poniedziałek, 23 lipca 2018

Giorgio de Chirico w Palma de Mallorca (post_110), Giorgio de Chirico, Włochy, sztuka włoska, malarstwo


 Trovador, 1972

Jakie było dla mnie zaskoczenie, kiedy w czasie mojego wakacyjnego odpoczynku na Majorce, zobaczyłam plakat z wystawą malarstwa Giorgio de Chirico. Tym większe, że widziałam reklamy tego wydarzenia podczas mego krótkiego służbowego pobytu w Turynie w kwietniu tego roku. Wtedy bardzo żałowałam, że nie mogę obejrzeć obrazów tego doskonałego artysty. Ale los okazał się dla mnie łaskawy, ponieważ w niedzielę przyleciałam do Palma de Mallorca a we wtorek było otwarcie wystawy. Cudowna wiadomość!
A w środę oczywiście pojawiłam się ja, w pięknie odnowionym budynku byłego Grand Hotelu, przy którego projekcie pracował niezwykły Antonio Gaudi.


Ekspozycja obejmuje dwa piętra wystawiennicze. Liczne obrazy z różnych okresów twórczości artysty, rzeźby oraz doskonały film o malarzu, jak również oryginalny projekt edukacyjny, tworzą bogatą przestrzeń do zapoznania się z twórczością Chirico.
Miałam to szczęście, że widziałam dzieła artysty w rzymskich muzeach, także w Mediolanie i to te z najważniejszego okresu jego pracy twórczej , czyli do roku 1917. Ale hiszpańska wystawa dała mi możliwość kontaktu z obrazami z lat powojennych. Wierzcie mi. Byłam bardzo podekscytowana. Uwielbiam takie eventy, taki spokój delektowania się sztuką !

Powyżej jeden z licznych autoportretów Chirico, stylizowany na artystę dawnych epok. 

Poniżej obrazy mistrza z lat 60-tych i 70-tych, kiedy prowadził dialog ze swoimi wcześniejszymi tematami i motywami z okresu "pittura metafisica". Odnaleźć można wszystkie charakterystyczne elementy jego malarstwa: geometryczną przestrzeń, liczne przedmioty, perspektywę i pustkę.
Interior metafisica, 1968
El gran trofeo misterioso, 1973

Interior metafisico con paisaje romantico, 1968

 Muebles y rocas en una babitacion, 1973


Oczywiście nie może zabraknąć postaci manekinów, odrealnionych ludzi, zatrzymanych w rozmaitych pozycjach i miejscach. Puste wnętrza ich korpusów lub wypełnione licznymi przedmiotami. Znajdziemy różne wersje.  Mnie zawsze uderza i niepokoi ta pustka, pozorny spokój i porządek. Szczególnie mocne w obrazach Chirico puste przestrzenie ulic, placów czy budynków, samotne wieże czy latarnie. Nie poddające się prawom fizyki cienie, funkcjonują obok. Gdzie jest człowiek?

Las mascaras, 1962

Plaza de Italia con fuente, 1968

La torre, 1968

 Los juguetes del principe, 1972

Widać jednak pewne zmiany w twórczości. Pojawiają się nowe elementy, których wcześniej nie było. W świecie przedmiotów Giorgio de Chirico można zobaczyć w krajobrazie za oknem zielone drzewa czy rośliny wewnątrz pokoju. To ociepla atmosferę, wprowadza element miękkości i ożywienia. Artysta odchodzi od wykorzystywania tylko geometrycznych figur. Widzi  już świat dojrzałymi oczyma.

La tristeza de la primavera, 1970

La musa del silencio, 1973

El contemplador, 1976

Orestes solitari, 1974

Wystawę wzbogacają niezwykle formy rzeźbiarskie artysty pochodzące z lat 40-tych. To była dla mnie nowość i miłe zaskoczenie. Postaci manekinów indywidualnych i w charakterystycznych duetach czy też swoistych parach. Wykonane z gliny i brązu pokrytego srebrną lub czarną farbą. Sam twórca mówił, że "rzeźba musi być miękka i ciepła". 
Postaci niczym z "Gwiezdnych wojen", a może powinnam powiedzieć inaczej, że postaci z "Gwiezdnych wojen"są niczym rzeźby Giorgio de Chirico. Odnoszę wrażenie, iż twórcy filmu znali sztukę włoskiego artysty.


Los arqueologos, 1940

Trzecią grupę dzieł stanowiły obrazy, ale te nie związane  z podstawowym nurtem "pittura metafisica" czy nurtem neometaficznym , w którym Chirico kopiował w pewien sposób swoje wcześniejsze obrazy i pomysły.  Niestety malarz miał okres malarstwa klasycznego, który był mocno krytykowany przez znawców sztuki, niedoceniany przez publiczność a samego Chirico nazywano zagubionym geniuszem.
Mnie jednak wiele obrazów zapadło w pamięci, szczególnie jego martwe natury, portrety kobiet czy cykl obrazów poświęconych gladiatorom.

La bella italiana, 1948

La espanola, 1934

Banista en la fuente, 1948

Corte de sandia, 1951

Fruita

Les tres Gracias, 1954

Los gladiadores, 1968

Ekspozycja w Palma de Mallorca dzieł wybitnego artysty, który stworzył podwaliny dla surrealizmu wybitnie przypadła mi do gustu. Wsiąknęłam w atmosferę obrazów i rzeźb artysty, w jego odrealniony świat.
W jakiś sposób Chirico zachęcił mnie do dialogu z nim, do wejścia w stworzoną przez niego rzeczywistość. Nie miałam z tym żadnego kłopotu...

Na tle ogromnego tytułu wystawy.....


Przed wejściem do sali...
.

Ze słynnymi Manechini..



Na tle obrazów...


Podczas gry edukacyjnej jako manekin....


Bawiłam się doskonale, czułam ogromne podekscytowanie, że odnalazłam na tej gorącej, hiszpańskiej wyspie tego znakomitego włoskiego malarza. A może to on odnalazł mnie?

wtorek, 22 maja 2018

Roma Ligocka, czyli poszukiwanie bliskości (post_109), Roma Ligocka, Polska, sztuka polska,malarstwo




Tytuł dzisiejszego posta zapożyczyłam z tytułu wystawy malarstwa Romy Ligockiej w Galerii na Dziedzińcu Starego Browaru w Poznaniu. To wydarzenie nader istotne na mapie kulturalnej stolicy Wielkopolski. Dla mnie to druga najlepsza ekspozycja, jaką widziałam w tym roku.
Witajcie po małej przerwie. Czasami trzeba nabrać dystansu do tego, co się robi i wziąć "urlop".
Ale Wy moi Drodzy Czytelnicy czuwacie i zadajecie mi trudne pytania, dlaczego Renne w Muzeum nie tworzy nowych wpisów? To było bardzo mobilizujące i stawiające mnie na baczność haha
Dziękuję wszystkim moim Motywatorom. Kto czyta te słowa, ten wie, kogo mam na myśli.


W ostatnią sobotę obchodziliśmy Noc Muzeów 2018, więc nie mogło zabraknąć mnie na tym wydarzeniu.
Odwiedziłam kilka miejsc, ale szczególnie zapadły mi w sercu dwie nowe wystawy i o jednej z nich napiszę właśnie dzisiaj..
Roma Ligocka - malarka i pisarka żydowskiego pochodzenia. Wspominam o tym, gdyż ma to znaczenie dla istoty zrozumienia jej twórczości. Być może tragiczna przeszłość, wspomnienie wojny, getta, ucieczki i zetknięcia się ze śmiercią, jest wewnętrzną przyczyną sięgnięcia przez artystkę za środki artystycznego wyrazu, czyli obraz i tekst.
Miałam to szczęście, czasami do mnie się uśmiecha, że trafiłam na spotkanie autorskie z malarką. Mogłam jej posłuchać, usłyszeć wiele mądrych refleksji nad współczesnym światem, stosunkiem rozmaitych narodów do Holokaustu, w tym oczywiście naszego polskiego społeczeństwa.
I z tembrem spokojnego, wyważonego głosu Romy Ligockiej udałam się na wystawę.
W doskonałą przestrzeń Galerii na Dziedzińcu pięknie wpisuje się świat stworzony przez malarkę, przez niektórych krytyków uważaną za najlepszą współczesną żydowską artystkę.




To nie jest łatwa i przyjemna w odbiorze sztuka. To są obrazy trafiające do naszego serca i umysłu. Wzbudzają niepokój, niepewność i swoistą nostalgię. Rzucające się od razu wielkie oczy bohaterów, a przede wszystkim bohaterek tych dzieł, zadają nam niewygodne pytania. Nie zawsze możemy albo nie chcemy na nie odpowiedzieć.





Główne wątki twórczości Romy Ligockiej koncentrują się na ocaleniu świata, którego już nie ma, który ona pragnie przywrócić, ale po zweryfikowaniu go przez czas wojny i Holokaustu. To barwny świat żydowskich miasteczek, ulic, obrzędów i zwyczajów. Szczególnie poruszyły mnie obrazy z cyklu "Śluby" nie kojarzące się absolutnie z beztroską radością, egzaltacją miłości, nadzieją na dalsze cudowne życie. Smutek, samotność nowożeńców, ich  zamyślenie, zapadanie się w sobie, niezmiernie uderza odbiorcę. Mnie poruszyły dotkliwie.
Nawet usiadłam, aby oddać się kontemplacji i mojemu zamyśleniu nad egzystencją człowieka.
Jak łatwo można zburzyć równowagę rzeczywistości, harmonię człowieka? Jak łatwo można próbować zniszczyć dobro i spokój? Jak prosto można odmienić losy ludzi bez zapytania ich o zgodę? Jak jasne i radosne barwy rzeczywistości można zmienić w kolory przygnębienia i smutku, kolory żałoby i płaczu?





Stylistyka obrazów Romy Ligockiej odnosi się i koresponduje ze światem obrazów Marca Chagalla. Kolorystyka, kreska, miękkość postaci i kształtów.vSkojarzenia były odruchowe, ale wymowa obydwu artystów jest zupełnie inna. Bohaterowie Chagalla unoszą się w pewien sposób nad ziemią, oddają się pięknym emocjom i doznaniom. Wyczuwa się ich szczęście, akceptację i radosną uczuciowość. Bohaterowie Ligockiej są jakby wzrośnięci w otaczającą ich rzeczywistość, wtopieni w nią, bez możliwości ruchu. Mocno osadzeni w świecie bez nadziei.


Niewątpliwie  do  innego obszaru zainteresowań artystki należą postaci kobiet. To one w rozmaitych wyobrażeniach stają się bohaterkami obrazów. Z reguły ze spuszczonymi, wielkimi oczyma, jakby oderwane od świata, skoncentrowane na sobie, na swoich przeżyciach i myślach. Kruche, delikatne, często nagie i obnażone, samotne. Czasami przypominają skrzydlate anioły.







To kobiety dotknięte przeszłością, bólem i złymi emocjami, obnażające swoją słabość i niezrozumienie tego, co czują i przezywają. To postaci obarczone cierpieniem i samotnością. Wzbudzają w odbiorcy wiele emocji, nie zawsze pozytywnych.



Na koniec przedstawiam mój ulubiony obraz Romy Ligockiej. On i ona, temat stary jak świat. Czy to moment rozstania? Czy pierwszych czułości? Nie widzimy twarzy kobiety. Jest odwrócona plecami, ze spuszczoną głową. On ma opadnięte ramiona, jakby bezradne. Oczy także spuszczone, skoncentrowany na swoim wnętrzu. Dla mnie nieobecny, oderwany od otoczenia, także od niej. Można być tak blisko siebie i jednocześnie tak daleko. Samotność tej pary przytłacza.