środa, 20 lipca 2016

Moja Top-lista, czyli drugi spacer po Pinacoteca di Brera (post_71)


To ten obraz przyciąga jak magnes miłośników sztuki do majestatycznego, eleganckiego i wyjątkowo bogatego w zbiory sztuki dawnej i współczesnej muzeum, jakim jest Pinacoteca di Brera w Mediolanie. Charakter galerii doskonale odzwierciedla atmosferę stolicy Lombardii, zamożnej, prestiżowej i uwielbiającej blichtr. Każdy odwiedzający Milano, znający, choć trochę inne włoskie miasta na czele z Rzymem czy Florencją, po przyjeździe tutaj, styka się z innym poziomem "włoskości". I nie piszę tego z przekąsem, ale z wielkim szacunkiem i uznaniem.
Mediolan jest dla mnie ciągle do odkrycia i poznania, choć poprzednim razem udało mi się nieco wniknąć w jego intrygują przestrzeń.
Andrea Mantegna (1431 -1506) i jego "Martwy Chrystus" ( także "Opłakiwanie zmarłego Chrystusa") - dzieło tak niezwykłe, pociągające i wciąż fascynujące swą formą dzisiejszych odbiorców. Geniusz perspektywy i iluzji. Obraz niewielkich rozmiarów, o zgaszonej, monochromatycznej kolorystyce, zaskakuje przy pierwszym zetknięciu. Umieszczono go w odrębnej sali, tylko jemu poświęconej. Ogląda się je w półmroku wysilając wzrok, by móc wnikliwie skupić się na każdym elemencie płótna. Światło odbijające się od chroniącej obraz szyby, nieco przeszkadza w kontemplacji. 
Przed nami leży Chrystus tak realny, jakbyśmy go widzieli w rzeczywistości, a jednocześnie wyczuwa się posągowość postaci. Artysta wykorzystał technikę zwaną skrótem perspektywicznym. Chrystus pokazany zostaje w zupełnie innym ujęciu, niż popularne w XV wieku wizerunki zmarłego. Stąd jego wyjątkowość i genialność. Wielu malarzy próbowało naśladować malarza, w tym nawet nasz  wybitny polski symbolista Jacek Malczewski w obrazie pt." Śmierć Ellenai" ( Muzeum Narodowe w Warszawie). Oczywiście zupełnie inna tematyka, ale perspektywa nader zbliżona.


Bezpośredni kontakt z "Martwym Chrystusem" można zaliczyć do swoistych przeżyć, ale zapewniam Was, że w Brerze artystycznych i estetycznych wrażeń jest znacznie więcej i trzeba przygotować się na ogromną dawkę wzruszeń i emocji.
Zapraszam zatem na kolejny spacer po mediolańskim muzeum, moją subiektywną top-listę dzieł  i autorów wartych zainteresowania. W jednym z postów pokazałam już obrazy z rewelacyjnej kolekcji sztuki współczesnej, które teraz pominę http://rennewmuzeum.blogspot.com/2016/01/woscy-futurysci-i-giorgio-morandi-czyli.html

Giovanni Bellini (1427/30-1516) - tego włoskiego artysty nie muszę specjalnie przedstawiać.  Jego ojciec Jakop i brat Gentile także zajmowali się malarstwem. Korzystał takż z nauki u szwagra A. Mantegni, o którym była mowa powyżej. Malarstwo było mu więc pisane. Wizerunki jego Madonn należą do powszechnie znanych i podziwianych ze względu na znakomitą perspektywę, kolorystykę czy wykorzystanie światła. Wielu artystów naśladowało jego styl, czemu nie należy się dziwić.

                       Giovanni Bellini, Madonna col Bambino, Pinacoteca di Brera

Matka Boża pokazana jest z dostojeństwem, a jednocześnie matczyną troską. Z czułością obejmuje swego syna, skupia swe myśli na nim. Łagodny wyraz twarzy, spokój wydobywa się z jej twarzy. W tle delikatny, nostalgiczny krajobraz. Przypominam sobie obraz Belliniego z poznańskiego muzeum, którego jestem częstym gościem. Zdarza mi się tam chodzić, również dla obrazu przedstawionego poniżej..

Giovanni Bellini, Madonna z Dzieciątkiem i Fundatorem,1502 (Muzeum Narodowe w Poznaniu)

Podobny nastrój wyciszenia, skupienia i spokoju, ale tym razem wzbogacony o wizerunek modlącego się fundatora obrazu. Podkreślam to stale, w naszych polskich muzeach, także można znaleźć perły malarstwa europejskiego.

Postać Matki Bożej należała do częstych tematów wspomnianego już Andrei Mantegni. Pokazywałam we wcześniejszym poście jeden z nich, odnaleziony w innym mediolańskim muzeum - Pinacoteca di Castello Sforzesco.
Wspominam o tym dlatego, że w Brerze zobaczyłam podobny obraz, choć zdecydowanie skromniejszy. Nie mniej Matka Madonna pokazywana w otoczeniu cherubinów, których główki otaczają jej skroń, niczym ozdobne kwiaty, jest bardzo charakterystyczna dla malarza

                            Andrea Mantegna, "Madonna col Bambino e un coro di cherubini"

W sztuce dawnej króluje malarstwo religijne lub o tematyce religijnej, wśród nich motywy śmierci Chrystusa, w tym opłakiwanie. Temat niosący ciężar silnych ekspresji i emocji. Lorenzo Lotto ( 1480-1556/57) w wyjątkowo pięknym obrazie pt."Pieta" z 1545 roku podjął się także tej kwestii.
Zbolała Maryja, uginająca się pod ciężarem śmierci Jedynego Syna nie ma już sił, aby podtrzymywać jego ciało. Jest bliska osunięcia, jednakże obejmowana przez Świętego Jana, który mimo młodzieńczej delikatności, wręcz kruchości, w silnym uścisku nie pozwala Maryi upaść. Widza uderza bezwładnie leżące, okaleczone, umęczone ciało Jezusa, podtrzymywane z kolei przez dwa aniołki.
Swoista piramida postaci złączonych tragedią i smutkiem chwili, które mimo bólu i wielkiego cierpienia nie upadają, trwają razem. Niezwykle ekspresyjne dzieło, przy którym człowiek odrywa się od codzienności...

Carlo Crivelli (1430-1494/95) to artysta, którego odkrywam w Brerze. Siadam przy jego tryptyku i doznaję olśnienia. Wspaniały artysta, bardzo dekoracyjny, wykorzystujący doskonale liczne zdobienia i motywy, operujący piękną gamą barw. Wpatruję się w kolejną Madonnę z dzieciątkiem i wiem, że wizyta w mediolańskiej galerii nie będzie łatwa. Chłonę wszystko, co widzę.


Ale przede mną obraz uwielbianego i niezwykle cenionego malarza Piero della Francesca ( 1415-1492). Poznaję go od razu, nie czytając opisu. Przestrzeń architektoniczna, półkoliste sklepienie z motywami kwiatów (wpływy antyku) oraz charakterystyczna muszla zwieńczającą  kaplicę, stanowi bogate tło wizerunku Madonny z Dzieciątkiem, jak również tworzy głębię obrazu. Artysta bawi się wręcz perspektywą, doskonale ją wykorzystuje. Ostatecznie był autorem traktatu w tej materii. Zauważalne są także jego silne zainteresowania architekturą. Może to drobiazg, ale przypatruję się kształtowi ust Madonny. Ten sam kształt, co u innych postaci kobiecych. Są tak charakterystyczne, wyraziste, jędrne, jakby nadęte, nabrzmiałe, z lekkim grymasem.


                                      Madonna col Bambino ( Pinacoteca di Brera)

Dzieciątko leży na kolanach Marii, główkę opiera o swoją rękę. Matka Boża ze spuszczonymi oczyma i złożonymi  do modlitwy rękoma wydaje się być skupiona i skoncentrowana, trochę oderwana od sytuacji. Postaci otaczające Jezusa i Maryję zostają ustawione frontem do widza, jak do wspólnej fotografii. Jedyny klęczący bohater to zapewne fundator obrazu. Obraz doskonały, trzymający w napięciu. Uwielbiam tego artystę, z którego rewelacyjnymi, zapierającym dech freskami zetknęłam się już w Arezzo.

Nie ma chwili wytchnienia, bo przed nami kolejny malarz -  Rafael Santi (1483 - 1520). Klasa sama w sobie. Najmłodszy z trójki renesansowych geniuszy. Kiedy zdarza mi się być w Rzymie i zaglądnąć choć na chwilę do Panteonu, zawsze odwiedzam jego grób. To jeden z wielu moich rzymskich rytuałów. Rafael - wyjątkowa osobowość i talent. Każde spotkanie z twórczością tego artysty jest dla mnie wielkim świętem. Mediolańska galeria posiada obraz zatytułowany "Zaślubiny Marii z Józefem" z 1504 roku, pierwotnie przeznaczony do Kaplicy Albizzinich w kościele San Francesco w Citta di Castello. Uderza mnie niezwykłe podobieństwo do obrazu Perugina o tym samym tytule. Prawdopodobnie to jednak Rafael wzorował się na Perugino. Bardzo łatwo się pomylić, gdyż kompozycja dzieł jest zbliżona, choć różni się wieloma istotnymi szczegółami. Znawcy sztuki doskonale opisali różnice. Takie zestawienia obrazów należą do ekscytujących.

                     Rafael Santi, Zaślubiny Marii z Józefem, 1504 (Pinacoteka di Brera)

                        Perugino, Zaślubiny Marii, ok.1504 (Musée des Beaux-Arts, Caen)

Wybaczcie, że wiele razy zbaczam z wędrówki po Brerze, ale próbuję podzielić się refleksją, że zawsze doświadczenia, wiedza i wrażliwość wpływają na odbiór dzieła, że zawsze istnieje jakiś kontekst, wspomnienie czy skojarzenie. Dlatego też mam spory problem ze zwiedzaniem tak wielkich muzeów, jak Pinacoteca di Brera, przede wszystkim ze względu na czas, którego z reguły jest niewiele, a przemyśleń bardzo dużo. Poza tym percepcja człowieka jest ograniczona, a zwiedzanie  zajmuje kilka godzin To dość wyczerpujące, przynajmniej dla mnie.

Zawsze jestem szczęśliwa widząc dzieła Guido Reni (1575-1642). Tym razem ze sceną przedstawiającą świętego Piotra i Pawła. Czy pamiętacie mój post poświęcony temu artyście?http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/07/guido-reni-malarz-z-bolonii.html


                                           Guido Reni, I santi Pietro e Paolo

Doskonały technicznie i koncepcyjnie, tak popularny i ceniony przez sobie współczesnych, dzisiaj niestety nieco zapomniany, istniejący w cieniu geniusza Caravaggia. Dla mnie radość znów go zobaczyć.

Jeśli już mowa o Caravaggio (1571-1610), to każde szanujące się muzeum we Włoszech ma obraz tego artysty. Brera także, choć nie z tych najbardziej znanych i cenionych. "Wieczerza w Emaus" z roku 1606 jest drugim obrazem artysty o tym samym tytule. Pierwszy zdecydowanie bardziej doskonały pochodzi z roku 1601 i aktualnie znajduje się w zbiorach National Gallery w Londynie. Powszechnie wiadomo, że Caravaggio tworzył kilka wersji tych samych obrazów. Często zleceniodawcy nie przyjmowali pierwotnych zbyt śmiałych i niezrozumiałych koncepcji. Artystyczne wizje malarza, jego nowoczesność w podejmowaniu tematów oraz technika, nie zawsze zyskiwały aprobatę.

                                   Caravaggio, Wieczera w Emaus, 1606

Postaci zgromadzone przy Jezusie pokazane są w bardzo realistyczny sposób. Wpatrzone w Chrystusa, zasłuchane w jego słowa. Bohaterowie pewnie już rozpoznali Nauczyciela, stąd ta wyjątkowa koncentracja. Jezus z opuszczonymi oczyma wskazuje palcem drogę, którą mają kroczyć w swym życiu. Czy go posłuchają? Caravaggio świetnie przenosił na płótno ulotność wyjątkowość chwili, mając świadomość jej niepowtarzalności. Moment wezwania, powołania św. Mateusza pytającego "palcem" skierowanym na siebie, czy to ja Panie, czy rzeczywiście chodzi o mnie, należy moim skromnym zdaniem do wyjątkowych, genialnych scen ukazanych przez artystę. Ale to zupełnie inny obraz i całkowicie w innym miejscu ( tu przeniosłam się myślami do Chiesa di San Luigi dei Francesi w Rzymie)...

Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam ukryty w kącie sali obraz El Greco pt. "Święty Franciszek". To jeden z około stu obrazów malarza poświęconych mistykowi z Asyżu. Mroczne, w palecie zgaszonych barw z płótno przedstawia klęczącego, modlącego się świętego z atrybutem, czyli czaszką -  symbolem śmiertelności człowieka. Franciszek jest nader skupiony, z oczyma spuszczonymi ku ziemi. Z jego oblicza emanuje spokój i wyciszenie. Mam nadzieję, że pamiętacie rewelacyjną historię obrazu El Greco, jedynego znajdującego się w polskich zbiorach? http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/06/jak-el-greco-i-jego-ekstaza.html


Czy znacie natomiast wenecjanina Jacopo Tintoretto (1518-1594)? Niezwykle płodny malarz, głównie obrazów religijnych, także monumentalnych. Związany przez całe życie z majestatem i niezwykłością Wenecji, w której pozostawił bardzo wiele swoich dzieł. Tworzył również liczne portrety. Nie nadążał z realizacją zamówień. W artystycznej pracy pomagały mu uzdolnione artystycznie dzieci Marietta i Dominico.To one były prawdopodobnie autorami niektórych dzieł. Nie znajdziemy ich autografów. Miałam okazję oglądać monograficzną wystawę obrazów Tintoretta w Rzymie i właśnie w Scuderie del Quirinale poznałam bliżej tego artystę. Interesujący, ale nie do końca przypadł mi do gustu. Zapamiętałam za to rewelacyjny obraz "Zuzanna i starcy" wystawiany na rzymskiej wystawie. Doskonały, ekscytujący i mistrzowski. Takiego Tintoretta uwielbiam.

W Pinacoteca di Brera odnajduję obraz z cyklu monumentalnych pt."Ritrovamento del corpo di san Marco" ("Odnalezienie ciała św.Marka") opowiadający jedną z weneckich legend o Św.Marku, tak ściśle związanym z tym magicznym miastem, przeobrażającym się ostatnimi laty w muzeum. Nie wiem czy wiecie, że wenecjanie tak ukryli ciało świętego, że nie mogli go odnaleźć przez kilkaset lat.

                            Jacopo Tintoretto, Odnalezienie ciała św.Marka, 1562-66

Wędrując po licznych muzeach i wystawach ciągle się uczę, poznaję coś nowego, kierunki, artystów, przestrzenie. Ten proces jest dla mnie fascynujący, choć jednocześnie mi uświadamia, jak powierzchowna jest moja wiedza o sztuce. Nie zniechęca mnie to jednak, wręcz odwrotnie - motywuje i napędza do podejmowania kolejnych wyzwań.

W Brerze zetknęłam się po raz pierwszy z wieloma twórcami, ale chciałbym zwrócić uwagę na jednego z nich, na Marco d'Oggiono ( 1475 1530), ucznia Leonarda da Vinci. Jego obraz "I tre Arcangeli" ( "Trzej Archaniołowie") ujawnia kunszt artysty, świetną technikę i warsztat oraz cudowną kolorystykę. Postaci Archaniołów, silne, majestatyczne pokazują potęgę i moc działania, bezwzględne dla zła. Wspaniała czerwień rozpostartych skrzydeł budzi podziw i respekt.


To tylko namiastka, moja Top-lista, bogactwa kolekcji zgromadzonej w mediolańskiej galerii. Dzieła wybrane przeze mnie w sposób nader subiektywny pokazują rangę i splendor tego miejsca włoskiej kultury. Nie dziwię się zatem danym statystycznym wskazującym na Pinacoteca di Brera, jako muzeum najczęściej i najchętniej odwiedzanym we Włoszech. Muzeum , które po prostu zachwyca i wzbogaca każdego odwiedzającego.
Ja - uległam urokowi tej świątyni sztuki już po przekroczeniu bramy i wejściu na dziedziniec. Wiedziałam, iż dostąpię zaszczytu przeżycia duchowej uczty, która będzie mnie sycyć jeszcze przez wiele miesięcy, czego dowodem jest powyższe wspomnienie. 
Mogę jedynie żałować, że Mediolan nie leży bliżej Poznania. Niewątpliwie byłabym częstym gościem...


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz