środa, 7 października 2015

Portret według Witkacego (post_46)


Jeśli ktoś pomyślał, że nie interesują mnie szczególnie polscy artyści, to muszę go rozczarować. Owszem przyznaję - fascynuje mnie sztuka europejska, w dużym stopniu włoska, ale staram się, na tyle, na ile jest to możliwe, poznawać także rodzimych twórców, zaglądać do pobliskich muzeów i na wystawy. Nierzadko wstaję o świcie w sobotę i jadę do innego miasta, aby podelektować się jakimś ciekawym artystycznym wydarzeniem. Taka krótka podróż, dodaje mi niezwykle dużo energii.
I myślę, a przynajmniej mam taką nadzieję, że w najbliższym czasie wybiorę się do Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku www.muzeum.slupsk.pl
Dlaczego?
To muzeum, chociaż położone poza głównymi szlakami, posiada największą kolekcję prac Witkacego, w tym portretów ( ponad sto), a mnie tam jeszcze niestety nie było.
A właśnie Witkacy, a dokładnie stworzone przez niego portrety, będą bohaterami dzisiejszej opowieści.
Stanisław Ignacy Witkiewicz ( 1885 -1939) to artysta, dramaturg, filozof, teoretyk sztuki, którego specjalnie nie trzeba przedstawiać. To postać wyjątkowa i szczególna w polskiej kulturze. Twórca wszechstronny i niejednoznaczny, i może z tego powodu wciąż fascynujący, wciąż do odkrycia.


Powyżej jeden z jego autoportretów, ten akurat z 1910 r., a więc stosunkowo wczesny, który znajduje się w posiadaniu Muzeum Narodowego w Poznaniu www.mnp.art.pl/
Z obrazu spogląda na widza pewny siebie, o silnej osobowości mężczyzna, przemawiający już samym niezwykle wnikliwym spojrzeniem, wskazującym, iż ma coś ważnego do powiedzenia. 
Oczywiście tworzenie portretów przez Witkacego, to tylko jeden z bardzo wielu obszarów jego działalności artystycznej, ale chyba najbardziej znanych przeciętnemu odbiorcy.
Można ponownie zapytać, dlaczego?
Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Przynajmniej tak mi się wydaje. Witkacy osiągnął w portretach to, co najistotniejsze, swój styl, odrębność, indywidualność - wyróżniające go wśród ogromnej rzeszy artystów. Portrety Witkacego mimo że bardzo zróżnicowane, pamięta się doskonale i rozpoznaje natychmiast. W dość dalekiej przeszłości intrygowały mnie i jednocześnie przerażały. Miałam kłopot, co o nich myśleć, jak je odbierać.
Nie rozumiałam ich, szczególnie tych z serii odrealnionych. Zdecydowanie bliższe mi były realistyczne wizerunki postaci, a artystyczne wyobrażenia znajomych bliższych i dalszych Witkacemu - po prostu "krzyczały". Wtedy nie byłam chyba przygotowana na ich odbiór, choć jeden z pierwszych cudownych malarskich albumów, jakie nabyłam do mojego księgozbioru, to był album z malarstwem Witkacego.
Stykałam się z portretami twórcy "Szewców" jeszcze na wielu wystawach, ale moje zainteresowanie tym artystą osłabło...
Może dwa lata temu, podczas zwiedzania jednej z czasowych wystaw w Muzeum Narodowym we Wrocławiu www.mnwr.art.pl/przez przypadek trafiłam na odnowione poddasze tego obiektu, gdzie otworzono nową ekspozycję współczesnej sztuki polskiej. I tam, oczywiście pomiędzy innym rewelacyjnymi dziełami, zobaczyłam portrety Witkacego...


Doznałam olśnienia i jednocześnie zawstydzenia, że na tak długo zostawiłam tego malarza.
Nie dawał mi już spokoju.
Chcąc, nie chcąc "posypałam głowę popiołem" i wybrałam się do Muzeum Narodowego w Poznaniu, aby dokładniej przyjrzeć się portretom, które są tam pokazywane.

Gwoli przypomnienia wspomnę o stworzonej przez artystę Firmie Portretowej, której działalność została zapisana w formie kodeksu w 1924 roku, przy okazji trwającej wystawy w Salonie Garlińskiego, jak również w postaci dwóch Regulaminów wydanych w 1928 i 1932 roku. Witkacy dokonał w tych artystycznych "aktach prawnych" swoistej klasyfikacji portretów poprzez nadanie im odpowiedników literowych:
- typ A - to portret zbliżony do realistycznego, nazwany przez malarza "wylizanym",
- typ B - nazywany charakterystycznym, ale jeszcze nie karykaturalnym,
- typ B+d - miał podkreślić charakter modela na granicy karykaturalności,
- typ C  - to portrety zbliżone do kompozycji abstrakcyjnych, nazywanych przez Witkacego "Czystą Formą" tworzone przy użyciu narkotyków i alkoholu,
- typ D  - ten sam charakter, co typ C, ale efekty osiągnięte bez środków wspomagających,
- typ E - to portrety o dowolnej interpretacji psychologicznej.

Powyższa klasyfikacja jest zdecydowanie bardziej uszczegółowiona. Dokonałam oczywiście pewnego skrótu. Ale zainteresowanych tą doprawdy intrygującą lekturą, odsyłam do tekstu Regulaminu www.witkacy.hg.pl/firma/regul
Na obrazach znajdziemy oznaczenia literowe, jak również zapisy o rodzajach środków odurzających, które  "wspomagały" jego artystyczne wyobrażenia. Malarz przywiązywał do tych oznaczeń szczególną wagę. Z pewnością dla Witkacego portrety miały odzwierciedlać psychikę człowieka, często odnoszę jednak wrażenie, że przede wszystkim stały się psychologicznym portretem artysty.
Witkacy stworzył ogromną liczbę obrazów, niektóre źródła podają, że powstało ich kilka tysięcy.
My przyjrzymy się niektórym z nich. 

                                   "Portret Edwardy Szmuglarowskiej", 1930 , Muzeum Narodowe w Poznaniu


                                          "Portret Zofii Szumanowej, 1929 Muzeum Narodowe w Poznaniu



                                       "Portret Marii Białynickiej-Birula", 1934 Muzeum Narodowe w Poznaniu

Od razu uderza nas kolorystyka, ostra, wyrazista, narzucająca się odbiorcy. Widać wpływ fowistów, z których twórczością zetknął się podczas pobytu w 1908 roku w Monachium. Artysta koncentruje swoją uwagę na głowie,  nienaturalnie powiększonej. Oczy bohaterów są mocno wyeksponowane i także wyolbrzymione. Głowa jest jakby "wtopiona", może nawet "wchłaniana" przez tło, dość dynamiczne, odgrywające w portretach Witkacego istotną rolę  ( w czym wzorował się częściowo na Gauguinie).
Uderzające jest odprzedmiotowienie postaci, pozbawienie ich indywidualności. Witkacy wprowadza w portrety ruch, dynamizm, ekspresję, ale według mnie przede wszystkim niedookreślony niepokój i nerwowość. 
I ten niepokój, jakąś niepewność odczuwa publiczność, niewątpliwie odczuwam ją osobiście.
Obejrzyjmy dalszy ciąg galerii.

                                         "Portret Neny Stachurskiej", 1929 Muzeum Narodowe w Poznaniu


                                          "Portret Neny Stachurskiej",  Muzeum Narodowe w Poznaniu

 

                                        "Portret pani Żukowskiej", 1929 Muzeum Narodowe w Poznaniu

 Na jednym z portretów pojawia się motyw szponiastych kończyn, interpretowanych przez niektórych badaczy jako "medium niekreślonej ekspresji". Zgadzam się też z teorią, iż portrety Witkacego oddziaływują i przyciągają jako całość, nie umniejszając ich indywidualnych  wartości. Tworzą świat postaci uschematyzowanych, odrealnionych, jakby "wyciągniętych" z rzeczywistości. Nie jesteśmy do końca pewni czy ich emocje, reakcje, spojrzenia, mimika, czasami nawet łzy są prawdziwe i naturalne. Wyczuwalna jest ich sztuczność i przerysowanie. Może artysta nadał jedynie rysy swoich modeli, a tak naprawdę pokazuje zupełnie innych bohaterów, nadając im nowe role. Skojarzenia ze scenicznością i teatralnością stają się nader silne. Należy pamiętać, że Witkacy parał się również dramaturgią. Być może przenosił portretowanych na scenę swoich wyobrażeń, wprowadzając ich w inny wymiar...

Warto także przyjrzeć się obrazom typu C czy nawet D, tym najmocniej złożonym, odrealnionym i wizyjnym.


                                     "Portret Heleny Białynickiej-Birula", 1931 Muzeum Narodowe w Poznaniu



                                "Portret Neny Stachurskiej, zdeformowany", 1929 Muzeum Narodowe w Poznaniu

Niewątpliwie Witkacy tworzył portrety pod wpływem środków odurzających, oznaczając ich rodzaje na dziełach. Mamy tu do czynienia z kompozycjami określanymi mianem Czystej Formy. Artysta dokonuje deformacji postaci, zniekształca twarze, ukrywa je w splątanych ruchach kresek albo w trójwymiarowych przestrzeniach. Prawdziwe twarze zanikają, stają się jedynie pretekstem, a ich miejsce zajmuję rozterki duchowe, lęki, wątpliwości, może nawet strach przed życiem. Świat staje się niebezpieczny, skomplikowany, wielowymiarowy, w jakimś sensie niepewny. To rzeczywistość budząca lęk, może nawet przerażenie osamotnieniem człowieka. Według mnie to przykłady najciekawszych portretów, najmocniej intrygujących, poruszających nasze emocje.

Sztuka portretowa Witkacego może zafascynować, ale wymaga jednak pewnego przygotowania odbiorcy, jakiegoś wprowadzenia. To bardzo nowoczesne i porywające malarstwo.
Dlatego też muzeum w Słupsku trzeba odwiedzić koniecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz