poniedziałek, 20 czerwca 2016

Carskie Sioło, czyli Wersal Północy (post_69)


Ostatnie wspomnienie Ermitaża, muzeum zwiedzanego w takim pośpiechu, pozostawiającego po sobie ten wielki niedosyt kontaktu z ogromem artystycznych wyobrażeń, przypomniało mi intrygującą podróż wiodącą szlakiem krajów nadbałtyckich przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię aż do Rosji i Sankt Petersburga.
Niewątpliwie oprócz bardzo wielu niezwykle ciekawych miejsc, jedno pozostało w mojej pamięci w wyjątkowy sposób. To Carskie Sioło...
Rezydencja carów, tak powszechnie znana, ze względu na odległość, koszty, a także położenie geograficzno-polityczne, trudniejsza do osobistego odwiedzenia.
Niewiele brakowało, aby i nasza grupa czekając pod Złotą Bramą nie weszła do wnętrza Pałacu. Nie wnikając w przyczyny, kto zawinił, czy strona muzeum czy organizatorzy wycieczki, pomylono godziny wejścia i nie wpuszczano nas do obiektu. Nerwową i dość stresującą sytuację uratowała jedna z rosyjskich przewodniczek, która w znany tylko dla siebie sposób, po ponad godzinnym oczekiwaniu, umożliwiła nam wejście. Dziękuję Ci Wiero!
Siedząc pod Złotą Bramą, wziąwszy pod uwagę naszą wschodnią mentalność, nie opuszczała mnie wiara w to, że nieporozumienie zostanie wyjaśnione. W radosnym nastroju oczekiwałam na wejście mimo niesprzyjającej czerwcowej aury. Jak mówią tubylcy, prawdziwa mieszkanka Petersburga ma zawsze ze sobą parasol, sweterek i strój kąpielowy. Dużo w tym prawdy...
 

Tak się zresztą stało i przekroczyliśmy próg Wersalu Północy, bo to określenie przyszło mi od razu na myśl, co potwierdził także czas spędzony wewnątrz rezydencji.
To jedno z moich ulubionych ujęć Carskiego Sioła. Stąd rozpościera się wspaniała panorama majestatycznego pałacu, zapowiedź wspaniałego jego poznawania.


Każdy przyjeżdżając do Carskiego Sioła, przywozi ze sobą swoje dotychczasowe doświadczenia, przeżycia i emocje z innych podróży. Przyjeżdża z jakimś wyobrażeniem tego szczególnego miejsca, ale chyba każdego Carskie Sioło zaskakuje i może nawet przytłoczyć swym ogromem, kolorystyką czy bogactwem. 
Zapraszam Was zatem na spacer po carskich komnatach, pamiętających odległe czasy świetności, rozwoju, jak i niedawne czasy upadku, zniszczenia i tragedii ostatniej carskiej rodziny.
Historia tej podmiejskiej rezydencji sięga roku 1710. To wtedy przyszła żona cara Piotra I -  Katarzyna Aleksiejewna otrzymuje w prezencie ślubnym Saari Mojs - niewielką zagrodę nazwaną Carskim Siołem. Funkcje reprezentacyjne natomiast przeznaczyła temu miejscu cesarzowa Elżbieta Piotrowna, która podejmuje także decyzję o potężnej rozbudowie. Rozległe plany wciela w życie znakomity architekt B.F.Rastrelli. Powstaje w tym okresie ogromny gmach Pałacu Jekaterynińskiego, tak silnie utrwalającego się w ludzkiej pamięci.





Turkusowa fasada, przeplatana białymi kolumnami i ramami okien pozostawia niezatarte wrażenie. Figury masywnych atlantów podtrzymujących stiuki dodają fasadzie ciężkiego, ale także wyjątkowego charakteru. Pozłacane kopuły cerkwi Zmartwychwstania Chrystusa i niegdyś złocona gipsowa sztukateria bogato zdobiąca ściany wzbudzają powszechny zachwyt. Pałac miał szokować i zadziwiać, udowadniać wielkość i carską potęgę. Zadziwia do dzisiaj. Także mnie, choć nie daje mi spokoju refleksja, że to co widzę, to jednak już współczesne odtworzenie czy wyobrażenie carskiej przeszłości. Trzeba mieć świadomość ogromu zniszczeń i dewastacji, jakie dotknęły ten obiekt po roku 1917, a następnie w czasie II wojny światowej.
Ciekawość jest ogromna, więc posłusznie ubieram ochraniacze na buty, w których można zwiedzać wnętrza muzeum. Przypominam sobie flauszowe kapcie w polskich muzeach i ile emocji wzbudziły one wśród włoskich turystów odwiedzających wiele lat temu "stare" muzeum Jana Pawła II w Wadowicach...


Intronizacja Katarzyny II  (1729-1796) zapoczątkowała nowy okres w historii Carskiego Sioła. Dokonano wielu istotnych zmian w rozkładzie pałacu, jak i jego otoczeniu. Urządzono malowniczy park w stylu angielskim, dokonano zmiany kształtu Wielkiego Jeziora oraz wzniesiono takie budowle parkowe jak Chiński Teatr, Chińska Wieś czy Wielki Kaprys. Zatrudniano najlepszych architektów czuwających nad dalszą rozbudową, przebudową i wystrojem wnętrz. Za czasów Katarzyny II powstała Galeria Camerona, w której organizowano muzyczne i teatralne przedstawienia, oczywiście koncerty.
Każdy kolejny władca i zarazem mieszkaniec Carskiego Sioła pozostawiał po sobie kolejne zmiany, udogodnienia wynikające z jego osobistych zainteresowań czy upodobań. Wszystkich właścicieli łączyła miłość i przywiązanie do tego miejsca, którego poświęcali wiele uwagi i nie szczędzili środków finansowych, aby wbogacać i upiększać pałacowe wnętrza.
Ale to dopiero cesarz Mikołaj II (1868-1918) zamieszkał w rezydencji na stałe, wspólnie ze swoją małżonką Alicją Hesseńską (przyszłą cesarzową Aleksandrą Fiodorowną). To tutaj cesarska rodzina prowadziła swoje szczęśliwe życie rodzinne, aż do tragicznego i brutalnego roku 1917, kiedy małżonków wraz z pięciorgiem dzieci wywieziono na Ural, następnie rozstrzelano. O tych trudnych i dramatycznych kartach historii Carskiego Sioła musimy pamiętać podczas zwiedzania.
Oczywiście dokonałam tylko pewnego wyboru zdjęć, pokazujących wspaniale odnowione wnętrza pałacowych komnat.
Zacznę od Wielkiej Sali powstałej w latach 50.XVIII wieku, której twórcą jest wspominany już przeze mnie architekt B.F.Rastrelli. Pierwsze skojarzenie - to Sala Lustrzana w Wersalu.


Wyjątkowej uwagi wymagają obfite dekoracje sklepienia, ścian czy okiennych futryn. Zachwycające są także kryształowe lustra ukryte wśród skomplikowanych, barokowych ozdób umiejscowione pomiędzy jasnymi, ogromnymi oknami w tzw. międzyokniach. Złoto, złoto i jeszcze raz złoto. To król pośród gamy barw wykorzystywanej do ozdabiania pałacowych sal. Wystrój miał oszałamiać i oszałamia. Nie dziwię się, że chcemy uwiecznić swój pobyt tutaj na licznych fotografiach, szczególnie wykonanych w lustrzanych odbiciach.  

W Wielkiej Sali, choć nie tylko, zaczynamy rozumieć sens ochraniaczy na buty. Przepiękne, drewniane podłogi o złożonych i oryginalnych wzorach stanowiące również ozdobę komnat niewątpliwie wymagają ochrony przed zniszczeniem.




Jedna z wielu jadalni przeznaczonych dla gości. Zauważa się od razu charakterystyczne dla wielu pomieszczeń biało-błękitne piece.



Kolory ciągle zaskakują, ale złota, bogata ornamentyka towarzyszy nam stale. Przyzwyczajamy wzrok do jej blasku, złożoności i ciepła. Poniżej jedna z sal reprezentacyjnych, w której króluje uwielbiany tu turkus.


W mojej pamięci pozostają niezwykłej urody reprezentacyjne marmurowe, białe schody Pałacu Katarzyńskiego z 1860 roku, których twórcą jest I. Monighetti. Odbijająca się czerwień materiałowych rolet i chodników na tle wszechobecnej bieli tego pomieszczenia, robi niesamowite wrażenie. Liczne zdobienia, draperie i dekoracje ścian, okien czy poręczy tworzą niepowtarzalny klimat. Do tego kompozycje z chińskim wazami i półmiskami ukryte pośród białych boazerii. Jako miłośniczka czerwieni, podziwiam ten architektoniczny pomysł, kompozycję i wyposażenie. Nie mogę napatrzeć się na różnorodność i wielowymiarowość bieli.





A to już Galeria Obrazów powstała w latach 50. XVIII wieku. Pomysłodawca to rzecz jasna znany nam B.F.Rastrelli. Nie znajdziemy tu znanych płócień. Na uwagę zasługują jednak dzieła holenderskich i flamandzkich mistrzów, wśród nich Jana Boota, Adriada van Ostade czy Davida Teniersa. Nie do końca przekonuje mnie ten sposób prezentowania malarskich kolekcji, jakby ułożonych na miarę, zespolonych ze sobą, trochę uwięzionych. Nie mogę skupić się na konkretnym obrazie. Brakuje mi ich indywidualności. Nie mniej, doceniam tę ideę. 
Wilgotny, chłodny klimat okolic Petersburga zmusza architektów do instalowania pieców, także pośród obrazów.



Oczywiście w ekskluzywnym wyposażeniu pałacu nie może zabraknąć wspaniałych zastaw, stanowiących ozdobę każdego ważnego spotkania czy uroczystości. Tutaj także dominuje kolor, przepych i rzecz jasna złoto. Nie muszę dodawać, że kolekcje powstawały na zamówienie w najlepszych, europejskich wytwórniach porcelany



Zajrzyjmy do Reprezentacyjnego (Marmurowego) gabinetu Aleksandra I , urządzonego w latach 20, XIX wieku przez architekta W.Stasowa. Tym razem króluje zieleń malachitu, tak uwielbianego w Rosji, także w cerkwiach. Kolor dostojeństwa, pewności i bogactwa. 




Łagodniejszy odcień zieleni odnajdziemy w Jadalni, zwanej Zieloną, pochodzącej z lat 80 XVIII wieku, której autorem jest K.Cameron. Niezwykłej urody ozdoby, stiuki i boazerie, wyrafinowane i delikatne zarazem, tworzą ciepło i kameralność tego wnętrza.



Innych cudownych komnat znajdziemy jeszcze sporo. Oczy powoli męczą się bogactwem i przepychem. Wzrok mimowolnie szuka odpoczynku. Odnajduje go w widokach z pałacowych okien, a później w kojącej zieleni ogrodu.




Nie zobaczyliśmy wszystkiego, co ukryte jest w Carskim Siole. To dobrze. Tak ogromny obiekt wymaga zdystansowania i ponownego zobaczenia.
Kiedy los znów zagna mnie na Północ, do Sankt Petersburga? Nie wiem. Może nigdy, ale jeśli będzie szansa, by tu wrócić, nie będę się wahać ani chwili.
Nasze cudowne przewodniczki, dwie Wiery radziły nam, aby przyjechać do nich w listopadzie, kiedy miasto odwiedza zdecydowanie mniej turystów, a muzea są pustawe. Może wtedy wreszcie powłóczę się swoim rytmem po Ermitażu, bez pospiechu, tłoku i chaosu. A naprawdę jest co oglądać...

sobota, 11 czerwca 2016

Taniec i Henri Matisse (post_68)

                                        Taniec, Ermitaż ( Hermitage Museum), 1910, Sankt Petersburg

Henri Matisse (1869 - 1954) to malarz, do którego ciągle powracam, nieustannie oglądam fascynujące mnie obrazy i dokonuję kolejnych odkryć. Niewątpliwie ten artysta wywołuje we mnie wiele emocji i doznań. Moje osobiste zainteresowanie jego twórczością stale się pogłębia. Stąd dzisiejszy powrót do jego najsłynniejszego obrazu "Taniec", pokazywanego przeze mnie przy okazji wspomnień o cudownej wystawie w Scuderie del Quirinale w Rzymie, którą miałam szansę podziwiać i już opisać http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/05/matisse-i-jego-arabeski.html
Obraz znajduje się w zbiorach rosyjskiego Ermitażu ( Hermitage Museum)  w Sankt Petersburgu i niestety nie należy do łatwo dostępnych. W tej kwestii jestem szczęściarą, gdyż uzależnienie od podróży  i  sztuki zaprowadziło mnie w 2010 roku do tego niezwykłego miasta, zaznaczam - miasta pełnego kontrastów. Ermitaż - to był mój główny cel, osiągnięty, choć pozostał ogromny niedosyt. Gdybym zwiedzała muzeum na własną rękę, na  pewno poświęciłabym na to zdecydowanie więcej czasu, ale grupa wymusza inną organizację i tempo. Zatrzymanie się, skoncentrowanie dłużej na jakimś obrazie ( moje swoiste wyłączenie się z rzeczywistości), o mały włos nie doprowadziło mnie do zgubienia ( co wśród tych setek turystów i niezliczonych sal było rzeczą banalnie prostą). Ale czujne koleżeństwo spostrzegło szybciej mój brak, zanim ja zauważyłam swe osamotnienie...

Powstanie "Tańca" wiąże się z zamówieniem rosyjskiego, bogatego przemysłowca, także kolekcjonera Siergieja  Szczukina. Chciał on udekorować w swoim moskiewskim pałacu klatkę schodową i zlecił artyście przygotowanie trzech, pokaźnych rozmiarów dzieł. Szczukin wspierał Matisse'a zdecydowanie wcześniej niż zyskał on renomę i  uznanie w swojej ojczystej Francji. Powstał w ten sposób najpierw obraz  zatytułowany "Taniec I", różniący się nieco od pokazywanego przeze mnie na wstępie.

 File:La danse (I) by Matisse.jpg
            Muzeum Sztuki Nowoczesnej  (Museum of Modern Art),1909  (wik.org.)

Na obrazie widać nagie postaci uchwycone w jakimś radosnym, spontanicznym i rytmicznym tańcu przynoszącym przyjemność i zadowolenie. Tworzą krąg, trzymając się za ręce. Wyczuwamy ich ruch, dynamikę i ekspresję oraz oddanie się chwili. Zarysowane, wiotkie i delikatne sylwetki sprawiają wrażenie, jakby unosiły się w powietrzu, wprowadzane w swoisty trans. Zielono-niebieskie, dość płaskie tło potęguje wielkość postaci, zwraca na nich szczególniejszą uwagę. Spostrzegawczy odbiorca zauważy jednak, iż krąg nie jest zamknięty, dłonie dwóch osób nie stykają się, pozostawiając przestrzeń. Czy to zachęta, aby wejść do kręgu, oddać się zabawie i żywiołowości?
Uważa się, że to jedynie studium, szkic do właściwego obrazu, ale chyba nie do końca. Motyw tańca, wykorzystywany przez artystów od zawsze, intrygował również i Matisse'a od początku twórczej drogi. Myślę, że w pewien sposób przygotowywał się do podjęcia tematu tanecznego kręgu, o czym świadczy kilka obrazów powstałych w tym okresie.
Już w innym słynnym dziele Matisse'a zatytułowanym "Radość życia" powstałym w latach 1905-06 zauważyć można, pośród oddających się rozkoszom ludzkiego istnienia postaciom w idealnym świecie, krąg sześciorga tancerzy ( w centralnej części obrazu). Artysta wprowadza swoich bohaterów w trans przyjemności i żywiołowości życia. Również i tu nie domyka kręgu, pozostawiając możliwość wejścia do wewnątrz.

 File:Bonheur Matisse.jpg
                              "Le Bonheur de vivre", 1905-06, Barnes Foudation  (wik.org.)

Czy pamiętacie kopię tego obrazu wiszącą w artystycznym Salonie de Fleurus prowadzonym przez Gertrudę Stein wspierającą karierę Matisse'a i Picassa? http://rennewmuzeum.blogspot.com/2016/04/salon-de-fleurus-czyli-wystawa.html
W pozostałych, wybranych przeze mnie obrazach, bohaterowie przyszłego tanecznego kręgu, przygotowują się do rytuału tańca, tak charakterystycznego dla ludów pierwotnych, którymi zachwycali się fowiści, w tym oczywiście i Henri Matisse.

File:Bathers with a turtle.jpg
 Kąpiące się z żółwiem (Bathers with a Turtle)1908, Saint Louis Art Museum (wik.org)

 https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/c/c6/Matisse_-_Game_of_Bowls.jpg 
      Gra w kule ( Game of Bowls), 1908, Ermitaż, Sankt Petersburg (wik.org.)

Jeśli dobrze odczytuję intencje artysty, to podzielił swoich przyszłych bohaterów według płci. Kobiety oddają się rytuałowi kąpieli, oczyszczenia, przygotowania do spotkania, a mężczyźni - poświęcają czas zabawie, grze w oczekiwaniu na taniec. Oba obrazy łączy zielono-niebieskie tło na którym pokazani są uczestnicy ceremonii. Nie można jednoznacznie odszyfrować symboliki kolorów. Czy zielony wskazuje na naturę, przyrodę, a niebieski to woda, a może niebo?

Warto zwrócić uwagę jeszcze na kolejny obraz artysty pochodzący z 1909 roku, który doskonale koresponduje z cyklem wcześniejszych obrazów i wskazuje na fascynację Matisse'a motywem tańca.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/79/Henri_Matisse%2C_1909%2C_Still_Life_with_Dance%2C_oil_on_canvas%2C_89.5_x_117.5_cm%2C_Hermitage_Museum%2C_Saint_Petersburg.jpg
 "Martwa natura z tańcem" ( Still life with Dance), 1909, Ermitaż, Sankt Petersburg  (wik.org)

Obraz będący pierwszą wersją "Tańca" wykorzystany jest jako element wnętrza przestrzeni mieszkalnej. Wypełnia ścianę, ale artysta pokazuje jedynie fragment dzieła. Spostrzegam od razu otwarty krąg tancerzy. Na pierwszym planie znajduje się, pokryty ozdobną tkaniną stół (to jakby zapowiedź słynnych arabesek), na którym widnieją przedmioty codziennego użytku. To z kolei zapowiedź przyszłych tematów artysty, tak dla niego charakterystycznych. Można zadać sobie pytanie. Dlaczego  Henri Matisse wykorzystuje obraz jako element innego dzieła? Czy chce przemycić ideę harmonii i radości życia ? Niewątpliwie obraz  z pełnym żywiołowości tańcem ożywia wnętrze mieszkania, wprowadza witalność i dynamikę.

I tak oto wracamy do punktu wyjścia, czyli to najbardziej znanego, rozpoznawalnego dzieła Matisse'a -  do  wersji "Tańca " z 1910 roku.

File:Matissedance.jpg                                 Ermitaż (Hermitage Museum), Sankt Petersburg,  1910 (wik.org)

Odbiorcę może uderzyć zmiana kolorystyki obrazu ( choć wydaje mi się , że w oryginale jest nieco łagodniejsza niż na powyższym zdjęciu) na bardziej intensywną. Znikają delikatne barwy nagich ciał tancerzy, znikają także ich wiotkie, gibkie ciała. Na obrazie z 1910 roku bohaterowie rytualnego tańca stają się silni, mocni z napiętymi umięśnionymi sylwetkami. Odnosi się wrażenie, że pozostawili ziemię, naturę poniżej, a wznoszą się bardziej ku górze. Czy bliżej nieba?  Ich twarze skupione na dźwiękach muzyki, skoncentrowane na tańcu. Krąg jest znowu otwarty. Zaprasza nas do siebie. A my pragniemy wejść w ten rytm, w ten beztroski świat poza czasem, oddać się przyjemności bycia razem we wspólnym istnieniu. Poczuć emocje i spełnienie. Czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Nie jesteśmy sami. 
Możliwe są oczywiście inne interpretacje, ale pozostawiam je Waszej wyobraźni....
Czy Henri Matisse należy do fascynujących artystów?
Na to pytanie chyba już nie muszę odpowiadać...