czwartek, 7 lipca 2016

Śladami Renato Guttuso, czyli wystawa sztuki zaangażowanej w Szczecinie (post_70)


Nie ukrywam swojej fascynacji twórczością Renato Guttuso, o czym wielokrotnie pisałam. Kiedy więc przeczytałam informacje o wystawie organizowanej w Polsce, na której istnieje szansa zobaczenia obrazów tego włoskiego artysty, to nie zastanawiałam się zbyt długo i w możliwie najszybszym terminie, wsiadłam w sobotni poranek do pociągu i udałam się w krótką podróż. Tym razem do  Muzeum Narodowego w Szczecinie.
Nie odwiedzałam tego niezmiernie ciekawego miasta kilkanaście lat, a przecież znałam je doskonale i mam znakomite wspomnienia z czasów moich pierwszych studiów. Tu dojrzewałam do dorosłości i nabywałam wielu, także zawodowych doświadczeń. Szczecin pozostał w mojej pamięci jako miasto wiatru i przestrzeni. Dlatego też powrót do przeszłości wprawiał mnie w dobry nastrój.
Od jakiegoś czasu śledziłam poczynania szczecińskiego muzeum. Planowałam nawet przyjazd na wystawę "Malarze Normandii", ale ze względów zdrowotnych nie mogłam jej  zobaczyć. Chciałam porównać przygotowanie ekspozycji z interpretacją poznańską, z jaką zetknęłam się w Centrum Kultury "Zamek". Post - relacja z tej wystawy cieszy się stałym zainteresowaniem na moim blogu, co oczywiście mnie cieszy. Przed chwilą znalazłam zupełnie przez przypadek notkę, że "Malarzy Normandii" od 29 czerwca można zobaczyć w Muzeum Narodowym w Gdańsku. To może teraz czas na Gdańsk?
Wystawa zatytułowana "Daleko od Moskwy. Gerard Singer i sztuka zaangażowana"  zainspirowana jest obrazem francuskiego malarza pt. "14 lutego w Nicei" (1950-51) ukazującego protest dokerów.


Obraz zakupiło Ministerstwo Kultury i Sztuki w okresie epoki PRL-u w czasie ekspozycji pokazywanej w warszawskiej Zachęcie zatytułowanej "Wystawa współczesnej plastyki francuskiej". Swoje miejsce, do roku 1956 znalazło w Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie, doskonale oddając charakter ówczesnej polityki i zimnowojennej retoryki. Miejsce usytuowania tego monumentalnego dzieła nie było przypadkowe. Szczecin - miasto portowe, odzyskane po II wojnie światowej, degermanizowanświetnie korespondowało z antykapitalistycznymi hasłami. ótno po sześćdziesięciu latach przechowywania w czeluściach magazynów, stało się centralnym punktem współczesnej ekspozycji przypominającej krótki, mało znany, ale istotny i rzeczywiście ciekawy epizod w sztuce.




Nagromadzenie licznych postaci - uczestników protestu, strajku przedstawionych w ruchu, w sposób niezwykle ekspresywny i dynamiczny, wywiera na odbiorcy wrażenie. Wyczuwa się napięcie, wręcz agresję. Bohaterowie obrazu, na czele z kobietą w czerwonej sukience, potraktowani zostali przez malarza w sposób bardzo indywidualny, trochę nawet upozowany. Zakrywanie twarzy dłońmi, płacz, otwarte usta, podniesione ręce - każdy uczestnik angażuje się w chwilę, w sytuację , w której uczestniczy. Mam jednak poczucie jakiegoś fałszu, nienaturalności czy wręcz teatralności wydarzeń. Nie potrafię identyfikować się z uczestnikami, nie przekonują mnie ich emocje.
Sztuka zaangażowana, przez niektórych określana polityczną, to nie pomysł współczesności. To nie sztuka uniwersalna czy ponadczasowa. Przeciwnie - głównym przesłaniem tego kierunku jest powiązanie dzieł z określoną ideologią, bezpośrednim nawiązaniem do rzeczywistości i jej historycznych problemów. To proces odsakralizowania sztuki, powiązania jej z narzuconym sposobem myślenia.
Autorzy wystawy próbowali odtworzyć trudny dla historii, ale także dla sztuki i artystów czas, uświadomić jego istnienie i znaczenie. To niewątpliwy atut tego wydarzenia. Zgromadzone obrazy z wielu krajowych muzeów w delikatnej formie pokazują, że ideologia odcisnęła swe piętno na twórczości wielu znakomitych polskich malarzy. 
Dzieło, które uważam jednak za najlepsze na wystawie to obraz Wojciecha Weissa ( 1875-1950) pt. "Patrz, wspaniała manifestacja" z roku 1950 ( Muzeum Niepodległości w Warszawie).

  
Artysta pokazuje scenę, w której dwoje ludzi spogląda przez okno z zaciekawieniem na to, co dzieje się na ulicy. Jest piękny, słoneczny dzień. Kobieta chcąc lepiej widzieć, wchodzi nawet na krzesło. Samej manifestacji nie widzimy, natomiast Weiss doskonale odtwarza wnętrze pomieszczenia, prawdopodobnie mieszkania. Wiele jest w sferze domysłów i wyobrażeń. Tytuł obrazu wskazuje wyraźnie na temat obrazu, ale gdyby tylko pozbawić go tytułu, to zainteresowanie bohaterów mogłoby wynikać zupełnie z innych przyczyn. W tym niejednoznacznym ujęciu tkwi, moim zdaniem genialność artysty.
Być może z okien powyższego obrazu widać rzeczywiście manifestację, tłum ludzi wyznających jakąś ideę, idących razem. Pokazuje to inny malarz - Bogusław Szwacz (1912-2009) w dziele zatytułowanym "Demonstracja ludu Warszawy w 1921 roku" ( Muzeum Zamoyskich w Kozłówce)


Oczywiście pojawia się transparent z hasłami, tak charakterystycznym dla tego okresu, umieszczanymi we wszystkich miejscach przestrzeni publicznych. Ale nie widać radości uczestników, statycznych jakby w bezruchu z oczami spuszczonymi na dół. Wyczuwa się jakąś ciszę, wymowne milczenie. To nie atmosfera żywiołowości, gwaru, różnorodnych dźwięków manifestacji majowych, w których uczestniczyłam jako dziecko. Tu panuje smutek i wyobcowanie.
Obrazy, które skupiły moją uwagę, to socrealistyczne "martwe natury". Tu w nowej,  nieznanej konwencji. W scenerię wkroczyły ideologiczne gazety towarzyszące w codzienności ludzi, przede wszystkim robotników. Stąd narzędzia pracy czy proste składniki jedzenia. Na obu obrazach jest chleb jako symbol dostatku. Z rozrzewnieniem dostrzegłam także słynną "kankę" na herbatę czy kompot. Nie ma miejsca na piękno, na estetykę, zachwyt urokliwą, wyrafinowaną kompozycją kwiatową czy owocową. Widz otrzymuje bezpośrednie wezwanie, w życiu najważniejsza jest praca i zaspokojenie głodu, także ideowego.

   Andre Fougeron (1913-1998), Trybuna górnika, 1950  Muzeum Narodowe w Warszawie

Zygmunt Radnicki (1894 - 1969), Martwa natura z "Trybuną Ludu", 1952 Muzeum Narodowe w Warszawie


W szczególny sposób wyróżniają się dzieła Alfreda Lenicy poświęcone tematowi robotnika. Doskonała kolorystyka, silna, ekspresyjna nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Nienaturalna masywność postaci, nie tylko męskich, przede wszystkich rąk przenosi ich do innego wymiaru trochę poza czas, w którym powstawały. 

 Alfred Lenica, (1899-1977), Robotnicy na budowie, 1948 Muzeum Niepodległości w Warszawie

            Alfred Lenica, Rodzina robotnicza, Muzeum Niepodległości w Warszawie

Oprócz głównego ideowego przesłania, obrazy przemycają jednak motywy uczuć, więzi międzyludzkich. Wiele tu wzajemnego podtrzymania, dotyku i bliskości.  W tle trwającej odbudowy, widać zgliszcza zrujnowanego wojną miasta. Cel został konkretnie wskazany, hierarchia ludzkich ważności dokładnie określona.

Na wystawie odnajdziemy również interesujące dzieło Tomasza Gleba (1912-1991) pt. "Zjazd górników do szybu", 1948  (Muzeum Niepodległości w Warszawie).


Odrealnione postaci górników o bladych twarzach, wpatrujące się w jednym kierunku, trzymające lampki. W ciszy zjeżdżają do pracy, niektórzy mogą z niej nie wrócić. Przypomniała mi się ekspozycja w Muzeum Śląskim w Katowicach w niezwykle ciekawy sposób pokazująca historię górniczego Śląska. W jednej z sal odtworzono pomieszczenia górników, w których przebierali się do zjazdu. Wiszące na łańcuchach ubrania, ciasnota, szarość. Na mnie ten obraz zrobił przygnębiające wrażenie. Trud i praca na granicy życia i śmierci.
Ze sztuką zaangażowaną miał także "romans" Tadeusz Kantor (1915-1990) w obrazie "Odbudowa i pokój" z 1949 roku ( Muzeum Narodowe w Warszawie).

  
Wytchnieniem od ideologii jest dzieło z 1950 nieznanego mi malarza Janusza Skałeckiego ( 1902 -1983) zatytułowane "Portret dziewczyny" ( Muzeum Narodowe w Warszawie). W pierwszym odruchu kojarzy mi się z Henri Matissem i jego słynnymi portretami kobiet we wnętrzach.

Niezmiernie interesujący wydał mi się również obraz z 1950 roku włoskiego artysty Gabriele Mucchi ( 1899-2002) pt."Śmierć robotnika".

  
To już zupełnie inna stylistyka. Wbijająca się w oczy czerwień, wywołuje silne emocje u odbiorcy. Czuję ból i rozpacz kobiety, która straciła ukochaną osobę, ale być może jedynego żywiciela rodziny. Płacze nad bezwładnie leżącym ciałem. Czerwień marynarki staje się łącznikiem z czerwienią sukni kobiety. Widz nie może przyglądać się biernie tej scenie, staje się jej współuczestnikiem.
I tak wracam do początku, do Renato Guttuso (1911-1987), którego obraz z 1952 roku zatytułowany " Kalabryjczycy na placu Hiszpańskim" pokazałam na wstępie. Właścicielem obrazu jest Muzeum Narodowe w Warszawie. Guttuso podarował Polsce obraz w dowód wdzięczności za otrzymaną nagrodę. 


Scena trochę jak z włoskiego filmu. Guttuso portretuje robotnika wraz żoną i dzieckiem na tle najpiękniejszego rzymskiego placu, będącego sercem stolicy Italii. To mężczyzna trzyma na ręku niemowlę. Skromnie ubrani, prowincjonalni, zagubieni i nieśmiali bohaterowie szukają swego miejsca w życiu. Wyczuwa się, że to nie ich świat, że nie czują się tutaj dobrze i bezpiecznie. Atmosfera tętniącego życiem i wieloma emocjami miasta nie do końca im odpowiada. Kobieta trzyma w ręku torbę z chlebem. To motyw łączący dzieło Włocha z polskimi obrazami. Chleb jako symbol dostatku, zaspokojenia bieżących potrzeb. Ale Guttuso nie byłby sobą, gdyby nie przemycił historycznego krajobrazu, ukochanego Rzymu z kościołem Santa Trinita na szczycie schodów, miasta które stało się miejscem jego artystycznej egzystencji.
Liczyłam może na obraz Guttuso z jakiegoś włoskiego muzeum, ale cieszę się, iż znów mogłam delektować się twórczością tego znakomitego artysty.
Warto było wstać o świcie i przyjechać do Szczecina...

4 komentarze:

  1. Thank you. Writing about art is not easy, but fun and gives a lot of satisfaction. Especially as there are readers.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ralph, it's nice.I know you like Italian art and not only the best in the world. Political art is really interesting direction in art. Little overlooked, but to me worthy of interest.Thank you...

    OdpowiedzUsuń