niedziela, 28 czerwca 2015

Väinö Blomstedt i Francesca (post_31)


Ten obraz pochodzący z 1897 roku należy do tych, obok którego nie mogłam przejść obojętnie wędrując po Muzeum Ateneum w Helsinkach www.ateneum.fi/en, szczególnie, iż tematyka włoska jest mi niezmiernie bliska. A skojarzenie z krajobrazami magicznej i niezmiennie urzekającej Toskanii było odruchowe i natychmiastowe. No i oczywiście intrygujący tytuł płótna "Francesca", kierujący odbiorcę wprost do postaci Franceski da Rimini - nieszczęśliwej kochanki.
Autor dzieła - to mało znany w Polsce malarz Väinö Blomstedt (1871- 1947). Jak wielu innych fińskich artystów z przełomu XIX/XX wieku odbywał szereg podróży, które przyniosły zmiany w jego widzeniu sztuki. Studiował w Academie Julian w Paryżu razem z Peka Halonenem. W stolicy Francji ogromny wpływ wywarły na nim kontakty i spotkania z Paulem Gauguinem, szczególnie  jego teoria mówiąca o tym, że "sztuka rodzi się z pamięci".
Blomstedt przejął się tymi wskazówkami do tego stopnia, że wyjeżdżał za granicę prawie co roku organizując niezliczone podróże po Europie, m.in.Niemczech, Danii, Holandii, Anglii, Hiszpanii czy oczywiście Włoszech.To właśnie w Italii odnalazł nowe kolor niebiesko-zielony, który zastosował w swoich obrazach.
Nowe doświadczenia skierowały jego twórczość w stronę symbolizmu. Kluczowym elementem jego obrazów staje się woda, która jak twierdził, jest w ludzkim umyśle jak lustro. Łączył wodę z przemijaniem, upływem czasu. 
Dlatego też odnajdujemy na jego płótnach tyle różnorodnych scenerii zawierających motyw wody: rzeki, jeziora, wybrzeża czy porty (te ostatnie były przedmiotem jego fascynacji). Obraz "Francesca"  także potwierdza tę teorię. To w lustrze turkusowej wody odbijają  się cyprysy i kręte sosny.


Tego dzieła nie mógł stworzyć ktoś, kto nie zetknął się z toskańskimi pejzażami, z włoską sztuką i architekturą. Ktoś, kto nie poczuł uroku i zachwycającego piękna fresków ukrytych w maleńkich urokliwych kościołach.  Ale jednocześnie zachowana została "fińskość" artysty, tożsamość ze swoją tradycją i kulturą . Dla mnie niebywałą siłą obrazu "Francesca"  jest symbioza dwu odmiennych stylistyk prowadząca do stworzenia nowej jakości.
Blomstedt wybiera na bohaterkę obrazu postać Franceski kojarzonej z Francescą da Rimini - nieszczęsną kochanką utrwaloną przez Dantego w "Boskiej komedii". Poeta umieszcza w drugim kręgu piekielnym oboje kochanków  - Franceskę i Paolo jako tych, którzy zgrzeszyli zbytnią zmysłowością, ulegli pokusie pożądania. Dante dokonuje ich surowej oceny. Historia nieszczęśliwej miłości doczekała się wielu odniesień w literaturze, muzyce i oczywiście sztuce. Temat tak uniwersalny, funkcjonujący poza czasem i kulturą, że sięga po niego nader wielu twórców. Blomstedt także.
"Francesca" nazywana przeze mnie "Dziewczyną z makiem" pokazana została przez malarza jako młoda, atrakcyjna, o nieco tajemniczej urodzie młoda kobieta o rudych, delikatnie splecionych włosach  ozdobionych jedynie łańcuchem pereł. Wzrok ma spuszczony na dół, spogląda na kwiat maku, który trzyma w delikatnej, pięknie ułożonej dłoni. Dlaczego mak? Czy symbolizuje on wieczny sen, zapomnienie? Czy Francesca żałuje tego, co uczyniła? Z obrazu emanuje spokój, cisza, nie wyczuwa się napięcia. A może Francesca chce powiedzieć, że ma świadomość grzechu, ale jednocześnie czuje się usprawiedliwiona miłością , uczuciem, olśnieniem , jakiego doznała? Może mówi - wielka miłość jest warta grzechu i zapomnienia, nawet przedwczesnej śmierci i każdy z nas może być nią dotknięty bez względu na czas, w którym żyjesz. Dzisiaj nie wiesz, jak postąpisz w takiej chwili. Nie oceniaj mnie więc zbyt szybko...
To zamyślenie, refleksje Franceski pokazuje Blomstedt na tle cudownego krajobrazu z toskańskimi cyprysami i fińskimi sosnami, tak charakterystycznymi dla obrazów takich twórców jak: Akseli Gallen-Kallela, Peka Halonen czy Albert Edelfelt.


Blomstedt mimo fascynacji kulturą Włoch w swoim dziele nie wprowadza w pełni ani kolorystyki, ani światła charakterystycznego dla sztuki włoskiej ( przynajmniej w tym obrazie). Pozostaje wierny stonowanym kolorom, bliskim naturze, sztuki Północy. I za to go bardzo cenię.
Tych, którzy chcieliby obejrzeć inne dzieła Blomstedta odsyłam do www.artnet.com/artists/v%C3%A4in%C3%B6-alfred-blomstedt/past-auction-results

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Caravaggio i jego wizja Św.Franciszka (post_30)


No tak... Musiało wreszcie do tego dojść. Nie pisałam o nim dość długo, ale Caravaggio to artysta fascynujący mnie od wielu lat. Oczywiście znajduję się w nieogarnionym gronie jego wielbicieli "tropiących" liczne obrazy po muzeach i wystawach. Możecie mi wierzyć albo nie, ale wciąż dzieła tego niepokornego twórcy przyciągają szeroką publiczność.
Moją opowieść rozpocznę od mniej znanego płótna, jakim jest "Św.Franciszek w medytacji " ( "San Francesco in meditazione" 1604-1606) eksponowanego na co dzień w  Museo Civico Ala Ponzone w Cremonie musei.comune.cremona.it/
Cremona to nieduże, ale nader urokliwe miasto położone nad rzeką Pad w rejonie Lombardia. Kojarzone przede wszystkim ze skrzypcami i ich twórcą Antonio Stradivarim. To jedno z tych włoskich miast, w których chciałoby się zamieszkać od razu...
Kiedy zobaczyłam obraz "Św.Franciszek w medytacji " na wystawie w styczniu tego roku  "Da Guercino a Caravaggio" w Rzymie w Palazzo Barberini, od razu skojarzyłam go ze Św.Franciszkiem El Greco z Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach. Łączy je postać, mimo upływu czasu ciągle fascynującą, rewolucjonisty z Asyżu, ale w zupełnie odmiennej artystycznej wizji. U El Greco widzimy odrealnionego Św.Franciszka w mistycznym uniesieniu. A jak interpretuje fenomen świętego  - Caravaggio?
Trzeba od razu podkreślić, że Michelangelo Merisi sięgał do postaci świętego wiele razy, podobnie jak El Greco. Podobieństwo widzimy w wykorzystaniu takiego symbolu, jakim jest czaszka umiejscowiona w lewych dolnym rogu obrazu...


Tu u El Greco...

Caravaggio pokazuje jednak św.Franciszka bliższego człowiekowi, mimo intensywnego wpatrywania się w krzyż. Sama jego postać może przypominać kogoś bliskiego, kogoś znanego. Święty przedstawiony w pozycji klęczącej, z przechyloną głową opartą na złączonych dłoniach - wydaje się być w głębokim zamyśleniu, medytacji. O jego skupieniu, wyłączeniu z rzeczywistości świadczą  liczne, głębokie, wyraziste zmarszczki pokrywające jego czoło czy  bruzdy policzków. Wydaje się być smutny, może bardziej zatroskany, zaniepokojony. Jego wzrok skierowany jest na krucyfiks oparty na księdze.
Św.Franciszek widzi więcej - to pewne,  czuje się to od razu, namacalnie. Widz przeżywa jego zamyślenie, jego łączność duchową z Najwyższym.
Przyjęcie postawy klęczącej dowodzi jego ogromnej pokory, afirmacji przeznaczenia.
Caravaggio w swoisty dla siebie sposób stawia Franciszka  na scenę, jak jakiegoś aktora, skupia na nim intensywne światło, uwagę, przede wszystkim na twarzy, dłoniach i kolanie. Wokół panuje ciemność wśród której przebija się delikatnie konar drzewa i liście. Wydaje się taki bliski, taki namacalny, przyciągający... U El Greco jesteśmy świadkami niezwykłości wydarzenia, mistycyzmu, ale jesteśmy w oddali, tu czuwamy przy Franciszku, wydaje nam się, że jesteśmy bliżej niego i bliżej Boga.
Zobaczmy to choć przez chwilę na krótkim filmie z wystawy w Palazzo Barberini, gdzie uderza światło tak widoczne na obrazie, a nie do końca zauważalne na zdjęciach..
www.youtube.com/watch?v=sQGkpCEpX4E


Uwielbiam dialog pomiędzy obrazami, w tym wypadku byłby znakomity!
Warto dodać, że znawcy sztuki mieli wątpliwości, co do autorstwa obrazu, szczególnie Roberto Longhi w 1943r. Ostatecznie potwierdził autentyczność inny znakomity miłośnik i znawca , jakim był Denis Mahon. To on  w 1951 roku uznał "Św. Franciszka w medytacji" za jedno z pierwszych dzieł Caravaggia z jego okresu neapolitańskiego.
A oto obraz w całej okazałości...








niedziela, 14 czerwca 2015

Jak El Greco i jego "Ekstaza św.Franciszka" zawędrowała do Kosowa Lackiego? (post_29)

Przed nami druga, niezwykle fascynująca opowieść z życia obrazu, który jest lokowany przez znawców sztuki na czwartym miejscu w hierarchii ważności dzieł malarstwa obcego w Polsce.
Zastrzegam jednak na wstępie, że  nie do końca odpowiem na ekscytujące badaczy, i nie tylko ich , tytułowe pytanie: jak obraz El Greco dotarł do maleńkiej miejscowości na Podlasiu?
Chyba więcej mamy dzisiaj wątpliwości i hipotez w tej kwestii niż potwierdzonych dokumentami i faktami odpowiedzi.
Moja droga do zobaczenia "Ekstazy" El Greco także należy do dość długich. Mimo że obraz udostępniono publiczności w roku 2004 w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach www.muzeum.siedlce.pl/, ja zetknęłam się z nim dopiero podczas wystawy w Warszawie w ubiegłym roku. Do Siedlec stale było nie po drodze, ale wy nie popełnijcie tego błędu, szczególnie, że w najbliższych latach nie będzie opuszczał siedleckiego muzeum.
Obraz El Greco chciałabym pokazać w kontekście innego dzieła, którego bohaterem jest też św. Franciszek, ale w artystycznej wizji geniusza Caravaggia.  Postać św. Franciszka w dwóch nieco odmiennych ujęciach obydwu twórców zestawię jednak w następnym poście.


 Pochodzący z Krety artysta El Greco, a właściwie Dominikos Theotokopulos, przedstawił  św.Franciszka na moment przed otrzymaniem stygmatów. Rewolucjonista z Asyżu wpatrzony w silnie bijące w jego uduchowioną twarz światło z oczyma wzniesionymi do góry, przyjmuje postawę gotowości i pokory. Jego rozstawione, otwarte ręce , pochylona nieco nienaturalnie wydłużona sylwetka oczekuje znaku, czuje nadchodzącą istotną chwilę swego życia. Św.Franciszek  skupiony na świetle sprawia wrażenie wyciszonego, w jakiś sposób odrealnionego, wyjętego z otaczającej go rzeczywistości. Nad jego głową wiszą poszarpane bladoszare chmury, ale w lewym górnym rogu pojawia się widoczny strumień  tajemniczego światła. Owo  światło o złotawych odcieniu to wpływ szkoły mistrzów malarstwa weneckiego - Tycjana i Tintoretta.
"Ekstaza św.Franciszka" zmusza odbiorcę do medytacji, wyciszenia i refleksji na światem. W pewnym sensie uczestniczymy w tym uniesieniu i odczuwamy mistycyzm bohatera.
Obraz mnie trochę zaskoczył skromną kolorystyką i formą, niż tą z jaką stykałam się do tej pory w dziełach El Greco, ale zdałam sobie sprawę, że ta oszczędność, skromność środków służy podkreśleniu idei św.Franciszka wyrzekającego się wszystkich dóbr materialnych i akceptującego wszystko, co zostało stworzone przez Boga.
Owej kontemplacji bardzo pomagała ekspozycja obrazu przygotowana w Zamku Królewskim w Warszawie. Sala jednego dzieła pomagała w skupieniu i  obserwacji, a możliwość zajęcia siedzącego miejsca przed obrazem ułatwiała rozmyślanie. Żałowałam wtedy też bardzo, że wcześniej nie dotarłam do Siedlec.

     http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekstaza_%C5%9Bwi%C4%99tego_Franciszka#/media/File:Ecstasy_of_Saint_Francis_by_El_Greco_Royal_Castle_in_Warsaw_2014_01.JPG 

El Greco zawędrował również do Krakowa, gdzie pokazano go w Ośrodku Kultury Europejskiej "Europeum"

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekstaza_%C5%9Bwi%C4%99tego_Franciszka#/media/File:Ekstaza%C5%9Aw.Franciszka-ObrazDomenkosaTheotokopoulosa%28ElGreco%29-Wizyta%282015%29-POL,_Krak%C3%B3w.jpg

Trochę było mi przykro po rozmowie z paniami pilnującymi ekspozycji, które opowiadały, że w ciągu tygodnia przychodziło tylko kilka osób, aby obejrzeć obraz.
Zbyt słaba reklama wystawy, zbyt nikła edukacja muzealna? Warszawa to przecież ogromne miasto , stolica.
To pytanie mnie zresztą prześladuje ( chociaż nie zajmuję się propagowaniem sztuki zawodowo) , co powinno się uczynić, aby zainteresowanie Polaków sztuką było zdecydowanie większe??
Może w Krakowie frekwencja  okazała się sukcesem? Tego niestety nie wiem...

Skąd się zatem wziął w maleńkim Kosowie Lackim obraz El Greco, obraz o wyjątkowej wartości?
Opowieść jest fascynująca i wielowątkowa. Wiele w niej przypuszczeń i wątpliwości. Najprawdopodobniej - to najlepsze określenie.
Co jest natomiast faktem i pewnikiem? Mianowicie to, iż dwie młode pracownice Instytutu sztuki Polskiej Polskiej Akademii Nauk, Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska, w 1964 roku przeprowadzają inwentaryzację zabytków w kościele w Kosowie Lackim. W trakcie swojej pracy przechodząc korytarzem na plebanii zastają uchylone drzwi do pokoju proboszcza. Spostrzegają wiszące na ścianie płótno w bardzo złym stanie, brudne, rozdarte, ale przyciągające szczególną uwagę.. Na tyle, że zainteresowały się bardzo obrazem i rozpoczęły własne badania doprowadzające do samego mistrza El Greco.  Odkrycie stało się na tyle istotne, że opublikowały artykuł na ten temat w 1966 roku, który spowodował burzliwą dyskusję wśród historyków  i znawców sztuki. Powątpiewano istotnie w śmiałe tezy młody badaczek. Te jednak, na szczęście, się nie poddały i prowadziły swoje badania. Przełom przyniósł rok 1974, kiedy to odkryto oryginalną sygnaturę "Dominikos Theotokopulos" ukrytą w niebadanej części obrazu przy ramie. Nie było już wątpliwości - to El Greco!!!
Jeden ze stu wizerunków św.Franciszka namalowany przez tego niezwykłego artystę, docenionego tak naprawdę dopiero na przełomie XIX/XX wieku, odnajduje się w Polsce. Tak trafia do kurii, a później do Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach, ale nie jest eksponowany publicznie. Lęk przed odebraniem obrazu przez ówczesne władze komunistyczne był zbyt silny.
Obraz musi czekać do 15 października 2004 roku, aby wreszcie znaleźć należne mu miejsce i cieszyć oko publiczności.
Jak obraz znalazł się w Kosowie Lackim? Funkcjonuje wiele torii. Moim skromnym zdaniem jedna wydaje się najbardziej prawdopodobna i związana jest z postacią księdza Stanisława Szepietowskiego, interesującego się sztuką, kolekcjonera  obrazów i przyjaciela artystów. To on mógł nabyć obraz w 1927 roku w warszawskim antykwariacie dla swego kuzyna księdza Franciszka Dąbrowskiego - proboszcza w parafii w ... Kosowie Lackim. Tak dzieło El Greco najprawdopodobniej trafiło do tej maleńkie podlaskie miejscowości, gdzie po wielu latach badaczki, oczywiści przypadkowo, go odkrywają.
Wspaniałą puentą tej historii jest wspomnienie pani Hanny Sygietyńskiej o swoim odkryciu. Dla niej najpiękniejszym podziękowaniem stały się słowa historyka sztuki ze Lwowa:
"Gratuluję intuicji silniejszej niż promienie podczerwone"
Ja również gratuluję!!
Cieszmy się, że tak wyjątkowe dzieło można oglądać w naszym polskim muzeum....

A następny post będzie poświęcony także artystycznej wizji biedaczyny z Asyżu.
Jak tę niezwykłą postać widział tajemniczy, chodzący własnymi drogami Caravaggio?


P.S. 
28.11.2016r.

Jednak obraz, na szczęście, opuścił pomieszczenia Muzeum Archidiecezjalnego w Siedlcach, aby zyskać nowe oblicze. Został poddany gruntownej konserwacji przez pracowników Muzeum Narodowego w Krakowie. Niedawno można było podziwiać dzieło na specjalnym pokazie. To znakomita informacja dla miłośników sztuki, bo "Ekstaza św. Franciszka" należy do wyjątkowych i fascynujących

http://mnk.pl/fotogalerie/arcydzielo-el-greco 







niedziela, 7 czerwca 2015

Z życia jednego obrazu - "Madonna pod jodłami" Lucasa Cranacha Starszego (post_28)


Ta delikatna i urokliwa twarz młodej kobiety, spoglądającej w dół, obejmującej wzrokiem kogoś dla niej bardzo ważnego - to Matka Boża. W wyobrażeniu artysty, piękna o regularnych rysach  i wysokim czole dziewczyna. Od razu zwraca uwagę przeźroczysta, delikatna woalka przykrywająca jedynie część jej wspaniałych, pofalowanych włosów. To jedna z piękniejszych Madonn, jakie widziałam.
To "Madonna pod jodłami", zwana niekiedy "Madonną wrocławską", datowana na 1510 rok.
Przyznam na wstępie - ten obraz należy do moich ulubionych, obraz , w który widz się może zapatrzeć. Ja  - zapatrzyłam się na pewno.
Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale istnieją dzieła, pozostające głęboko w ludzkim umyśle i ten obraz właśnie taki jest.
A oto nagie Dzieciątko, na które spogląda ze wzruszeniem, czułością i miłością młoda Matka, trzymające w rączkach kiść winogrona, wpatrujące się w matkę. Uderza więź łącząca oboje.
W tle obrazu, w jego górnej lewej części usytuowany jest zameczek na urwisku, pod którym rośnie wysoka, srebrno-biała pochylona brzoza.


Natomiast po prawej stronie Madonny spostrzegamy tytułowe, soczysto-zielone jodły


Dodam jeszcze, iż to jedno z najcenniejszych dzieł w zbiorach polskich muzeów. Według mojego skromnego zdania, nie można nie zobaczyć tak istotnego obrazu.
A gdy wesprę moją zachętę sensacyjną, wręcz kryminalną w jakimś sensie historią życia "Madonny pod jodłami" , może nawet na pograniczu cudu, to liczę, że  w swoich wędrówkach po muzeach, nie pominiecie Wrocławia, gdyż tam ją odnajdziecie www.muzeum.archidiecezja.wroc.pl

Czasami nie zdajemy sobie sprawy, ale z wytworami artystycznych wyobrażeń, związane są mniej lub bardzie niesamowite historie, może niekiedy ciekawsze niż samo dzieło. I taka historia, zasługująca na film, związana jest również  z "Madonną pod jodłami".
Postaram się w skrótowy sposób ją przedstawić.
Obraz został ufundowany przez Joachima Lindlau, będącego członkiem kapituły Katedry św.Jana we Wrocławiu. Zamawia on dzieło osobiście, udając się do pracowni Cranacha. Kiedy "Madonna pod jodłami" trafia do katedry, zostaje umieszczona w kaplicy św. Jana Ewangelisty i trwa tam do końca XIX wieku. Rosnąca świadomość wartości obrazu powoduje, że przeniesiony jest do skarbca.
W latach 20. i 30. można obejrzeć dzieło, ale po wcześniejszym kupnie biletu. Czasy się zmieniają.
Niestety wojna, niepewność powoduje przenoszenie obrazu z miejsca na miejsce, co skutkuje jego poważnym uszkodzeniem.
I wtedy pojawia się główny bohater historii, dawny pracownik Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu - ks. Siegfried Zimmer, któremu zleca się naprawę obrazu. Do pomocy zatrudnia Georga Kupke. W nieporadny sposób tworzą przy okazji kopię obrazu. Sytuacja polityczno-społeczna zmusza najpierw G.Kupke, a później S.Zimmera do opuszczenia terytorium Polski. Ten ostatni jednak wyjeżdża do Niemiec razem z oryginalnym dziełem Lukasa Cranacha Starszego, pozostawiając kopię w Polsce.
Obraz owija w ceratę, na której stawia termos z kawą, a w podróżnym kuferku przemyca złote i srebrne monety. Celnicy znajdują sakiewkę z monetami, rekwirują ją, nie zauważają obrazu. Ks.Zimmer wywozi obraz, czy mówiąc wprost dokonuje jego kradzieży.
Przez dłuższy czas "Madonnę" trzyma w swoim pokoju, nie rozstając się z nią. Dopiero po wyjeździe do Zachodnich Niemiec, sprzedaje nielegalnie obraz antykwariuszowi Franzowi Waldnerowi. Tu rozpoczyna się wędrówka obrazu z rąk do rąk . Niepewna prowieniencja nie ułatwia obrotu obrazem, "parzy" ręce nowych właścicieli.
Natomiast w Polsce w 1961 roku, przy okazji prac konserwatorskich przygotowujących obraz do wykonania kolorowych zdjęć dla firmy francuskiej, wybucha skandal. Polska konserwator - Danuta Stankiewicz,  autorytatywnie stwierdza, że oryginalny obraz zniknął....
Dopiero na początku XXI wieku szwajcarski kolekcjoner przekazuje obraz szwajcarskiemu Kościołowi, zastrzegając jednocześnie ujawnienie swego nazwiska. Szwajcarzy postanawiają oddać Madonnę Archidiecezji Wrocławskiej i w ten sposób w 2012 roku - dzieło tryumfalnie powraca do Polski.
"Madonna pod jodłami" pokonała długą, kręta drogę, aby wrócić do domu...






piątek, 5 czerwca 2015

"The Thinker" i Auguste Rodin - bonjour Paris ! (post_27)




Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem napisania postu o Auguste Rodin (1840-1917) i muzeum, w którym wystawione są jego dzieła www.musee-rodin.fr/.
Mam świadomość, iż ten artysta należy do powszechnie znanych, docenionych za życia i niezwykle popularnych, także współcześnie. Intrygująca biografia, obfitująca w liczne romanse i uniesienia twórcy, a w szczególności dramatyczny związek z nie mniej fascynującą postacią, artystką Camille Claudel, przynosi rzeźbiarzowi stałe zainteresowanie odbiorców.
Ostatnimi czasy zauważyć można zresztą działania zmierzające do przypomnienia twórczości Claudel i podkreślenie znaczenia jej talentu i pomysłowości. Dramatyczność życia rzeźbiarki nie podlega żadnym wątpliwościom...
Jeśli więc będziecie mieć okazję, choć krótkiego pobytu w Paryżu, koniecznie wybierzcie się do jednego z najciekawszych muzeów, jakie zwiedzałam. To oczywiście nader subiektywna opinia, ale 
myślę, że przyznacie mi rację.


Urokliwy budynek muzeum, dawny Hotel Biron, w którym mieszkał i tworzył Auguste Rodin, od razu przypadł mi do gustu. Wspaniały gest artysty przekazującego swoje dzieła i kolekcję sztuki Rządowi Francuskiemu stał się początkiem funkcjonowania tej oazy sztuki. Muzeum Rodina działa już od 1917 roku, czyli niedługo będzie obchodziło stulecie swej działalności.
Do integralnej części muzeum należy niezwykle zadbany ogród, w którym eksponowane są rzeźby Rodina. Uwielbiam ten sposób pokazywania dzieł, w przestrzeni publicznej. Niektórzy autorzy określają Rodina rzeźbiarzem pomnikowym i uważają wręcz, iż świetnie się realizował w tej formie artystycznego wyobrażenia. Potwierdzam te refleksje. Dzieła Rodina rewelacyjnie komponują się z otoczeniem i przyrodą, współgrają ze światłem i porami dnia.
Nie wiem czy pamiętacie, kiedy pisałam o Igorze Mitoraju i o jego koncepcji rzeźby w przestrzeni, teatralności wynikającej ze zmienności  tła, który je otacza. Dotyczy to także rzeźb Rodina w muzealnym ogrodzie... ( oprócz refleksji dotyczącej darmowego dostępu do dziel).

Najbardziej rozpoznawalnym dziełem Rodina jest "Myśliciel" ( "The Thinker" ) pokazany na wstępie.
Rzeźba , która stała się symbolem filozofów, intelektualistów, osób zastanawiających się nad ludzkim życiem. Poza siedzącego, nagiego człowieka, podtrzymującego twarz ręką przypomina w pewien sposób postaci Michała Anioła, którego rysunki Rodin szczególnie sobie upodobał i się nimi zachwycał. Odczuwalne jest napięcie postaci, co wynika z naprężenia ciała. Wyczuwa się jakiś ból, ciężar myśli. Rzeźba na pewno przykuwa uwagę.
Istnieje dwadzieścia odlewów "Myśliciela" rozsianych po przestrzeniach na całym świecie. Powstał nawet  "The Thinker projekt", którego celem jest badanie losów tych odlewów www.penseur.org/
Bardzo ciekawe.

Innym dziełem artysty jest "Brama piekieł"

Zwróćcie uwagę na górną część tej kompozycji.



W jej centralnym miejscu siedzi oczywiście myśliciel spoglądający na to, co dzieje się poniżej przy wejściu do piekła. Sam motyw bramy zaczerpnięty został z "Boskiej komedii" Dantego. Ileż się na tej bramie dzieje! Wielość postaci w konwulsyjnych ruchach i układach, kłębiących się , nachodzących na siebie. Nie wiemy czy chcą się wydostać czy są wciągane w otchłań piekielnych czeluści. Brama trochę przeraża swą ekspresją i emocjami, jakie wywołuje. Wrażenia łagodzi przestrzeń zielonego ogrodu, ona daje oddech...
"Brama piekieł", nad którą Rodin pracował aż trzydzieści dwa lata doczekała się aż czterech kopii na trzech kontynentach.

A oto inne wybrane przeze mnie rzeźby Rodina, wśród których spaceruje się alejkami ogrodu. Przy pięknej, słonecznej pogodzie wrażenia niezapomniane...




Bohaterowie Rodina przedstawieni zostali w pozach pełnych napięcia, wyczuwalnej energii i ruchu. Ekspresja w czystej postaci. Nie za bardzo rozumiem określaniem Rodina mianem impresjonisty. Chropowatość materii burzy spokój i ciszę. Odnosi się wrażenie, jakby miało się coś za chwilę wydarzyć. Do legendy przeszły "męki" modeli Rodina pozujących godzinami w pełnych napięciu. Na pewno nie było to proste.

Jak już wspomniałam dzieła Rodina rozsiane są po świecie. Podczas moich skromnych wędrówek po muzeach, miałam okazję się z nimi spotkać i za każdym razem podziwiam kunszt i mistrzostwo tego znakomitego artysty...


     Galleria Nationale d'arte Moderna e Contemporanea - Rzym  www.gnam.beniculturali.it/

                                          
                                           Musei Vaticani - Rzym www.museivaticani.va/

                                          Ateneum - Helsinki www.ateneum.fi/

Nie mogę pominąć skromnego, ale jednak gipsowego odlewu "Myśliciela" w Muzeum Narodowym w Poznaniu (zdjęcie zrobione w czasie wystawy dzieł przywiezionych z muzeum we włoskim Bergamo) www.mnp.art.pl/
 
Rzecz jasna, iż pokazałam jedynie namiastkę twórczości genialnego rzeźbiarza. Nie wspomniałam o wielu innych, rewelacyjnych rzeźbach czy tysiącach rysunków, jakie pozostawił po sobie.
Może i wy odwiedzając różnorodne zakątki w czasie wakacyjnych podróży, natkniecie się na jakieś interesujące dzieło tego artysty.
Tego wam życzę...