sobota, 16 kwietnia 2016

Salon de Fleurus, czyli wystawa podróżująca (post_63)



Tytuł dzisiejszego posta zaczerpnęłam z opisu wystawy przygotowanego przez jej pomysłodawców. Niezwykle trafna charakterystyka ekspozycji, nie tylko w tym dosłownym znaczeniu, wskazującym na motyw drogi, wędrówki wystawy z odległego Nowego Jorku do wielu europejskich miast, ale przede wszystkim podkreślający podróż w czasie i przestrzeni wnętrza, jakim był Salon de Fleurus w Paryżu.
Jadąc do Łodzi zupełnie w innym celu, wiedziałam, że będę mieć bardzo mało czasu i zarazem ogromne pragnienie zobaczenia czegoś ciekawego, oczywiście jakiegoś muzeum. Kiedy więc natknęłam się na informację o przeniesieniu artystycznego salonu Gertrudy Stein z początku XX wieku, w którym spotykali się na cotygodniowych, sobotnich rozmowach o sztuce, literaturze i kulturze znakomici twórcy, tacy jak Ernest Hemingway, Thornton Wilder, Ezra Pound, Henri Matisse, Paul Cézanne, Georges Braque, André Derain, Max Jacob, Henri Rousseau czy Pablo Picasso, do Muzeum Sztuki w Łodzi, nie miałam już wątpliwości, gdzie spędzę ten nader krótki czas ze sztuką.


Nie zawiodłam się w żadnym calu, jestem pod ciągłym wrażeniem, tego co zobaczyłam. Nie stykając się z oryginalnymi dziełami sztuki czy wnętrzami, mogłam uruchomić moją, być może wybujałą wyobraźnię i przenieść się do przeszłości z doświadczeniem teraźniejszości i osobistych emocji związanych z kontaktem ze sztuką.
Przekraczając próg dziewiętnastowiecznych, zabytkowych drzwi dawnego pałacu Maurycego Poznańskiego, weszłam do przyciemnionego pokoju wypełnionego przede wszystkim wieloma obrazami wybitnych mistrzów, zawieszonymi trochę niedbale na ścianach, starymi meblami, rzeźbami i książkami. W tle usłyszałam dźwięki francuskiej muzyki. Nie umknęły mojej uwadze także "ślady wilgoci" na suficie. 
To Salon de Fleurus - swoiste przeniesienie w czasie. Rozpoznaję tak charakterystycznych bohaterów dzieł Picassa, uwielbianego przeze mnie kolorysty i fowisty Matisse'a czy znakomitego Cezanne'a !!! Nie wszystkie obrazy mają ramy, jakby przed chwilą, w pośpiechu zostały powieszone na ścianie przez malarzy. Oddaję się fotografowaniu, rejestrowaniu tego, co widzę.
Gertrudę Stein kojarzę z filmem Woody Allena "O północy w Paryżu"  i z rolą graną przez Kathy Bates. Kojarzę ją z przyjaciółką i opiekunką odkrywanych talentów artystycznych, które w istotny sposób zmienią sztukę Europy i świata. Wprowadzenie nowoczesnych idei, propagowanie zawdzięczamy właśnie rodzinie Steinów. Nie dziwi zatem fakt, iż Gertruda umożliwiająca zaistnienie takich początkujących malarzy jak Picasso, Matisse czy Cezanne, organizatorka i pomysłodawczyni Salonu, wyróżniała się pewnością siebie, swobodą wypowiedzi artystycznej, szczególnie literackiej. Otoczona wyjątkowymi artystami, prowadziła tryb życia, jaki dostarczał jej przyjemności, pomimo wielu także kłopotów związanych ze swoimi życiowymi wyborami.


Obraz z lewej strony to kopia dzieła Henri Matisse'a "Radość życia" kupionego przez Leo Steina. Za emanującą kolorystykę, emocje i energię uwielbiam tego artystę. Jego dzieła zawsze wprowadzają ruch i żywiołowość. Z prawej strony natomiast spostrzegam portret samej Gertrudy Stein namalowany przez Pablo Picassa. Jej wyrazista, trochę ociężała sylwetka odzwierciedla mocną osobowość, przekonanie o własnym geniuszu. Z przekazów wiemy, że artysta miał problem z nadaniem należytego wyrazu twarzy pisarki. Ponoć pozowała do obrazu około 90 razy i już sam Picasso narzekał, że przestał ją widzieć. Twarz powstała dopiero z pamięci po powrocie malarza z Hiszpanii, wydaje się być płaska, przypominająca nawet maskę z geometrycznymi rysami oczu, nosa i ust. Portret niezmiernie spodobał się Gertrudzie, która uważała, że Picasso namalował prawdę o niej.



Przede mną kopie trzydziestu jeden obrazów powstałe w 2015 roku, co zostało wyraźne zaznaczone. Nie mogłam odnaleźć informacji o autorach współczesnych interpretacji dzieł. Niektórzy twierdzą, że kopia nie ma autora, ale ja jestem innego zdania. Zawsze jest autor kopii i oryginału zarazem. Czasami kopia swoją wartością przewyższa oryginał, tak jak się to stało w przypadku "Św.Praksedy" Vermeera, który zaczerpnął inspirację z obrazu Felice Ficherellego o tym samym tytule. Miałam to szczęście podziwiać obydwa dzieła zestawione obok siebie na jednej z rzymskich wystaw. Nieprawdopodobne emocje i możliwość kontemplacji. Kopia staje się zatem przetworzeniem cudzych koncepcji przez własne doświadczenie, emocje i wiedzę. Eksponowane w łódzkim Salonie prace, to rewelacyjny, artystyczny dialog w czasie i przestrzeni, także pomiędzy artystami - znanymi wszystkim twórcami nowoczesnych idei, jak i  artystami - odbiorcami, a jednocześnie twórcami własnych artystycznych wyobrażeń. Uwielbiam te twórcze "rozmowy", odniesienia i nawiązania. Zabrakło mi trochę tej wiedzy i zestawienia, oczywiście w formie katalogu oryginalnych prac z powstałymi kopiami.



Salon Gertrudy Stein funkcjonował przy Rue de Fleurus 27 w latach 1904-34. Rodzeństwo Gertruda i Leo Stein - stworzyli miejsce, gdzie gromadzono dzieła sztuki na tamten czas nowoczesnej, gdzie stykali się początkujący twórcy i krytycy sztuki, także ci zza oceanu. To oni przenieśli nowe idee i dzieła artystów do Ameryki, tworząc swoistą narrację europejskiej sztuki, znaną do dzisiejszego dnia. Obrazy Matisse'a, Picasse'a czy Renoire'a wisiały obok siebie, dyskutowano o nich. Bywalcami salonu byli przecież poeci i pisarze m.in.Ernest Hemingway czy Apollinaire. 
Pierwsza rekonstrukcja salonu powstała w niewielkim mieszkaniu przy Spring Street 41 w Nowym Jorku i funkcjonowała w latach 1992 -2014. Części salonu wystawiane były m.in. w Los Angeles, Paryżu czy Bejrucie. Każda ekspozycja jest nieco inna, odrębna i charakterystyczna dla miejsca, w którym została stworzona. Zainteresowanych odsyłam na stronę http://curatorsintl.org/exhibitions/salon-de-fleurus
Tam można obejrzeć wspaniałe zdjęcia tych wnętrz w rozmaitych miastach świata, próbujących zatrzymać czas, a jednocześnie stworzyć nowy sens, nowe znaczenia. Niewątpliwie kolejne interpretacje Salon de Fleurus stanowią rewelacyjną okazję do rozważań o sztuce nowoczesnej, przypomnienia jej początków i rozwoju. Autorzy kolejnych rekonstrukcji wzbogacają wystawę w tzw.osie czasu.




Mamy do czynienia z tworzeniem dalszego ciągu historii zapoczątkowanej w Salonie Gertrudy Stein, której postać stała się także tematem obrazów.
Oglądając stare zdjęcia, spostrzegam kobietę o silnej posturze, niezbyt urodziwą,  siedzącą na jednej z wielu kanap pod ścianą wypełnioną obrazami mistrzów. Jej osoba jest wpisana w to wnętrze, stopiona z jego atmosferą. Gertruda otoczona dziełami artystów, którzy po jej wyjeździe do Stanów Zjednoczonych w 1934 roku i napisaniu przez nią skandalizującej książki pt."Autobiografia Alicji B.Toklas" powiedzą, że nie zrozumiała do końca ich świata, świata artystów, że patrzyła na nich z zewnątrz.
Alicja B. Toklas  - to wieloletnia partnerka Stein, która stała się także przyczyną poważnego konfliktu pomiędzy rodzeństwem. Wyprowadzka Leo spowodowała podział znaczącej kolekcji obrazów.




Ulegam atmosferze tego niezwykłego Salonu. Tak właśnie działa na mnie otoczenie obrazów, nawet kopii. To są "moje" wnętrza, w takich mogłabym funkcjonować. Czuję się w nich swobodnie, u siebie, sprawiają mi przyjemność i radość. Powstaje bliskie mi zdjęcie, mój skromny udział w artystycznym dialogu w czasie i przestrzeni...


To "Autobiografia Renne w Muzeum"...

4 komentarze:

  1. Dziękuję. Bardzo mnie cieszy, że czytasz mego bloga. Twoje zdanie - zawsze mnie motywuje do dalszego pisania. Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi jakoś "O północy w Paryżu" do gustu wyjątkowo nie przypadło, ale to chyba głównie przez aktora grającego główną rolę (nie trawię go) ;). Sama idea Salonu de Fleurus to świetna sprawa i bardzo chciałabym takowy nawiedzić. Kopie cudne, bardzo zresztą lubię zarówno malarstwo Matisse, jak i wczesne dzieła Picassa. Zazdraszczam "autobiografii"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło Ciebie znowu czytać. Niestety wystawa trwała do 15 maja,chyba że przedłużono termin jej eksponowania. Niezwykłe doświadczenie, szczególnie,że niedawno widziałam zdjęcia mieszkania Matisse'a z powieszonymi na ścianach, nieoprawionymi obrazami - podobnie jak w Salonie De Fleurus. Takie wnętrza, bogate w dzieła sztuki, mnie fascynują, sama mogłabym w takich zamieszkiwać ( marzenie!). Dziękuję za zwrócenie uwagi na moją "autobiografię". Rzeczywiście w przedziwny sposób "korespondowałam" z otoczeniem. Pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń