niedziela, 31 lipca 2016

"Mistrzowie na prowincji", czyli scuola bresciana (post_72), wystawa, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań, Polska, sztuka włoska, malarstwo


"Brescia. Renesans na północy Włoch Moretto-Savoldo-Moroni. Rafael-Tycjan-Lotto" to wystawa, na którą z niecierpliwością czekałam od kilku miesięcy. Nie jest jednak rzeczą prostą wyrwać się z codzienności i wyruszyć do stolicy, ale dla chcącego, nie ma spraw niemożliwych. Wystarczy wstać dość wcześnie rano w sobotę i wsiąść do pociągu.
Tak uczyniłam tydzień temu i mogłam mieć przyjemność kolejnego kontaktu z włoskim malarstwem, do którego, jak wiecie mam szczególną słabość. Poza tym krótka wyprawa do Warszawy i tak jest zdecydowanie prostsza w organizacji niż podróż do Włoch, więc nie mogło mnie zabraknąć na tym wydarzeniu.
Wystawę otwiera obraz Rafaela z lat 1505-1506, zatytułowany "Błogosławiony", który pokazuję na wstępie. To było dość zaskakujące, nieoczekiwane od razu, aby wejść do sali i zetknąć się nagle z dziełem geniusza renesansu! Obraz wprawdzie niewielkich wymiarów, ale uderzający oczywistą doskonałością i mistrzostwem kompozycji. Nagi Chrystus, o łagodnym i wyciszonym spojrzeniu, okryty jedynie czerwonym płaszczem, wskazuje palcem niebo, kierunek ludzkiej egzystencji. Widz otrzymuje nader przejrzysty i konkretny przekaz, wskazówkę, jak żyć i dokąd zmierzać. Siła i moc Chrystusowych oczu, nie pozwala mieć żadnych wątpliwości celu wyznaczonego przez Stwórcę. Majstersztyk! Takie proste i złożone zarazem.
Obraz Rafaela nie działającego na Północy Włoch, stanowi punkt odniesienia dla twórczości artystów związanych z rejonem Brescii, soczewką, od której mogli się odbić.
Na warszawskiej wystawie mamy szansę podziwiania jeszcze jednego obrazu Rafaela pt."Madonna z dzieciątkiem" z lat 1520-30, będącego wersją tego samego motywu w dziele aktualnie eksponowanym w National Gallery w Londynie.


           Rafael, The Virgin and Child, 1520-230 (Pinacoteca Tosio Martinengo, Brescia)

Przykłady malarstwa włoskiego pochodzą ze zbiorów znakomitej Pinacoteca Tosio Martinengo w Brescia http://www.bresciamusei.com/detgal.asp?n=25&num=8&t=Pinacoteca+Tosio+Martinengo czy Accademia Carrara w Bergamo  http://www.lacarrara.it/, jak również z kolekcji polskich muzeów, które są w posiadaniu pereł renesansowego malarstwa, o czym czasami zapominamy.

Jak zawsze przeżyciem jest dla mnie ujrzenie nieznanego mi obrazu "Matki Boskiej z dzieciątkiem" Giovanniego Belliniego ( 1426?-1516). Tym razem Madonna ubrana w czerwoną suknię ze złożonymi rękoma, pochłonięta modlitwą obserwuje śpiącego małego Jezusa. Z obrazu emanuje cisza i spokój.
Giovanni Bellini, The Virgin and Child, ca. 1470-75 (Fondazione Luciano e Agnese Sorlini Carzago di Calvagese della Riviera)

Kolejnym zaskakującym dziełem jest "Immaculata i Bóg Ojciec" autorstwa Luca Mombello (1518?-1596?). Nie spotkałam się do tej pory z kompozycją ukazującą postać Boga Ojca i Madonny z Dzieciątkiem. Bóg Ojciec w koronie, odziany w bogatą, wytworną szatę, trzymający berło wskazuje palcem na małego Jezusa, jakby chciał powiedzieć "To mój Syn, jemu zawierzcie". Bohaterowie obrazu ukazani zostali na tle nader skomplikowanego krajobrazu, pełnego szczegółów i motywów, zarówno roślinnych, jak i zwierzęcych, także architektonicznych. Ujawnia się niepowtarzalny styl artysty, krytykowanego przez jemu współczesnych za tzw. lęk przed pustką, czyli "horror vakui". Na uwagę zasługuje przepiękna kolorystyka obrazu.


A oto już inny artysta - Lorenzo Lotto (1480?-1557?) w niezwykłej kompozycji "Adoracja Dzieciątka". Uczeń Alvisa Vivariniego, tworzący pod wpływem Belliniego, Correggia czy Rafaela - zapomniany przez prawie trzysta lat i na nowo odkryty w XIX wieku. Na szczęście. To malarz doskonały technicznie i kompozycyjnie, ekspresyjny, wyrazisty. Zauważa się pewną refleksyjność i niepokój w jego stylu, ciągłe poszukiwanie. Może to skutek częstej zmiany miejsc życia i twórczości.
Poniżej scena adoracji przez Marię i Józefa, chroniącego małego Chrystusa, świadomych jego boskości i wyjątkowości.

       Lorenzo Lotto, Adoration of the Child, 1507-1508 (The National Museum in Krakow)

Malarstwo Brescii powstawało w obszarze zderzenia wpływów kultury ekspansywnej potężnej  Wenecji, poszerzającej swe granice aż do Brescii, Bergamo i Cremony oraz oddziaływania Mediolanu i Lombardii z geniuszem Leonarda da Vinci na czele. Artyści czerpali inspiracje ze wszystkich stron, tworc  odrębność reprezentowanego regionu, wyrażaną w swoistym wyrażaniu wierności rzeczywistości oraz doskonałym malarstwie portretowym. I to Brescia stała się swoistym centrum rozwoju sztuki, na tyle istotnym, iż znawcy, w tym Roberto Longhi zaczęli posługiwać się pojęciem "scuola bresciana". Artyści reprezentujący tę grupę to Savoldo, Romanino, Moroni czy Moretto.
Dla mnie odkryciem jest pochodzący i działający w Brescii i okolicach niezmiernie interesujący i intrygujący Alessandro Bonvicino zwany Moretto  (ca.1498-1554). Malarz, prawdopodobnie uczeń Tycjana, pod wpływem szkoły weneckiej, ale także lombardzkiej, wyróżnia się doskonałą techniką i świeżością w tworzeniu sztuki religijnej. 
Do wyjątkowych dzieł można zaliczyć obraz, pokazywany poniżej, zatytułowany "Chrystus z narzędziami męki i aniołem" z 1550 roku. Uderza  w nim postać siedzącego na schodach, zbolałego Chrystusa z przechyloną w dól głową. Spogląda na leżący u jego stóp krzyż. Adoruje go, kontempluje. Jest poza rzeczywistością, czuje ciężar tego, co się już wydarzyło. Czuję dyskomfort, niezręczność, jakbym podglądała czyjeś cierpienie. Anioł patrzy również w stronę krzyża, czuwa przy Chrystusie z szatą w rękach, jakbym chciał go otulić, dać poczucie bezpieczeństwa i pewności. Jest możliwie najbliżej. 
Przejmujący obraz, wzbudzający emocje, zmuszający do refleksji i przemyśleń. 


Moretto podjął także fascynujący artystów motyw zwiastowania w obrazie z 1535 roku. Od razu uderza piękna, ciepła kolorystyka. Anioł z lilią w dłoni, z podniesioną reką wyznaje Maryi swą misję. Ona z ręką na piersiach, przyjmuje Boże przesłanie z pokorą i namaszczeniem. Nad obojgiem unosi się obłok z symbolem Ducha Świętego. Za oknem, w tle dostrzegamy krajobraz charakterystyczny dla regionu środkowych Włoch.


Nie byłam zaskoczona widokiem obrazu, który doskonale znam i jest mi wyjątkowy bliski. To "Gra w szachy" autorstwa niezwykłej malarki Sofonisby Anguissola (1532-1625), dzieło na co dzień zdobiące galerię malarstwa w Muzeum Narodowym w Poznaniu, systematycznie wypożyczane na polskie i europejskie wystawy. Spodziewałam się więc zobaczyć ten obraz na wystawie, także tutaj. Przyznam jednak, że kuratorzy tak doskonale wyeksponowali dzieło,  iż wydało mi się jeszcze ciekawsze niż zazwyczaj.


Wielką radością było dla mnie zobaczenie innych obrazów tej autorki, oczywiście portretów, szczególnie "Autoportretu przy sztaludze" pochodzącego z 1556 roku ( Muzeum w Zamku w Łańcucie). To znakomite płótno odzwierciedla nam młodą, wyważoną malarkę przy pracy. Skupiona, skoncentrowana, pewnie, ale bez zarozumiałości, spogląda na widza mówiąc mu, że pokonuje tyle trudności jako kobieta, by móc zajmować się malarstwem. W ówczesnych czasach niewiele kobiet malowało i osiągało jednocześnie sukcesy. O tym należy zawsze pamiętać.


Giovanni Battista Moroni (1520?-1578) to artysta, który zwrócił już moją uwagę w Pinacoteca di Brera w Mediolanie jako bardzo dobry portrecista. Na wystawie przekonałam się jednak, że to zbyt skromne określenie. Moroni należy do doskonałych i wyjątkowych autorów portretów. Jego talent i umiejętności dostrzegł nawet sam Tycjan i jak podają źródła "podrzucał" mu klientów, nie mogąc zrealizować zamówień. Moroni portretował głównie mężczyzn, zwykle w pozycji stojącej do kolan, wydobywając wnikliwie osobowość, ale również odzwierciedlić to, czym się zajmują. Dostrzegał na swoich portretach nie tylko ludzi wysoko urodzonych, zajmujących istotną pozycję w społeczeństwie, ale także wykonujących zwykłe czynności, np. krawiectwo. Jego "Portret krawca" to dzieło wybitne i wyjątkowe, które współcześnie można podziwiać w londyńskiej National Gallery. U "takiego" krawca każdy z nas pragnąłby uszyć sobie ubranie. Z malowaniem kobiet nie szło mu już tak dobrze. Jego bohaterowie patrzą wprost na widza, może z lekką nieśmiałością, ale jednocześnie zachętą. Niewątpliwie skupiają na sobie uwagę. Poniżej przedstawiam dwa portrety prezentowane na wystawie.

Giovanni Battista Moroni, Portrait of Gian Gerolamo Grumelli, 1560 ( Lucretio Moroni Collection, Fondazione Museo di Palazzo Moroni, Bergamo)

Giovanni Battista Moroni, Portrait of a Gentleman, 1560 ( Pinacoteca Tosio Martinengo, Brescia)

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie można także zetknąć się z obrazami reprezentującymi styl kultury  "villeggiatury", rozwijanej szczególnie w posiadłościach i wiejskich rezydencjach. Wyznaczył on również motywy dla artystycznych wyobrażeń w malarstwie. Należały do nich idylliczne światy wypełnione rajskimi krajobrazami szczęśliwości i radości życia. Królowała w nich bogini miłości Wenus, oczywiście ujawniająca i  podkreślająca piękno swego nagiego ciała. Nie można zapomnieć, że nagość fascynowała i inspirowała renesansowych twórców, na czele z Michałem Aniołem. Mam w pamięci scenę z życia Buonarotiego, kiedy pokazuje wreszcie zniecierpliwionemu papieżowi swoją wizję Sądu Ostatecznego w Kaplicy Sykstyńskiej, a ten widzi 340 nagich postaci z pozbawionym szat Jezusem Chrystusem w centralnej części fresku !!! Wyobrażacie to sobie?
Wracam jednak do obrazów z urokliwą i  wyidealizowaną Wenus mającą jednocześnie symbolizować uporządkowanie i harmonię, a z drugiej strony zmysłowość, będące podstawą udanego związku małżeńskiego. Takie płótna stanowiły często wyposażenie sypialni małżonków. Jak połączyć te pozornie sprzeczne oczekiwania? Czy artystom się to udało?

Paris Bordone (1500-1571), Venus and Cupid, 1530 (The National Museum in Warsaw)

Alessandro Bonvicino known as Moretto, ca.1548-1550 ( privata collection, Brescia)

Obrazem wprowadzającym w wystawę jest obraz boskiego Rafaela "Błogosławiony", wprost przenoszące do czasów włoskiego renensansu.
Natomiast na dzieło wieńczące ekspozycję, kuratorzy wybrali płótno Dosso Dossiego (1490-1542) zatytułowane "Jupiter Painting Butterflies, Mercury and Virtue" z 1524 roku.
Przyznam - wybór doskonały, dzieło znakomite, pozostawiające widza z wieloma pytaniami, refleksjami, może wątpliwościami. 
Oto Jowisz staje się malarzem skupionym, skoncentrowanym na pracy przy obrazie. Co takiego go fascynuje, pogrąża w myślach, odrywa od otaczającej rzeczywistości? To motyle...Jowisz maluje motyle. Czy to właściwy, odpowiedni temat? Czy warto mu poświęcać swą energię i czas? Czy malarz powinien być ograniczony problemami, które chce poruszyć? Czy sztuka powinna podlegać jakimkolwiek ograniczeniom?  Dossi w symboliczny sposób podkreśla wartość profesji, którą reprezentuje, wskazując, że malarz, artysta musi być wolny, aby mógł wyrazić pełnię swego kunsztu i mądrości, pełnię siebie.Tylko sztuka pozbawiona granic może spełnić swą misję. Artysta nierzadko pochłonięty pracą, nie do końca interesuje się codziennością, co może utrudniać funkcjonowanie w otoczeniu. Pojawia się nader wiele znaków zapytania i z tymi wątpliwościami zostajemy...


Wystawa trwa jeszcze do 28 sierpnia. Nie pozbawcie się przyjemności obcowania z tak interesującymi dziełami, ale oczywiście wybór należy do Was.
Zapewniam - każdy znajdzie tu obraz dla siebie, z którym wróci do swojego świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz