poniedziałek, 16 marca 2015

Museum break, czyli Olga Boznańska w Warszawie (post_7)



Wczoraj wybrałam się, mimo deszczowej i depresyjnej aury, do Warszawy, aby obejrzeć dwie wystawy, jedną poświęconą Oldze Boznańskiej, drugą - Andrzejowi Wróblewskiemu.
Spróbuję zmierzyć się z tą pierwszą -  wystawioną przez Muzeum Narodowe. www.mnw.art.pl/.

Jadąc do stolicy, uświadomiłam sobie ze zgrozą i przerażeniem, że w  Muzeum Narodowym byłam 35 lat temu na początku mej wędrówki ze sztuką, kiedy mój dziecięcy rysunek zawisł w Zachęcie. Może kiedyś o tym napiszę...
Świadomie nie czytałam recenzji z wystawy Olgi Boznańskiej ani tej prezentowanej w Krakowie, ani warszawskiej. Nie chciałam sugerować się opiniami innych.
Kolejka po bilety do kasy zmartwiła moją córkę, mnie natomiast ucieszyła, gdyż zapowiadała wielu zwiedzających.
Na wystawie można zobaczyć głównie portrety, choć pierwszy, który przykuwa uwagę jest portret Marianny Austriaczki królowej Hiszpanii.... autorstwa Diego Velazqueza. Wokół niego ciągle jest tłoczno.


Stworzenie wyjątkowego portretu to nader trudna umiejętność, a hiszpański malarz należał do czołówki portrecistów. Dość tu wspomnieć o jego obrazie Innocentego X, któremu na pewno poświęcę jeden z postów.
Jak zatem poradziła sobie z portretem Olga Boznańska? Co łączy jej dzieła? To niewątpliwie mgła, która przysłania, czasami nawet zasłania w tajemniczy sposób postaci. Takie skojarzenie jest zgodne zresztą  z intencją Boznańskiej, która przywołana zostanie na początku wystawy. Mgła przysłaniająca postaci  stwarza dystans i oddalenie, a nawet chłód pomiędzy odbiorcą obrazu a jego bohaterami. Boznańska zatrzymuje dla siebie ich wyraziste sylwetki, twarze, mimikę - nam pozostawia niewiele, szczególnie, że znajomi i nieznajomi, których utrwala na płótnie zastygają w podobnych pozach wskazujących na ich zamknięcie. Nie pomaga w odbiorze tych dzieł kolorystyka ani żywiołowość pędzla.Wyczuwa się nerwowy pośpiech tworzenia, być może wynikający z problemów finansowych malarki.
W odrębny sposób Boznańska podchodzi do portretów dzieci, z których znana jest najbardziej. Zasłużenie zresztą. Odchodzi od koncepcji "portretów za mgłą", wprowadzą kolor, żywiołowość, osobowość dzieci. Te portrety mnie zachwycają, magnetyzują, im poświęcam najwięcej czasu i te obrazy "zabieram ze sobą"...


Poprosiłam  Klaudynę - moją towarzyszkę podróży o napisanie swoich spostrzeżeń po wystawie. Otrzymujecie w ten sposób dwie niezależne opinie.


Mając w umyśle wizję przedstawiającą obraz z dwójką lekko przestraszonych dzieci na schodach jechałam na warszawską odsłonę wystawy o Oldze Boznańskiej w Muzeum Narodowym.
Zaskoczył mnie tłum ludzi, którzy w długiej kolejce oczekiwali na kupno biletów, ale deszczowa aura zachęcała do odwiedzenia muzeum, a także pasowała jak ulał do sztuki tworzonej przez Boznańską, przynajmniej tej części, którą ona nazwała ‘portretami za mgłą’.
No, właśnie… portrety.  Nigdy przedtem, nie kojarzyłam twórczości Boznańskiej z nimi, a tutaj objawiły się one w liczbie przekraczającej moje wyobrażenia. I zasiały we mnie ziarno wątpliwości czy aby w nich ukazał się największy talent malarki czy były one tylko sposobem na zarobek? Niestety żaden portret nie został w mojej pamięci, a nawet, ich natłok z lekka mnie znudził.
Geniusz malarstwa Boznańskiej ukazał się w dziełach z udziałem dzieci czy martwej natury. Spodobał mi się szczególnie obraz dziewczynki w akwamarynowej sukience. Lekkość i świeżość aż kipią z płótna. Uległam również obrazom z motywami orientalnymi. Piękna wizja europejskiej urody w szatach i akcesoriach japońskich. Miks kulturowy dodaje smaczku i idealnie wpisuje się w inspiracje czasu przełomu XIX i XX wieku.
W obrazach Olgi Boznańskiej widać siłę i chęć przetrwania za wszelką cenę, cenę nawet wątpliwej jakości portretu. Paryskie marzenia i walka z życiem codziennym,w jakiś sposób przerosły malarkę, co ma odbicie w części jej obrazów. Szkoda, że nigdy nie stała się klasyczną przedstawicielką paryskiej bohemy przełomu wieków, jaką ja sobie  wyobrażamy.  Oczekujemy artystki-bogini mającej świat u stóp, dostajemy wojowniczkę. 

 
P.S. z 3 maja 2015r.

Cieszy mnie bardzo zainteresowanie naszymi refleksjami o wystawie Olgi Boznańskiej. Pewnie związane z finisażem już tej ekspozycji, jaki miał wczoraj miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie.  Autorzy prezentacji przygotowali dla widzów "kącik z portretem malarki" www.facebook.com/MuzeumNarodowe?fref=ts, gdzie można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Pomysł mi się bardzo podoba, zbliża publiczność do artysty i utrwala go w ludzkiej pamięci.
Mi pozostanie lekki żal, że wystawa Boznańskiej nie zagości w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdzie z pewnością spotkałaby się z szerokim zainteresowaniem zwiedzających...no cóż, może następnym razem...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz