to z pewnością zauważycie wiele różnic. Przede wszystkim we wprowadzeniu ruchu i energii, podejścia do detali. Waseem Qaiser potrafi znakomicie wzmocnić dynamikę świata. I to mi się bardzo podoba. Uwielbiam wszystko, co dynamiczne i pełne energii.



Dlatego też, kiedy byłam w tym roku w Muzeum Van Gogha w Amsterdamie, mimochodem pomyślałam o Waseemie Qaiserze i jego fascynacji. To muzeum jest dla niego. Mam nadzieję, że mimo ogromnej odległości, los pozwoli mu na bezpośredni kontakt z twórczością van Gogha i zainspiruje nowymi, wspaniałym, artystycznymi pomysłami.
Kolejnym kręgiem poszukiwań artysty to wnętrza. To temat dla niego i świetnie go realizuje. Wyczuwa doskonale atmosferę pomieszczeń pozbawionych ludzkich postaci. Zatrzymuje czas, chwilę. Zmusza nas do skupienia, uruchomienia naszej wyobraźni. Wprowadza ruch w naszych emocjach. Zastanawiam się więc, kto wymieni wodę w  wazonie z samotną różą? Kto pozostawił swoje rzeczy na pięknej zielonej kanapie? I czy niewidoczna postać wyszła na taras oświetlony słońcem i za chwilę wróci? A może już nigdy nie usiądzie i nie będzie czytać książki w tym urokliwym zakątku mieszkania? Pojawia się mnóstwo pytań i wyobrażeń.
To znakomite obrazy, także pod względem technicznym.


I wnętrze z zieloną kanapą zachwyciło mnie rok temu i zwróciłam uwagę na autora tego obrazu. Doskonałe wyczucie barw, stworzenie atmosfery oczekiwania, może lekkiej niepewności. To płótno powiesiłabym bez wahania na ścianie swego pokoju.


Waseem Qaiser - artysta amator. Nie maluje dla pieniędzy, nie chce ograniczać swej wolności twórczej. Ciągle jeszcze ma zbyt mało czasu na tworzenie, nad czym osobiście ubolewam. Nie może poświecić się tej pasji całkowicie. Realna rzeczywistość nie pozwala na oddanie się sztuce w całości. Warto jednak obejrzeć obrazy powstające z serca i wrażliwości wnikliwego obserwatora otaczającej rzeczywistości.
Warto oczyma Waseema Qaisera obejrzeć świat. Cudowna i piękna kolorystyka, wyjątkowa szczegółowość i przywiązanie do detali oraz dynamika i ruch - to cechy charakterystyczne dla artysty. Jest on ciągle na etapie poszukiwania jeszcze swej artystycznej drogi, własnego stylu, ale myślę że w niedługim czasie odnajdzie to, czego podjął się szukać.
Ja mu kibicuję. A Wy?










Major Waseem Qaiser ( Retired )

Deputy Director (Lands) Defence Housing Authority Lahore
Mieszka w Karaczi

wtorek, 15 sierpnia 2017

Z wizytą u Joana Miro w Palma De Mallorca (post_96)


Kiedy wybierałam wiosną kierunek wakacyjnej podróży, od razu na myśl przyszły mi oczywiście Włochy. Namówiona jednak przez córkę na dokonanie jakiejś zmiany, mój wzrok skierowałam na Hiszpanię. Nigdy tam nie byłam. Moim założeniem był odpoczynek od codzienności, także od sztuki i plażowanie na złotych piaskach  Majorki. Miałam nowy cel.
Zaangażowana zbyt mocno w pracę, dopiero przed samym wyjazdem zaczęłam interesować się miejscem mego wypoczynku. I wtedy dokonałam odkrycia w Palma De Mallorca muzeum Joana Miro zwanego Fundacio Pilar i Joan Miro https://www.miromallorca.com/index.php?Idi=2&Cod_fam=&Cod_sub= 
Podekscytowałam się myślą o tym miejscu. Od sztuki jednak nie można uciec. Zawsze można odnaleźć coś interesującego. I ja to znalazłam. Odkryłam miejsce, które zapadło w mą pamięć i serce na długo. Liczę także na to, że jeśli los zaprowadzi mnie na tę niezapomnianą wyspę, to bez zastanowienia zamawiam taksówkę i jadę do Fundacji Pilar i Miro.

Z postacią Joan Miro każdy zetknie się już w centrum urokliwej Palma De Mallorca przy rzeźbie artysty, na której tle mam zdjęcie. Bardzo symboliczne zresztą i jedno z moich ulubionych z Majorki. Poniżej skromny dowód, że tam byłam.

Jak dojechać do Fundacji Pilar i Joan Miro? Najłatwiej i  najwygodniej wspomnianą wcześniej przeze mnie taksówką, gdyż muzeum oddalone jest dosyć daleko od centrum miasta. Wybór podróży do muzeum a nie na plażę w upale prawie 40 stopni,jest dość szalony. Ale ja się zbyt długo nad tym nie zastanawiam.
Na miejscu zrozumiałam, dlaczego Joan Miro tak pokochał swój dom, pracownię i widok z okien. Nie dziwię się, że ten znakomity malarz żył dziewięćdziesiąt lat. Gdybym ja codziennie budziła się z taką przestrzenią wokół, miałabym szansę żyć też tak długo.


Wszyscy doskonale kojarzą obrazy Joana Miro ( 1893-1983). Można je zobaczyć w bardzo wielu muzeach Europy i świata czy na znakomitych wystawach w rozmaitych przestrzeniach. Osiągnął to, o czym marzy każdy artysta, stworzył charakterystyczny tylko dla niego styl abstrakcyjnych obrazów, pozornie naiwnych form, dziecięcych znaków wykorzystujących znamienne barwy czyli czerwień, żółć i niebieski. Kolory te wykorzystane są nawet na drzwiach do jego pracowni, co pokażę na zdjęciach poniżej. Dość trudno sklasyfikować Miro w jakimś konkretnym kierunku artystycznym. Inspirował się wieloma różnorodnymi ideami i malarzami, miał kontakty z najważniejszymi artystami początku XX wieku na czele z Picasso, ale wybrał własną drogę. Należał do osób bardzo konsekwentnych, pracowitych i zaangażowanych. To oczywiście przyniosło mu międzynarodowy sukces. Owo złączenie artysty z dziełami, ze sztuką , z procesem tworzenia fantastycznie widać na wielu zdjęciach pokazywanych w Fundacji. Skupienie i koncentracja, energia bijąca z oczu, czasami pochylenie nad płótnem. Jestem zawsze wzruszona, jak oglądam takie zdjęcia, szczególnie dojrzałych czy po prostu starych artystów z szaleństwem i siłą w oczach. Przyznam, że i ja czerpię siłę z ich wewnętrznej energii.
Do dzisiaj mam przed oczyma zdjęcie bardzo wiekowego Marca Chagalla na tle jego obrazów. Jego oczy płonęły jakby miały 18 lat. To było szokujące!




Kolekcja zgromadzona w Fundacji Miro należy do imponujących, ale eksponowana jest niewielka część, za to bardzo starannie dobrana, w cudownych przestrzeniach zaprojektowanego specjalnie na ten cel budynku przez Rafaela Moneo, a oddanego widzom w 1992 roku. I właśnie architektura tego obiektu wraz z cudownym ogrodem i wystawą dzieł Miro pod lazurowym niebem, warta jest również szczególnej uwagi. Całość doskonale skomponowana na planie gwiazdy z wodą na dachu, przypominającą o bliskości Morza Śródziemnego. Dość surowe monochromatyczne jasne przestrzenie stanowią wspaniałe tło dla kolorowego świata obrazów mistrza.
Poniżej wybrane z kolekcji dzieła Joana Miro.

Personnage et Olseau, 1969

Sense titol,1979

Sense titol,1977

Femme devant la lune II, 1974

Femme devant le soleil, 1974

Tete et oiseaux, 1969

Dans l'espace I, 1966

Personnage et oiseau, 1965

Personnage et oiseau I , 1973

 Serie Mallorca V, 1973

Z okazji 25 - lecia działalności Fundacji Pilar i Joan Miro otwarto wystawę dzieł artysty, której plakat pokazuję poniżej.


Znalazłam na tej ekspozycji kilka ciekawych obrazów przygotowanych w innej technice niż tej, do której przyzwyczaił nas artysta. Zachowują one swoją kolorystykę, ale eksperymentują z płótnem poprzez nacięcia czy rozerwania. Miro ciągle jest wierny kolorom szukając nowych efektów i środków artystycznego wyrazu. Znikają nadruki i charakterystyczne symbole. Obrazy są zdecydowanie bardziej minimalistyczne i oszczędniejsze w formie.

Pintura, 1973

Pintura, 1973

 Pintura, 1970

Zwróciłam uwagę szczególnie na dwa poniższe dzieła. To, co widać wewnątrz otwartych, barwnych przestrzeni to ściana muzeum. Właściwie obrazy stanowią ramy do pustego wnętrza, wypełnionego przypadkową powierzchnią podłoża, na którym jest eksponowany. Oczywiście pojawiają się czerwień, niebieski i żółty - barwy podstawowe. Niewątpliwie oglądając obrazy Miro przychodzi mi na myśl Piet Mondrian i idea neoplastycyzmu, tak popularnego w tym okresie. Ograniczenie kolorystyki i powrót do barw zasadniczych. Jak wcześniej pisałam Miro nie wiązał się z żadnym stylem np. surrealizmem czy dadaizmem, raczej czerpał i inspirował się innymi szukając własnej artystycznej myśli. Funkcjonował poza kierunkami, poza grupami artystycznymi, ale rzecz jasna nie w oderwaniu od twórców.

Pintura, 1973

Pintura, 1973

Femme et oiseaux, 1969

Femme et oiseaux, 1969

Na wystawie pokazano także przykład inspiracji dojrzałego już Joana Miro dziełem innego hiszpańskiego malarza Gascuna. Inspiracja to właściwie kopia obrazu, ale przetworzona przez wyobraźnię Miro.
Uwielbiam tego typu dialogi pomiędzy artystami, pomiędzy czasem i przestrzenią. To doskonały przykład kontynuacji artystycznych idei, czerpania z innych, inspiracji czy po prostu zachwytu nad dziełem kolegi po fachu. I robili to najlepsi, także van Gogh zafascynowany drzeworytami japońskimi i mistrzem Hiroshige.
Tematem pierwowzoru jest taniec baletnic w białych klasycznych sukniach w świetle księżyca nad jeziorem. Chłodna, zimnoniebieska kolorystyka wzbudza niepokój i grozę łagodzoną przez miękkość ruchów dziewcząt. W uszach ( oczywiście w mojej wyobraźni) słyszę muzykę rozchodzącą się po budzącej lęk przestrzeni lasu.

Gascuna, El Lago de los Cisnes, 1940

Miro kopiuje praktycznie obraz, ale wzbogaca go w swoje znaki i symbole. Rzecz jasna chłodną gamę niebieskości łamie barwami podstawowymi. Konary drzew ożywia zielenią. Zimny księżyc zamienia w ciepłe słońce. Obraz otrzymuje dodatkową przestrzeń stworzoną przez nałożoną grafikę

Joan Miro, Ballet romantique, 1974

Nie byłabym sobą, gdybym nie weszła i nie wtrąciła się w ten twórczy dialog. W przestrzeni pomiędzy obrazami pojawiam się ja, w bardzo radosnym nastroju. Stwarzam nową kompozycję zafascynowana obydwoma obrazami. Kontakt ze sztuką zawsze wprawia mnie w bardzo dobry nastrój.
Miro, Gascuna i ja.


A teraz opowieść o ogrodzie - wystawie przy muzeum, a tak naprawdę zintegrowanej części tego znakomitego obiektu. Minimalistyczny, z geometrycznymi formami, ciekawą roślinnością i taflami wody nawiązuje do japońskiej stylistyki. To tutaj w ostrym świetle słońca Majorki podziwiamy rzeźby Joan Miro zdobiące te przepiękną przestrzeń. Architektura ogrodu współpracuje zresztą z wnętrzem muzeum, do którego ogród przylega. Obie przestrzenie oddziaływują na siebie. To doskonały duet.
Zobaczcie zresztą sami.





To także już moja przestrzeń.


Spacer po dalszej części ogrodu.



W tym miejscu pokazuję kontakt z rzeczywistością i realiami, czyli dość obskurnym domem mieszkalnym,.


Na koniec zapraszam Was do pracowni Joana Miro, którą kochał i była dla niego najważniejszym miejscem.
Na wstępie zdjęcie z Joan Miro w pracowni a poniżej artystyczny warsztat dzisiaj. Podoba mi się koncepcja pokazania tego miejsca, jakby Miro miał za chwilę przyjść i zacząć malować. Na balustradzie antresoli wiszą nawet jego spodnie, w których pracował.




I oczywiście ulubione i tak charakterystyczne kolory dla artysty. Czy czujecie ten upał i blask słońca?


Żegnam się z Joanem Miro w miejscu, z którego rozpościerał się cudowny widok na zatokę. Mój Boże! Dech zapiera w piersiach. Też tak chcę. Będę żyła wiecznie!
Czas na kawę.


Chciałabym tu wrócić. To magiczne miejsce ocalone przez artystę dzięki decyzji o założeniu fundacji  dbającej o spuściznę tego genialnego malarza przed komercyjnym przeznaczeniem domu po jego śmierci. Miro był nie tylko punktualny, solidny i uporządkowany. Pragnął zachować artystyczny charakter i atmosferę tego niezwykłego wzgórza.
Tradycyjnie wypowiadam marzenie. Chcę tu wrócić.....