niedziela, 27 września 2015

Misterium szczegółu, czyli Benozzo Gozzoli (post_45)


Capella dei Magi, w której "zderzycie się" z niezwykłym cyklem fresków zatytułowanych "Pokłon Trzech Króli", znajduje się w Palazzo Medici-Ricardi we Florencji. 
Miałam szczęście widzieć freski Benozzo Gozzoli, ucznia Fra Angelico, dwukrotnie, ale to przy drugim spotkaniu mimo że je znałam, wywarły na mnie wyjątkowe wrażenie. Uświadomiłam sobie wtedy geniusz Benozzo Gozzoli i przebiegłość zleceniodawców, jaki byli Medyceusze.
Rzadko kto - nie ulega czarowi i blaskowi malowideł z kaplicy.
Budynek Pałacu Medyceuszy sam jest warty obejrzenia i zwiedzenia wraz z prześlicznym ogrodem, do którego zresztą mam słabość. 
Wspomnę tylko, że  Palazzo Medici-Ricardi to dom rodu Medyceuszy, nieprawdopodobnych wizjonerów, którzy wpłynęli na rozwój Florencji i według mnie ciągle duchowo patronują temu miastu. Kolejne pokolenia zamieszkiwały pałac od 1462 rok do 1540, kiedy  to Cosimo I przeniósł siedzibę do znanego wszystkim Palazzo Vecchio. Ale to już zupełnie inna historia...

Co jest takiego niezwykłego w "Pokłonie Trzech Królów"?

Przede wszystkim zamiłowanie Gozzoli do szczegółów i detali, do szeroko rozumianej ornamentyki. Zainspirowany dekoracyjną stylistyką Gentile de Fabriano, jak również flamandzkimi, dekoracyjnymi arrasami, stworzył freski o wyrafinowanych detalach i widowiskowej, wręcz teatralnej kompozycji.
Cykl fresków, powstałych w latach 1459-61, pokrywa trzy ściany kaplicy i obrazuje pochód trzech króli. Każdemu z nich poświęcona jest jedna malarska opowieść.






Wszyscy królowie siedzą na pięknych, strojnych koniach, wśród orszaków ukazanych na tle fantastycznych motywów górskich i architektonicznych. Wyrazista kolorystyka, szczególnie soczysta, wykorzystana w wielu odcieniach, zieleń, wywiera na odbiorcy silne wrażenie. Dość trudno objąć freski wzrokiem, trzeba skupić się raczej na detalach powoli, aby w końcu zrozumieć całość. Niektórzy historycy określili tę metodę jako "manierę kontynuacyjną".
Benozzo Gozzoli, podobnie jak wielu malarzy quattrocenta, wykorzystywał efekty "pudła scenicznego", ustawiał swoich bohaterów na wprost widza, zarówno poprzez ruch , jak i spojrzenie. Ale w Capella dei Magi to widz usytuowany jest na scenie, a wokół niego niezwykła scenografia! Mnóstwo bogato odzianych postaci jeźdźców i giermków, oczywiście konie, ale również inne zwierzęta - ptaki, gepardy, psy. Orszaki ciągnące się wśród górskich, wijących się ścieżkach. Dość ciężko się skupić, chciałoby się zobaczyć wszystkie detale, ale to chyba niemożliwe.





Medyceusze nie żałowali środków koniecznych na stworzenie dekoracji kaplicy. Samo już jej posiadanie świadczyło o wysokiej pozycji rodu. Do jej ozdoby wykorzystano m.in. 1500 arkuszy płatków złota. Pomieszczenie miało szokować i rzeczywiście szokuje. Kaplica, oprócz funkcji religijnych, miejsca kultu pełniła także rolę pomieszczenia, pewnego rodzaju recepcji, w której goście oczekiwali na audiencję u gospodarzy pałacu.
Należy podkreślić, że Capella dei Magi to komnata dość niewielka. Dlatego też freski dobitnie, wyraźnie uświadamiały i udowadniały bogactwo, gust Medyceuszy, stanowiły preludium spotkania.







Współczesny krajobraz Toskanii, szczególnie wzgórza wraz z charakterystycznymi cyprysami, przypomina ten z fresków Gozzolego. To niesamowite!

Gozzoli zaczerpnął temat fresku z umiłowania przez Florentczyków do tradycji rozmaitych pochodów czy orszaków. Doszukałam się w źródłach odmiennych inspiracji artysty, począwszy od inspiracji orszakiem Jana Paleologa, uczestniczącego we Florencji w soborze, który miał połączyć kościół wschodni i zachodni, po inspirację procesjami organizowanymi przez Compagnia dei Magi, wtedy jednej z najbardziej zasłużonych florenckich konfraterni ( czyli stowarzyszeń o charakterze charytatywnym i półreligijnym). Do nich należeli także Medyceusze.

Zachwyceni freskami, nie możemy pominąć niepozornego obrazu ołtarzowego znajdującego się w tym szczególnym miejscu.


To "Madonna z Dzieciątkiem" autorstwa Filippa Lippiego, mnicha znanego także ze swej słabości do płci przeciwnej, ojca wspaniałego artysty Filippo Lippiego.

Po tylu emocjach związanych z próbą obejrzenia fresków i dalszym zwiedzaniu Palazzo Medici-Ricardi, należy koniecznie choć na chwilę zatrzymać się w niewielkim, aczkolwiek niezwykle urokliwym ogrodzie.


Nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane zobaczyć to miejsce i freski, których zapomnieć po prostu nie można, ale gdybym się gdzieś "zabłąkała" w tych stronach, Palazzo Medici-Ricardo odwiedziłabym na pewno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz