niedziela, 29 stycznia 2017

Donatello, czyli mistrz perspektywy (post_84)


Il pulpito della resurrezione di Donatello, czyli ambona Zmatwychwstania mistrza Donatella, znajdująca się z prawej strony nawy Kościoła św. Wawrzyńca we Florencji, to jedna z dwóch ambon rzeźbiarza. Obie znakomite i zachwycające, które czasami omijamy albo poświęcamy im zbyt mało czasu, podziwiając architekturę tego niezwykłego renesansowego kościoła i jego liczne zabytki. Zastanawiacie się pewnie dlaczego wybrałam tylko jedną z nich jako temat dzisiejszego posta. Odpowiedź jest banalna. 
Podczas ostatniej mojej wizyty w tym obiekcie, miałam cudowną okazję zobaczenia tej odrestaurowanej ambony z bliska, z odległości kilkudziesięciu centymetrów, oczywiście zza szyby. Zbudowano w tym celu specjalne rusztowanie, umożliwiające bezpośredni kontakt z dziełem, oczywiście za opłatą, symboliczną zresztą. Zwiedzając Florencję należy się przyzwyczaić do faktu, że płaci się praktycznie za wszystko, łącznie z wejściami do niektórych kościołów. To denerwujące, ale musimy mieć na względzie, że utrzymanie tylu zabytkowych miejsc, ich konserwacja jest nader kosztowna. Rozumiem więc Florentczyków, choć mam świadomość także ich swego rodzaju "pazerności".
Podekscytowania i pełna zachwytu nad szczegółowością i drobiazgowością artysty, nad jego uwielbieniem dla detali, nad jego niedoścignionym ujęciem perspektywy, już wtedy wiedziałam, że muszę na moim blogu przybliżyć to dzieło. Donatello zdawał sobie sprawę, że być może ambona będzie ostatnim jego artystycznym wyrazem. Chorował i powoli żegnał się z doczesnością. Ambona to jego pożegnanie. Wzruszające...

Zdjęcia fragmentów ambony nie są może najlepszej jakości, ale niestety przeszkodą w utrwalaniu kunsztu rzeźbiarskiego tego florenckiego artysty była niestety szyba...





 Powstanie ambony datuje się na lata 1459-1460, po powrocie Donatella ze Sieny. Jeden z reliefów przedstawiających scenę męczeństwa św. Wawrzyńca  pochodzi nawet z roku 1465, czyli na rok przez śmiercią artysty. Istnieje wiele sporów  wśród badaczy i historyków sztuki wokół autorstwa poszczególnych scen i elementów ambon. Pozostawię ten temat do dalszych rozważań, natomiast warto zwrócić uwagę, że  wśród wielu nazwisk wymienia się dwóch wyróżniających się współpracowników Donatella. Byli to Bartolomeo Bellano i Bertoldo di Giovanni.
Niekwestionowany jest jednak fakt, że ambony uznawane są za punkt zwrotny w karierze mistrza, za dzieło badające ludzką duszę, za genialną, swobodną kompozycję. Powiem od razu, że oglądając dzieło "z dołu" nie ma możliwości ujrzenia mistrzostwa Donatella. To jest tylko wiara w talent artysty. Konfrontacja bezpośrednia, prawie dotknięcie reliefu daję niepowtarzalną okazję do przyjrzenia się detalom tym niezwykłych płaskorzeźb. Dopiero wtedy widzimy genialnego rzeźbiarza, jego niczym nieograniczoną artystyczną wyobraźnię i kunszt techniczny.
Wierzcie mi, to dzieło zapiera dech w piersiach.



Kompozycja ambony Zmartwychwstania złożona jest z ośmiu scen. Na dwóch głównych bokach, Donatello umieścił po trzy sceny, krótsze boki zawierają po jednej. Poszczególne reliefy opisują epizody z życia Jezusa Chrystusa po jego śmierci na Krzyżu. Dodatkowo artysta umieścił scenę obrazującą Męczeństwo Świętego Wawrzyńca (San Lorenzo), będącą hołdem dla patrona kościoła. 
Tematy kolejnych epizodów to:
- Święte kobiety w grobie ( od zachodu),
- Zejście do otchłani (na południe) ,
- Zmartwychwstanie(na południe),
- Wniebowstąpienie(na południe),
- Pięćdziesiątnica (wschód),
- Męczeństwo świętego Wawrzyńca (na północ),
- Szydercy Chrystusa (północ, polerowane drewno, XVII wiek) ,
- Św Łukasz Ewangelista (północ, polerowane drewno, XVII wiek)

 Całość scen południowych przedstawia zdjęcie poniżej.

                                                                     wikipedia.org

Dopiero teraz widać złożoność kompozycji, układ poszczególnych scen. Ja niestety takiego zdjęcia zrobić nie byłam w stanie, nawet jak bym bardzo chciała.
Obie sceny, Zmartwychwstania, jak i Wniebowstąpienia zdominowała postać Chrystusa - Triumfatora. Strażnicy śpiący w rozmaitych pozycjach, których zbroje odtworzone zostały z ogromną starannością i szczegółowością, łącznie z symboliką tarcz ( np. skorpion, chłopiec na koniu).

 
Chrystus z krzyżem i flagą, w niezwykły sposób zrzuca z siebie bandaże, jego noga oparta jest o grób. Donatello przedstawia go jako Odkupiciela. Widać ciężar śmierci, ale także zwycięstwa. Niektórzy badacze twierdzą wręcz, iż w tej scenie obraz Chrystusa odbiega od tradycyjnej chrystologii.


Wniebowstąpienie umieszcza Donatello w zamkniętym pomieszczeniu, widzianym poprzez rozmaite przeszkody. Tu także dominuje postać Chrystusa wznoszącego się ku przestworzom pośród zgromadzonych apostołów i Maryi. W lewej ręce trzyma księgę, symbolizującą Słowo Boże. Wspomagają go postaci aniołów.




Niektóre sceny z perspektywą zamkniętego pomieszczenia, które w znakomity sposób tworzą głębię reliefu, wielowymiarowość obrazu, powiedziałabym nawet, że dynamikę i  ekspresję przedstawianego wydarzenia. Nie dziwi więc wcale określenie, że Donatello to mistrz perspektywy.








Jeden z reliefów - fryzów zdobiących ambonę


Podpis rzeźbiarski Donatella, żebyśmy nie mieli wątpliwości, kto jest autorem tego wyjątkowego dzieła.


Nie może także dziwić w ogóle fakt, że grób genialnego Donatella znajduje się w Bazylice San Lorenzo. To tak naturalne i oczywiste, jak to, że zawsze wschodzi słońce. Nie mogło być inaczej. Doceniany i wyróżniany za życia, także przez mecenasów, artysta spoczął w tym wyjątkowym kościele i miejscu, któremu poświęcił wiele lat swojego pracowitego życia. Warto poświęcić choć chwilę temu twórcy, wśród szału zwiedzania Florencji, oddać mu należny hołd. Ja siadam w pobliskiej ławce i oddaję się rozważaniom o sztuce i tych, którzy wprawiają nas w zachwyt.
Nie jestem w tym kościele pierwszy raz, ale czuję wyjątkowość i majestatyczność tego miejsca.



Mój zachwyt wynikający z bliskości ambony Donatella, której detale mogę wreszcie ogarnąć wzrokiem, tyle ile potrafię, jest widoczny. Nie czuję upału, żaru, rozgrzanej do czerwoności letniej Florencji. Próbuję chłonąć chwilę, cieszyć się z niej. Wiem, że to nie jedyne dzieło, które mnie zachwyci, wzruszy i przyniesie autentyczną radość, taką trochę dziecięcą...
Ale tak odbieram sztukę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz