sobota, 22 sierpnia 2015

Andrea del Castagno i jego florencka "Ostatnia wieczerza" (post_40)


Andrea di Bartolo, detto as Andrea del Castagno, to włoski malarz, którego rok urodzenia nie jest do końca pewny. Przyjmuje się datę 1419, natomiast miejsce narodzin to San Godenzo. Pewny jest za to rok 1457 , jako rok śmierci we Florencji, mieście, które stało się jego domem.
Niewiele o nim wiadomo. Terminował u takich mistrzów jak Fra Filippo Lippi czy Paolo Ucello.  Jego opiekunem w stolicy Toskanii był Bernadetto de'Medici.  Jest autorem fresku we florenckim Duomo przedstawiającego pomnik Niccolo de Tolentino czy fresku w kaplicy weneckiego kościoła San Zaccarra.
To jednak we Florencji, w refektarzu klasztoru Sant'Apollonia, stworzył pierwowzór sceny biblijnej, jaką było ostatnie przed Ukrzyżowaniem, spotkanie Jezusa z apostołami w Wieczerniku. Fresk  Castagno "Ostatnia wieczerza" ( "Ultima cena") stanowił wzór albo punkt odniesienia dla innych artystów, w tym Leonarda da Vinci, przez wiek XV. 
Te mocne świetliste plamy na zdjęciu powyżej, to odbicia intensywnego, porannego florenckiego słońca, wdzierającego się do pomieszczenia refektarza. Muzeum jest czynne jedynie w godzinach porannych. Miałam szczęście, gdyż mieszkałam przecznicę dalej. Nie musiałam zbyt wcześnie wstawać, zresztą sen we Florencji staje się sprawą drugoplanową...
W centralnej części fresku zobrazowane są trzy postaci: Chrystus, Św.Jan oraz zdrajca Judasz.
Głowa Jana spoczywa na dłoniach położonych na stole i skierowana jest w stronę Jezusa, który spogląda na niego z wielką czułością i miłością, jako na ucznia najbardziej umiłowanego. Wyczuwalna jest silna więź pomiędzy tymi postaciami, swoisty dialog dusz. W niezwykle interesujący sposób usytuował Castagno - Judasza. Siedzi on poza stołem, poza kręgiem apostołów. Jednoznacznie zostaje odrzucony. Nie patrzy na Jezusa, spogląda na Jana. Jego oblicze jest spokojne, choć malarz uwidocznił niepewność Zdrajcy i zazdrość. Owo "wysunięcie" Judasza, jego osamotnienie i zapowiedź Spełnienia można odnaleźć także na fresku Ghirlandaia czy innych florenckich artystów.
A jak zostają przedstawieni pozostali apostołowie?







Stół, przy którym zasiedli uczestnicy wieczerzy został pokazany w perspektywie czołowej. Postaci rozmieszczone są dość rytmicznie, w podobnych odległościach od siebie. Oczywiście centralne miejsce zajmuje postać Chrystusa. Bohaterowie pokazani są na tle marmurowych ścian tworzących pewnego rodzaju obszerną wnękę. Ów zabieg kreuje obraz jakiejś sceny, na której rozgrywają się dramatyczne wydarzenia. Historycy sztuki nazywają tę technikę modelowania bryły, "chiaroscuro". Polega ona na odpowiednim nakładaniu barw ciemnych, ciemniejszych i jasnych. Stosowana jest tutaj zasada wskazująca na wklęsłość poprzez stosowanie barw jasnych, wypukłość - wskazują kolory ciemne.Te regułę wyznają i stosują artyści prawie całego okresu quattrocenta.

A oto fresk w całej okazałości, łącznie z nieco bardziej zniszczoną przez czas górną częścią  fresku oraz bocznymi ścianami

Nie zagląda tu wielu chętnych ( a może ja byłam zbyt wcześnie?). Panuje cisza i spokój, atmosfera refleksji i zamyślenia. Można usiąść przed freskiem i go najzwyczajniej kontemplować. Uwielbiam ten bezpośredni, bardzo osobisty kontakt z dziełem, niezakłócony przez tłumy zwiedzających.
Doceniam geniusz Castagno. Publiczność ma możliwość podziwiania fresku dopiero od 1890 roku. Nie do uwierzenia jest fakt, że powstałe w 1447 roku, w błyskawicznym tempie, jedynie w ciągu 57 dni dzieło, do II połowy XIX wieku, było oglądane tylko przez zakonnice klasztoru Sant'Apollonia. Do niezwykle intrygujących należy także informacja, iż nawet tak umocowany i znany artysta jak Vasari, nie widział fresku. Czyżby dlatego niepochlebnie wypowiadał się o Castagno?
Postanawiam zobaczyć pozostałe florenckie "Ostatnie wieczerze". Niestety nie do końca uda mi się zrealizować to poranne postanowienie. Ale nie tracę nadziei na kolejne odwiedziny w stolicy Toskanii i dokończenie tej wędrówki po Cenacolo ( oczywiście nie w najbliższym czasie...).
I jeszcze ostatnie spojrzenie na refektarz...

Żegnam się z tym niesamowitym miejscem i rzecz jasna dziełem. W tym momencie czuję wibrowanie komórki w torebce. Zaginione walizki wróciły do właścicieli !!!
Ufff! Czuję ulgę...
Tak sztuka miesza się z rzeczywistością.

1 komentarz: