niedziela, 31 lipca 2016

"Mistrzowie na prowincji", czyli scuola bresciana (post_72)


"Brescia. Renesans na północy Włoch Moretto-Savoldo-Moroni. Rafael-Tycjan-Lotto" to wystawa, na którą z niecierpliwością czekałam od kilku miesięcy. Nie jest jednak rzeczą prostą wyrwać się z codzienności i wyruszyć do stolicy, ale dla chcącego, nie ma spraw niemożliwych. Wystarczy wstać dość wcześnie rano w sobotę i wsiąść do pociągu.
Tak uczyniłam tydzień temu i mogłam mieć przyjemność kolejnego kontaktu z włoskim malarstwem, do którego, jak wiecie mam szczególną słabość. Poza tym krótka wyprawa do Warszawy i tak jest zdecydowanie prostsza w organizacji niż podróż do Włoch, więc nie mogło mnie zabraknąć na tym wydarzeniu.
Wystawę otwiera obraz Rafaela z lat 1505-1506, zatytułowany "Błogosławiony", który pokazuję na wstępie. To było dość zaskakujące, nieoczekiwane od razu, aby wejść do sali i zetknąć się nagle z dziełem geniusza renesansu! Obraz wprawdzie niewielkich wymiarów, ale uderzający oczywistą doskonałością i mistrzostwem kompozycji. Nagi Chrystus, o łagodnym i wyciszonym spojrzeniu, okryty jedynie czerwonym płaszczem, wskazuje palcem niebo, kierunek ludzkiej egzystencji. Widz otrzymuje nader przejrzysty i konkretny przekaz, wskazówkę, jak żyć i dokąd zmierzać. Siła i moc Chrystusowych oczu, nie pozwala mieć żadnych wątpliwości celu wyznaczonego przez Stwórcę. Majstersztyk! Takie proste i złożone zarazem.
Obraz Rafaela nie działającego na Północy Włoch, stanowi punkt odniesienia dla twórczości artystów związanych z rejonem Brescii, soczewką, od której mogli się odbić.
Na warszawskiej wystawie mamy szansę podziwiania jeszcze jednego obrazu Rafaela pt."Madonna z dzieciątkiem" z lat 1520-30, będącego wersją tego samego motywu w dziele aktualnie eksponowanym w National Gallery w Londynie.


           Rafael, The Virgin and Child, 1520-230 (Pinacoteca Tosio Martinengo, Brescia)

Przykłady malarstwa włoskiego pochodzą ze zbiorów znakomitej Pinacoteca Tosio Martinengo w Brescia http://www.bresciamusei.com/detgal.asp?n=25&num=8&t=Pinacoteca+Tosio+Martinengo czy Accademia Carrara w Bergamo  http://www.lacarrara.it/, jak również z kolekcji polskich muzeów, które są w posiadaniu pereł renesansowego malarstwa, o czym czasami zapominamy.

Jak zawsze przeżyciem jest dla mnie ujrzenie nieznanego mi obrazu "Matki Boskiej z dzieciątkiem" Giovanniego Belliniego ( 1426?-1516). Tym razem Madonna ubrana w czerwoną suknię ze złożonymi rękoma, pochłonięta modlitwą obserwuje śpiącego małego Jezusa. Z obrazu emanuje cisza i spokój.
Giovanni Bellini, The Virgin and Child, ca. 1470-75 (Fondazione Luciano e Agnese Sorlini Carzago di Calvagese della Riviera)

Kolejnym zaskakującym dziełem jest "Immaculata i Bóg Ojciec" autorstwa Luca Mombello (1518?-1596?). Nie spotkałam się do tej pory z kompozycją ukazującą postać Boga Ojca i Madonny z Dzieciątkiem. Bóg Ojciec w koronie, odziany w bogatą, wytworną szatę, trzymający berło wskazuje palcem na małego Jezusa, jakby chciał powiedzieć "To mój Syn, jemu zawierzcie". Bohaterowie obrazu ukazani zostali na tle nader skomplikowanego krajobrazu, pełnego szczegółów i motywów, zarówno roślinnych, jak i zwierzęcych, także architektonicznych. Ujawnia się niepowtarzalny styl artysty, krytykowanego przez jemu współczesnych za tzw. lęk przed pustką, czyli "horror vakui". Na uwagę zasługuje przepiękna kolorystyka obrazu.


A oto już inny artysta - Lorenzo Lotto (1480?-1557?) w niezwykłej kompozycji "Adoracja Dzieciątka". Uczeń Alvisa Vivariniego, tworzący pod wpływem Belliniego, Correggia czy Rafaela - zapomniany przez prawie trzysta lat i na nowo odkryty w XIX wieku. Na szczęście. To malarz doskonały technicznie i kompozycyjnie, ekspresyjny, wyrazisty. Zauważa się pewną refleksyjność i niepokój w jego stylu, ciągłe poszukiwanie. Może to skutek częstej zmiany miejsc życia i twórczości.
Poniżej scena adoracji przez Marię i Józefa, chroniącego małego Chrystusa, świadomych jego boskości i wyjątkowości.

       Lorenzo Lotto, Adoration of the Child, 1507-1508 (The National Museum in Krakow)

Malarstwo Brescii powstawało w obszarze zderzenia wpływów kultury ekspansywnej potężnej  Wenecji, poszerzającej swe granice aż do Brescii, Bergamo i Cremony oraz oddziaływania Mediolanu i Lombardii z geniuszem Leonarda da Vinci na czele. Artyści czerpali inspiracje ze wszystkich stron, tworc  odrębność reprezentowanego regionu, wyrażaną w swoistym wyrażaniu wierności rzeczywistości oraz doskonałym malarstwie portretowym. I to Brescia stała się swoistym centrum rozwoju sztuki, na tyle istotnym, iż znawcy, w tym Roberto Longhi zaczęli posługiwać się pojęciem "scuola bresciana". Artyści reprezentujący tę grupę to Savoldo, Romanino, Moroni czy Moretto.
Dla mnie odkryciem jest pochodzący i działający w Brescii i okolicach niezmiernie interesujący i intrygujący Alessandro Bonvicino zwany Moretto  (ca.1498-1554). Malarz, prawdopodobnie uczeń Tycjana, pod wpływem szkoły weneckiej, ale także lombardzkiej, wyróżnia się doskonałą techniką i świeżością w tworzeniu sztuki religijnej. 
Do wyjątkowych dzieł można zaliczyć obraz, pokazywany poniżej, zatytułowany "Chrystus z narzędziami męki i aniołem" z 1550 roku. Uderza  w nim postać siedzącego na schodach, zbolałego Chrystusa z przechyloną w dól głową. Spogląda na leżący u jego stóp krzyż. Adoruje go, kontempluje. Jest poza rzeczywistością, czuje ciężar tego, co się już wydarzyło. Czuję dyskomfort, niezręczność, jakbym podglądała czyjeś cierpienie. Anioł patrzy również w stronę krzyża, czuwa przy Chrystusie z szatą w rękach, jakbym chciał go otulić, dać poczucie bezpieczeństwa i pewności. Jest możliwie najbliżej. 
Przejmujący obraz, wzbudzający emocje, zmuszający do refleksji i przemyśleń. 


Moretto podjął także fascynujący artystów motyw zwiastowania w obrazie z 1535 roku. Od razu uderza piękna, ciepła kolorystyka. Anioł z lilią w dłoni, z podniesioną reką wyznaje Maryi swą misję. Ona z ręką na piersiach, przyjmuje Boże przesłanie z pokorą i namaszczeniem. Nad obojgiem unosi się obłok z symbolem Ducha Świętego. Za oknem, w tle dostrzegamy krajobraz charakterystyczny dla regionu środkowych Włoch.


Nie byłam zaskoczona widokiem obrazu, który doskonale znam i jest mi wyjątkowy bliski. To "Gra w szachy" autorstwa niezwykłej malarki Sofonisby Anguissola (1532-1625), dzieło na co dzień zdobiące galerię malarstwa w Muzeum Narodowym w Poznaniu, systematycznie wypożyczane na polskie i europejskie wystawy. Spodziewałam się więc zobaczyć ten obraz na wystawie, także tutaj. Przyznam jednak, że kuratorzy tak doskonale wyeksponowali dzieło,  iż wydało mi się jeszcze ciekawsze niż zazwyczaj.


Wielką radością było dla mnie zobaczenie innych obrazów tej autorki, oczywiście portretów, szczególnie "Autoportretu przy sztaludze" pochodzącego z 1556 roku ( Muzeum w Zamku w Łańcucie). To znakomite płótno odzwierciedla nam młodą, wyważoną malarkę przy pracy. Skupiona, skoncentrowana, pewnie, ale bez zarozumiałości, spogląda na widza mówiąc mu, że pokonuje tyle trudności jako kobieta, by móc zajmować się malarstwem. W ówczesnych czasach niewiele kobiet malowało i osiągało jednocześnie sukcesy. O tym należy zawsze pamiętać.


Giovanni Battista Moroni (1520?-1578) to artysta, który zwrócił już moją uwagę w Pinacoteca di Brera w Mediolanie jako bardzo dobry portrecista. Na wystawie przekonałam się jednak, że to zbyt skromne określenie. Moroni należy do doskonałych i wyjątkowych autorów portretów. Jego talent i umiejętności dostrzegł nawet sam Tycjan i jak podają źródła "podrzucał" mu klientów, nie mogąc zrealizować zamówień. Moroni portretował głównie mężczyzn, zwykle w pozycji stojącej do kolan, wydobywając wnikliwie osobowość, ale również odzwierciedlić to, czym się zajmują. Dostrzegał na swoich portretach nie tylko ludzi wysoko urodzonych, zajmujących istotną pozycję w społeczeństwie, ale także wykonujących zwykłe czynności, np. krawiectwo. Jego "Portret krawca" to dzieło wybitne i wyjątkowe, które współcześnie można podziwiać w londyńskiej National Gallery. U "takiego" krawca każdy z nas pragnąłby uszyć sobie ubranie. Z malowaniem kobiet nie szło mu już tak dobrze. Jego bohaterowie patrzą wprost na widza, może z lekką nieśmiałością, ale jednocześnie zachętą. Niewątpliwie skupiają na sobie uwagę. Poniżej przedstawiam dwa portrety prezentowane na wystawie.

Giovanni Battista Moroni, Portrait of Gian Gerolamo Grumelli, 1560 ( Lucretio Moroni Collection, Fondazione Museo di Palazzo Moroni, Bergamo)

Giovanni Battista Moroni, Portrait of a Gentleman, 1560 ( Pinacoteca Tosio Martinengo, Brescia)

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie można także zetknąć się z obrazami reprezentującymi styl kultury  "villeggiatury", rozwijanej szczególnie w posiadłościach i wiejskich rezydencjach. Wyznaczył on również motywy dla artystycznych wyobrażeń w malarstwie. Należały do nich idylliczne światy wypełnione rajskimi krajobrazami szczęśliwości i radości życia. Królowała w nich bogini miłości Wenus, oczywiście ujawniająca i  podkreślająca piękno swego nagiego ciała. Nie można zapomnieć, że nagość fascynowała i inspirowała renesansowych twórców, na czele z Michałem Aniołem. Mam w pamięci scenę z życia Buonarotiego, kiedy pokazuje wreszcie zniecierpliwionemu papieżowi swoją wizję Sądu Ostatecznego w Kaplicy Sykstyńskiej, a ten widzi 340 nagich postaci z pozbawionym szat Jezusem Chrystusem w centralnej części fresku !!! Wyobrażacie to sobie?
Wracam jednak do obrazów z urokliwą i  wyidealizowaną Wenus mającą jednocześnie symbolizować uporządkowanie i harmonię, a z drugiej strony zmysłowość, będące podstawą udanego związku małżeńskiego. Takie płótna stanowiły często wyposażenie sypialni małżonków. Jak połączyć te pozornie sprzeczne oczekiwania? Czy artystom się to udało?

Paris Bordone (1500-1571), Venus and Cupid, 1530 (The National Museum in Warsaw)

Alessandro Bonvicino known as Moretto, ca.1548-1550 ( privata collection, Brescia)

Obrazem wprowadzającym w wystawę jest obraz boskiego Rafaela "Błogosławiony", wprost przenoszące do czasów włoskiego renensansu.
Natomiast na dzieło wieńczące ekspozycję, kuratorzy wybrali płótno Dosso Dossiego (1490-1542) zatytułowane "Jupiter Painting Butterflies, Mercury and Virtue" z 1524 roku.
Przyznam - wybór doskonały, dzieło znakomite, pozostawiające widza z wieloma pytaniami, refleksjami, może wątpliwościami. 
Oto Jowisz staje się malarzem skupionym, skoncentrowanym na pracy przy obrazie. Co takiego go fascynuje, pogrąża w myślach, odrywa od otaczającej rzeczywistości? To motyle...Jowisz maluje motyle. Czy to właściwy, odpowiedni temat? Czy warto mu poświęcać swą energię i czas? Czy malarz powinien być ograniczony problemami, które chce poruszyć? Czy sztuka powinna podlegać jakimkolwiek ograniczeniom?  Dossi w symboliczny sposób podkreśla wartość profesji, którą reprezentuje, wskazując, że malarz, artysta musi być wolny, aby mógł wyrazić pełnię swego kunsztu i mądrości, pełnię siebie.Tylko sztuka pozbawiona granic może spełnić swą misję. Artysta nierzadko pochłonięty pracą, nie do końca interesuje się codziennością, co może utrudniać funkcjonowanie w otoczeniu. Pojawia się nader wiele znaków zapytania i z tymi wątpliwościami zostajemy...


Wystawa trwa jeszcze do 28 sierpnia. Nie pozbawcie się przyjemności obcowania z tak interesującymi dziełami, ale oczywiście wybór należy do Was.
Zapewniam - każdy znajdzie tu obraz dla siebie, z którym wróci do swojego świata.

środa, 20 lipca 2016

Moja Top-lista, czyli drugi spacer po Pinacoteca di Brera (post_71)


To ten obraz przyciąga jak magnes miłośników sztuki do majestatycznego, eleganckiego i wyjątkowo bogatego w zbiory sztuki dawnej i współczesnej muzeum, jakim jest Pinacoteca di Brera w Mediolanie. Charakter galerii doskonale odzwierciedla atmosferę stolicy Lombardii, zamożnej, prestiżowej i uwielbiającej blichtr. Każdy odwiedzający Milano, znający, choć trochę inne włoskie miasta na czele z Rzymem czy Florencją, po przyjeździe tutaj, styka się z innym poziomem "włoskości". I nie piszę tego z przekąsem, ale z wielkim szacunkiem i uznaniem.
Mediolan jest dla mnie ciągle do odkrycia i poznania, choć poprzednim razem udało mi się nieco wniknąć w jego intrygują przestrzeń.
Andrea Mantegna (1431 -1506) i jego "Martwy Chrystus" ( także "Opłakiwanie zmarłego Chrystusa") - dzieło tak niezwykłe, pociągające i wciąż fascynujące swą formą dzisiejszych odbiorców. Geniusz perspektywy i iluzji. Obraz niewielkich rozmiarów, o zgaszonej, monochromatycznej kolorystyce, zaskakuje przy pierwszym zetknięciu. Umieszczono go w odrębnej sali, tylko jemu poświęconej. Ogląda się je w półmroku wysilając wzrok, by móc wnikliwie skupić się na każdym elemencie płótna. Światło odbijające się od chroniącej obraz szyby, nieco przeszkadza w kontemplacji. 
Przed nami leży Chrystus tak realny, jakbyśmy go widzieli w rzeczywistości, a jednocześnie wyczuwa się posągowość postaci. Artysta wykorzystał technikę zwaną skrótem perspektywicznym. Chrystus pokazany zostaje w zupełnie innym ujęciu, niż popularne w XV wieku wizerunki zmarłego. Stąd jego wyjątkowość i genialność. Wielu malarzy próbowało naśladować malarza, w tym nawet nasz  wybitny polski symbolista Jacek Malczewski w obrazie pt." Śmierć Ellenai" ( Muzeum Narodowe w Warszawie). Oczywiście zupełnie inna tematyka, ale perspektywa nader zbliżona.


Bezpośredni kontakt z "Martwym Chrystusem" można zaliczyć do swoistych przeżyć, ale zapewniam Was, że w Brerze artystycznych i estetycznych wrażeń jest znacznie więcej i trzeba przygotować się na ogromną dawkę wzruszeń i emocji.
Zapraszam zatem na kolejny spacer po mediolańskim muzeum, moją subiektywną top-listę dzieł  i autorów wartych zainteresowania. W jednym z postów pokazałam już obrazy z rewelacyjnej kolekcji sztuki współczesnej, które teraz pominę http://rennewmuzeum.blogspot.com/2016/01/woscy-futurysci-i-giorgio-morandi-czyli.html

Giovanni Bellini (1427/30-1516) - tego włoskiego artysty nie muszę specjalnie przedstawiać.  Jego ojciec Jakop i brat Gentile także zajmowali się malarstwem. Korzystał takż z nauki u szwagra A. Mantegni, o którym była mowa powyżej. Malarstwo było mu więc pisane. Wizerunki jego Madonn należą do powszechnie znanych i podziwianych ze względu na znakomitą perspektywę, kolorystykę czy wykorzystanie światła. Wielu artystów naśladowało jego styl, czemu nie należy się dziwić.

                       Giovanni Bellini, Madonna col Bambino, Pinacoteca di Brera

Matka Boża pokazana jest z dostojeństwem, a jednocześnie matczyną troską. Z czułością obejmuje swego syna, skupia swe myśli na nim. Łagodny wyraz twarzy, spokój wydobywa się z jej twarzy. W tle delikatny, nostalgiczny krajobraz. Przypominam sobie obraz Belliniego z poznańskiego muzeum, którego jestem częstym gościem. Zdarza mi się tam chodzić, również dla obrazu przedstawionego poniżej..

Giovanni Bellini, Madonna z Dzieciątkiem i Fundatorem,1502 (Muzeum Narodowe w Poznaniu)

Podobny nastrój wyciszenia, skupienia i spokoju, ale tym razem wzbogacony o wizerunek modlącego się fundatora obrazu. Podkreślam to stale, w naszych polskich muzeach, także można znaleźć perły malarstwa europejskiego.

Postać Matki Bożej należała do częstych tematów wspomnianego już Andrei Mantegni. Pokazywałam we wcześniejszym poście jeden z nich, odnaleziony w innym mediolańskim muzeum - Pinacoteca di Castello Sforzesco.
Wspominam o tym dlatego, że w Brerze zobaczyłam podobny obraz, choć zdecydowanie skromniejszy. Nie mniej Matka Madonna pokazywana w otoczeniu cherubinów, których główki otaczają jej skroń, niczym ozdobne kwiaty, jest bardzo charakterystyczna dla malarza

                            Andrea Mantegna, "Madonna col Bambino e un coro di cherubini"

W sztuce dawnej króluje malarstwo religijne lub o tematyce religijnej, wśród nich motywy śmierci Chrystusa, w tym opłakiwanie. Temat niosący ciężar silnych ekspresji i emocji. Lorenzo Lotto ( 1480-1556/57) w wyjątkowo pięknym obrazie pt."Pieta" z 1545 roku podjął się także tej kwestii.
Zbolała Maryja, uginająca się pod ciężarem śmierci Jedynego Syna nie ma już sił, aby podtrzymywać jego ciało. Jest bliska osunięcia, jednakże obejmowana przez Świętego Jana, który mimo młodzieńczej delikatności, wręcz kruchości, w silnym uścisku nie pozwala Maryi upaść. Widza uderza bezwładnie leżące, okaleczone, umęczone ciało Jezusa, podtrzymywane z kolei przez dwa aniołki.
Swoista piramida postaci złączonych tragedią i smutkiem chwili, które mimo bólu i wielkiego cierpienia nie upadają, trwają razem. Niezwykle ekspresyjne dzieło, przy którym człowiek odrywa się od codzienności...

Carlo Crivelli (1430-1494/95) to artysta, którego odkrywam w Brerze. Siadam przy jego tryptyku i doznaję olśnienia. Wspaniały artysta, bardzo dekoracyjny, wykorzystujący doskonale liczne zdobienia i motywy, operujący piękną gamą barw. Wpatruję się w kolejną Madonnę z dzieciątkiem i wiem, że wizyta w mediolańskiej galerii nie będzie łatwa. Chłonę wszystko, co widzę.


Ale przede mną obraz uwielbianego i niezwykle cenionego malarza Piero della Francesca ( 1415-1492). Poznaję go od razu, nie czytając opisu. Przestrzeń architektoniczna, półkoliste sklepienie z motywami kwiatów (wpływy antyku) oraz charakterystyczna muszla zwieńczającą  kaplicę, stanowi bogate tło wizerunku Madonny z Dzieciątkiem, jak również tworzy głębię obrazu. Artysta bawi się wręcz perspektywą, doskonale ją wykorzystuje. Ostatecznie był autorem traktatu w tej materii. Zauważalne są także jego silne zainteresowania architekturą. Może to drobiazg, ale przypatruję się kształtowi ust Madonny. Ten sam kształt, co u innych postaci kobiecych. Są tak charakterystyczne, wyraziste, jędrne, jakby nadęte, nabrzmiałe, z lekkim grymasem.


                                      Madonna col Bambino ( Pinacoteca di Brera)

Dzieciątko leży na kolanach Marii, główkę opiera o swoją rękę. Matka Boża ze spuszczonymi oczyma i złożonymi  do modlitwy rękoma wydaje się być skupiona i skoncentrowana, trochę oderwana od sytuacji. Postaci otaczające Jezusa i Maryję zostają ustawione frontem do widza, jak do wspólnej fotografii. Jedyny klęczący bohater to zapewne fundator obrazu. Obraz doskonały, trzymający w napięciu. Uwielbiam tego artystę, z którego rewelacyjnymi, zapierającym dech freskami zetknęłam się już w Arezzo.

Nie ma chwili wytchnienia, bo przed nami kolejny malarz -  Rafael Santi (1483 - 1520). Klasa sama w sobie. Najmłodszy z trójki renesansowych geniuszy. Kiedy zdarza mi się być w Rzymie i zaglądnąć choć na chwilę do Panteonu, zawsze odwiedzam jego grób. To jeden z wielu moich rzymskich rytuałów. Rafael - wyjątkowa osobowość i talent. Każde spotkanie z twórczością tego artysty jest dla mnie wielkim świętem. Mediolańska galeria posiada obraz zatytułowany "Zaślubiny Marii z Józefem" z 1504 roku, pierwotnie przeznaczony do Kaplicy Albizzinich w kościele San Francesco w Citta di Castello. Uderza mnie niezwykłe podobieństwo do obrazu Perugina o tym samym tytule. Prawdopodobnie to jednak Rafael wzorował się na Perugino. Bardzo łatwo się pomylić, gdyż kompozycja dzieł jest zbliżona, choć różni się wieloma istotnymi szczegółami. Znawcy sztuki doskonale opisali różnice. Takie zestawienia obrazów należą do ekscytujących.

                     Rafael Santi, Zaślubiny Marii z Józefem, 1504 (Pinacoteka di Brera)

                        Perugino, Zaślubiny Marii, ok.1504 (Musée des Beaux-Arts, Caen)

Wybaczcie, że wiele razy zbaczam z wędrówki po Brerze, ale próbuję podzielić się refleksją, że zawsze doświadczenia, wiedza i wrażliwość wpływają na odbiór dzieła, że zawsze istnieje jakiś kontekst, wspomnienie czy skojarzenie. Dlatego też mam spory problem ze zwiedzaniem tak wielkich muzeów, jak Pinacoteca di Brera, przede wszystkim ze względu na czas, którego z reguły jest niewiele, a przemyśleń bardzo dużo. Poza tym percepcja człowieka jest ograniczona, a zwiedzanie  zajmuje kilka godzin To dość wyczerpujące, przynajmniej dla mnie.

Zawsze jestem szczęśliwa widząc dzieła Guido Reni (1575-1642). Tym razem ze sceną przedstawiającą świętego Piotra i Pawła. Czy pamiętacie mój post poświęcony temu artyście?http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/07/guido-reni-malarz-z-bolonii.html


                                           Guido Reni, I santi Pietro e Paolo

Doskonały technicznie i koncepcyjnie, tak popularny i ceniony przez sobie współczesnych, dzisiaj niestety nieco zapomniany, istniejący w cieniu geniusza Caravaggia. Dla mnie radość znów go zobaczyć.

Jeśli już mowa o Caravaggio (1571-1610), to każde szanujące się muzeum we Włoszech ma obraz tego artysty. Brera także, choć nie z tych najbardziej znanych i cenionych. "Wieczerza w Emaus" z roku 1606 jest drugim obrazem artysty o tym samym tytule. Pierwszy zdecydowanie bardziej doskonały pochodzi z roku 1601 i aktualnie znajduje się w zbiorach National Gallery w Londynie. Powszechnie wiadomo, że Caravaggio tworzył kilka wersji tych samych obrazów. Często zleceniodawcy nie przyjmowali pierwotnych zbyt śmiałych i niezrozumiałych koncepcji. Artystyczne wizje malarza, jego nowoczesność w podejmowaniu tematów oraz technika, nie zawsze zyskiwały aprobatę.

                                   Caravaggio, Wieczera w Emaus, 1606

Postaci zgromadzone przy Jezusie pokazane są w bardzo realistyczny sposób. Wpatrzone w Chrystusa, zasłuchane w jego słowa. Bohaterowie pewnie już rozpoznali Nauczyciela, stąd ta wyjątkowa koncentracja. Jezus z opuszczonymi oczyma wskazuje palcem drogę, którą mają kroczyć w swym życiu. Czy go posłuchają? Caravaggio świetnie przenosił na płótno ulotność wyjątkowość chwili, mając świadomość jej niepowtarzalności. Moment wezwania, powołania św. Mateusza pytającego "palcem" skierowanym na siebie, czy to ja Panie, czy rzeczywiście chodzi o mnie, należy moim skromnym zdaniem do wyjątkowych, genialnych scen ukazanych przez artystę. Ale to zupełnie inny obraz i całkowicie w innym miejscu ( tu przeniosłam się myślami do Chiesa di San Luigi dei Francesi w Rzymie)...

Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam ukryty w kącie sali obraz El Greco pt. "Święty Franciszek". To jeden z około stu obrazów malarza poświęconych mistykowi z Asyżu. Mroczne, w palecie zgaszonych barw z płótno przedstawia klęczącego, modlącego się świętego z atrybutem, czyli czaszką -  symbolem śmiertelności człowieka. Franciszek jest nader skupiony, z oczyma spuszczonymi ku ziemi. Z jego oblicza emanuje spokój i wyciszenie. Mam nadzieję, że pamiętacie rewelacyjną historię obrazu El Greco, jedynego znajdującego się w polskich zbiorach? http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/06/jak-el-greco-i-jego-ekstaza.html


Czy znacie natomiast wenecjanina Jacopo Tintoretto (1518-1594)? Niezwykle płodny malarz, głównie obrazów religijnych, także monumentalnych. Związany przez całe życie z majestatem i niezwykłością Wenecji, w której pozostawił bardzo wiele swoich dzieł. Tworzył również liczne portrety. Nie nadążał z realizacją zamówień. W artystycznej pracy pomagały mu uzdolnione artystycznie dzieci Marietta i Dominico.To one były prawdopodobnie autorami niektórych dzieł. Nie znajdziemy ich autografów. Miałam okazję oglądać monograficzną wystawę obrazów Tintoretta w Rzymie i właśnie w Scuderie del Quirinale poznałam bliżej tego artystę. Interesujący, ale nie do końca przypadł mi do gustu. Zapamiętałam za to rewelacyjny obraz "Zuzanna i starcy" wystawiany na rzymskiej wystawie. Doskonały, ekscytujący i mistrzowski. Takiego Tintoretta uwielbiam.

W Pinacoteca di Brera odnajduję obraz z cyklu monumentalnych pt."Ritrovamento del corpo di san Marco" ("Odnalezienie ciała św.Marka") opowiadający jedną z weneckich legend o Św.Marku, tak ściśle związanym z tym magicznym miastem, przeobrażającym się ostatnimi laty w muzeum. Nie wiem czy wiecie, że wenecjanie tak ukryli ciało świętego, że nie mogli go odnaleźć przez kilkaset lat.

                            Jacopo Tintoretto, Odnalezienie ciała św.Marka, 1562-66

Wędrując po licznych muzeach i wystawach ciągle się uczę, poznaję coś nowego, kierunki, artystów, przestrzenie. Ten proces jest dla mnie fascynujący, choć jednocześnie mi uświadamia, jak powierzchowna jest moja wiedza o sztuce. Nie zniechęca mnie to jednak, wręcz odwrotnie - motywuje i napędza do podejmowania kolejnych wyzwań.

W Brerze zetknęłam się po raz pierwszy z wieloma twórcami, ale chciałbym zwrócić uwagę na jednego z nich, na Marco d'Oggiono ( 1475 1530), ucznia Leonarda da Vinci. Jego obraz "I tre Arcangeli" ( "Trzej Archaniołowie") ujawnia kunszt artysty, świetną technikę i warsztat oraz cudowną kolorystykę. Postaci Archaniołów, silne, majestatyczne pokazują potęgę i moc działania, bezwzględne dla zła. Wspaniała czerwień rozpostartych skrzydeł budzi podziw i respekt.


To tylko namiastka, moja Top-lista, bogactwa kolekcji zgromadzonej w mediolańskiej galerii. Dzieła wybrane przeze mnie w sposób nader subiektywny pokazują rangę i splendor tego miejsca włoskiej kultury. Nie dziwię się zatem danym statystycznym wskazującym na Pinacoteca di Brera, jako muzeum najczęściej i najchętniej odwiedzanym we Włoszech. Muzeum , które po prostu zachwyca i wzbogaca każdego odwiedzającego.
Ja - uległam urokowi tej świątyni sztuki już po przekroczeniu bramy i wejściu na dziedziniec. Wiedziałam, iż dostąpię zaszczytu przeżycia duchowej uczty, która będzie mnie sycyć jeszcze przez wiele miesięcy, czego dowodem jest powyższe wspomnienie. 
Mogę jedynie żałować, że Mediolan nie leży bliżej Poznania. Niewątpliwie byłabym częstym gościem...