wtorek, 10 marca 2015

Niespodziewana wizyta u "Damy z gronostajem" (post_4)

Obiecałam wprawdzie, że przeniosę się na Północ, do Helsinek, ale moja podróż służbowa do Krakowa niespodziewanie zaowocowała wizytą u pięknej kobiety  -  Damy z gronostajem http://wawel.krakow.pl/pl/op/161/Leonardo-da-Vinci-Dama-z-gronostajem. A że obrazów Leonarda da Vinci w muzeach można zobaczyć  niewiele, zaledwie kilkanaście, to tym bardziej kusiło mnie, żeby ujrzeć to niezwykłe dzieło (jedno z najcenniejszych w Polsce). Jeśli komuś się wydaje, iż dostęp do wyjątkowych dzieł jest prosty, to bardzo się myli. W niedzielny, wczesny poranek, stojąc w jakiejś długaśnej kolejce po darmowe wejściówki  na Damę z gronostajem ( bilety na Wawel w niedzielę są darmowe do 31 marca ) zobaczyłam na tablicy liczbę 0, oznaczającą brak wejściówek. Nie poddawałam się, czekałam na swoją kolej. Byłam zawiedziona, nie miałam pomysłu , co dalej. Kiedy podeszłam do kasy spytałam po prostu czy mogę kupić bilety, gdyż zależy mi ogromnie na zobaczeniu tylko obrazu, a nie na zwiedzaniu wawelskich komnat. Chyba było widać moją wielką determinację, bo obsługująca mnie, bardzo sympatyczna zresztą osoba, rozbawiona moja propozycją "znalazła" dla mnie  i mojej  towarzyszki podróży bilety. Zawsze wierzyłam w ludzi....
Ale wracam do obrazu. Po tych perypetiach z biletem pobiegłam, co tchu do Damy z gronostajem.
Zobaczyłam ją po raz drugi. Inaczej wyeksponowaną niż w Muzeum Czartoryskich.


Od razu uderzyła mnie wielkość obrazu. Wydał mi się mniejszy niż ostatnio.Bohaterka spotkania to  Cecylia Gallerani  - nieprzeciętnie delikatna, zalotna, młoda dziewczyna spoglądająca w nieokreśloną przestrzeń, lekko zamyślona. Właśnie sposób ułożenia jej ciała należy do nowatorskich. Leonardo tchnął w tę kobietę energię i ruch. Poza tym w subtelny sposób oświetlił  twarz i dekolt Cecylii, jakby chciał podkreślić jej pewność siebie i  poczucie kobiecości.Cecylia ma świadomość, może nawet więcej, ona wie ,że jest piękna i pożądana przez mężczyzn. Nienaturalnie wyolbrzymiona dłoń kobiety, to popis znajomości ludzkiej anatomii przez Leonarda (anatomią  fascynowało się w tamtym czasie wielu artystów m.in.Michał Anioł).
A gronostaj? Czuje się pewnie w rękach swej właścicielki. Spogląda w tym samym kierunku, co ona.
To - co mnie troszkę drażni w tym portrecie  - to czarne tło, będące dowodem obcej ingerencji w obraz. Toskańscy artyści tak nie malowali. Podejrzewam jednak, że zamalowanie oryginalnego tła było spowodowane tym, że Leonardo mógł nie ukończyć obrazu, tak jak nie ukończył Świętego Hieronima  znajdującego się w Muzeach Watykańskich. Oczywiście to moja osobista teoria w tej kwestii (poparta jedynie intuicją).
To zawsze niesamowite - zobaczyć dzieło Mistrza, Geniusza i człowieka o nieprawdopodobnej wyobraźni.
Jestem szczęśliwa, co widać chyba po wyjściu z galerii...

W następnym wpisie spotkamy się już w Helsinkach...

1 komentarz:

  1. Leonardo ma w sobie jakąś magię. Kiedy przykładowo widziałam Damę na reprodukcjach, nie podobała mi się, a na żywo serce chciało wyskoczyć z piersi. Co do czarnego tła i przemalowań, są one raczej przemalowaniami z XIX wieku. Zresztą jest ciekawy artykuł na ten temat, który traktuje także o kolorystyce samego obrazu - http://www.dwutygodnik.com/artykul/106-historia-jednego-obrazu-dama-w-czerni.html

    OdpowiedzUsuń