czwartek, 4 lutego 2016

Od bramy po wieżę, czyli Palazzo Vecchio (post_58)


Właśnie takim bogato i misternie ozdobionym sklepieniem korytarza prowadzącego na pierwszy dziedziniec, wita wszystkich Stary Pałac, czyli słynne Palazzo Vecchio.
Już po przekroczeniu bramy wiadomo, choć przed oczyma mamy jeszcze kopię - górującego nad Piazza della Signoria - "Dawida" Michała Anioła, że czekają na nas niezwykłe wnętrza, będące niemymi świadkami niezliczonych, zamierzchłych zdarzeń
Kto natomiast oglądał film Ridleya Scotta z 2001 roku pt. "Hannibal" z fascynującą rolą, odrażającego psychopaty dr Lectera w wykonaniu Anthony'ego Hopkinsa, ten z niecierpliwością będzie oczekiwał wejścia do Sali Pięciuset, czyli Salone dei Cinquecento.
To tam Hannibal Lecter wygłosił swój wykład jako kustosz muzeum. Nie należę może do fanów tego rodzaju filmów ( przeciwnie do pozostałych członków mojej rodziny), ale muszę przyznać, że wysmakowane zdjęcia Florencji, którą nieco bliżej miałam szczęście posmakować, stającej się sceną dramatycznej fabuły, robią na mnie wielkie wrażenie.
Po delikatnym ochłonięciu, wkraczamy na dziedziniec, prawie zawsze oblegany, przez spragnionych wrażeń turystów  pochodzących ze wszystkich nacji świata. 



Zaprojektował go Michelozzo w 1453 roku, a ozdobił nie kto inny, tylko mistrz Vasari.           W centralnym miejscu umieszczona została urokliwa fontanna zwieńczona postacią sympatycznego i radosnego cherubina (putto), wykonana przez Andreę Verocchia ( dla przypomnienia - nauczyciela Leonarda da Vinci). To kopia rzeźby przeniesionej z jednej z wielu podmiejskich willi Medyceuszy. Oryginał można zobaczyć podczas wędrówki po pałacowych salach.

Po wspinaczce, zaprojektowanymi przez Vasariego schodami, dochodzimy do głównej sali, świadczącej o dawnej potędze  i znaczeniu Florencji, do Sali Pięciuset. Pierwotnie obradowali tu członkowie Consiglio Maggiore, czyli Wielkiej Rady - rządzącej miastem. Pomieszczenie zostało ozdobione freskami, także autorstwa Vasariego, przedstawiającymi zwycięskie wojny, prowadzone przez Cosima I. Historia zatoczyło koło i współcześnie powróciło do swoje dawnej roli - miejsca obrad florenckich radnych.



Jednakże szczególnym wykończeniem Sali Pięciuset jest sklepienie złożone z trzydziestu dziewięciu obrazów, niezwykle pracowitego Vasariego. Wyczytałam w jednym ze źródeł, że  sklepienie ma charakter podwieszanego sufitu, a kasetony z malowidłami wykonane są na materiale. Ze względu na ogromne rozmiary sali i koszty związane z wykonaniem, wydaje się być to prawdopodobne. Przyglądałam się ostatnio sklepieniu z poziomu balkonu, czy rzeczywiście to prawda, ale nie potrafię się do tej tezy odnieść. Chyba to zresztą nie jest aż tak istotne.


Widok na salę z balkonu...


Jeden z kasetonów w zbliżeniu...


Nie mogłam się oprzeć i zrobiłam sobie zdjęcie na podniesieniu, gdzie dr Lecter zauroczył swą elokwencją i umiłowaniem sztuki zebranych na wykładzie. Częste odniesienia do filmu, udzielają się i mnie.


Na wyjątkowe zainteresowanie zasługuje niewątpliwie jedna z rzeźb, autorstwa Michała Anioła zatytułowana "Geniusz unicestwiający Dziką Bestię (1533-34), choć bardzo trudno ją ciekawie sfotografować ze względu na oświetlenie. Tutaj zatrzymuję sie dłużej. W skupieniu przyglądam się dziełu, które tak dobrze znam. Jednakże każde spotkanie z geniuszem dłuta i pędzla stanowi dla mnie osobiste przeżycie.



W tym miejscu muszę, choć kilkoma zdaniami, przybliżyć wizerunek Cosimo I, prawnuka Wawrzyńca Wspaniałego. Za jego panowania nastąpiły istotne zmiany gospodarcze, społeczne i także kulturalne we Florencji, jak i w samej Toskanii. On zyskał tytuł książęcy, sprawiając że stał się on tytułem dziedzicznym. Rangę Cosima I podniosło niewątpliwie małżeństwo z Eleonorą Toledańską, córką wicekróla Neapolu Karola V. Ród Medyceuszy z pozycji bankierów i kupców przekształcili się w ród książęcy. Dlatego też Cosimo I z wielkim zaangażowaniem, także finansowym przystąpił do przekształcenia miejskiego ratusza w siedzibę książąt, nie żałując ani czasu ani środków, aby nowa rezydencja zachwycała wyposażeniem wnętrz. Zatrudnił wielu znakomitych artystów, na czele z Vasarim, choć nie odważyłabym się Vasariego określić mianem geniusza. Cosimo I miał jednak  wyjątkową słabość do niezwykle lojalnemu i wiernemu mu autorowi "Żywota najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów" i jednocześnie zręcznie potrafiącego przypochlebić się swemu zleceniodawcy. Natomiast artystom - konkurentom, rywalizującym o wpływy księcia Cosimo I, Vasari odpłacił, pomijając ich lub nieznacznie wspominając ich nazwiska w swej książce, co w konsekwencji doprowadziło do tego, iż wielu z artystów jest praktycznie dzisiaj nieznanych np. Pierfrancesco Foschi czy Giovanbattista del Tasso.
Ale wróćmy do pałacu. Z Sali Pięciuset droga prowadzi przez pomieszczenia, w których mieszkali od 1540 roku (przez około dziesięć lat) Medyceusze. Po wybudowaniu Palazzo Pitti, przenieśli się za rzekę Arno, w bardziej zaciszne miejsce. Od tego czasu pałac zyskał miano Vecchio.
Moją uwagę zwraca niewielkich rozmiarów Capella di Eleonora, wyrafinowanie udekorowana przez wspaniałego malarza Agnolo Bronzino ( wyjątkowego portrecistę). Ozdobił on kaplicę pięknymi malowidłami, ukazującymi sceny  z żywota Mojżesza czy "Złożenie do grobu". Jasne, ciepłe barwy przyczyniły się do optycznego powiększenia tego pomieszczenia.


Duże wrażenie robią nieprawdopodobnie ozdobne sufity kolejnych wnętrz.

 


Wnętrza pałacu wymagają częstego spoglądania w górę. Tyle się tam dzieje. Napotykamy także symbole książęcego rodu -  sześć kul, w tym jedna błękitna. Poniżej na lunecie...

 

Na jednej ze ścian... Medyceusze doskonale potrafili zadbać o swój wizerunek.


Intrygującego odkrycia dokonuję natomiast w Sala delle Carte, gromadzącej mapy z XVI wieku. Ta, którą pokazuję poniżej, to mapa Europy Środkowej, w tym terenów Polski. Wśród wielu miejscowości dostrzegam nazwę swojego małego, rodzinnego miasta. Czy to możliwe? Moja fascynacja rodem Medyceuszów rośnie. We współczesnych im czasach stanowili potęgę we wszelkich aspektach życia, ich umiejętności zarządzania zdumiewają, zamiłowanie do sztuki i artystów imponuje, a wizjonerstwo, jeśli nawet było oparte na ogromnej próżności, szokuje. Mapy świadczą o ich ogromnym, nawet zachłannym zainteresowaniu światem i dążeniu do jego poznania. Widzieli i pragnęli widzieć zdecydowanie więcej niż inni, nawet jeśli otaczającą ich rzeczywistość, postrzegali wyłącznie poprzez siebie.

 

Idąc przez kolejne apartamenty, dochodzi się na Terazzo  del Saturno, skąd można nacieszyć oczy, widokiem roztaczającego się wokół miasta.
Od razu spostrzegam moje ulubione wzgórze z cudownym Kościołem San Miniato al Monte z charakterystyczną biało-zieloną fasadą. Stamtąd roztacza się, według mnie, najpiękniejsza panorama Florencji, szczególnie o zachodzie słońca.
 
W odpowiedzi na powyższe zdjęcie, warto zobaczyć Palazzo Vecchio ( na lewo od kopuły Duomo), widoczne ze wzgórza.


Ale fasada innego, fascynującego Kościoła Santa Croce z pięknie rysującymi się wzgórzami otaczającymi Florencję, nie mniej chwyta za serce. Myślę od razu o Michale Aniele i jego urokliwym nagrobku. Łapczywie chłonę te wszystkie widoki. Muszą mi wystarczyć na długo.


W mojej pamięci pozostaje Sali dei Gigli. Ściany pokryte rzędami złotych lilii na turkusowym tle robią wyjątkowe wrażenie.


Na deser otrzymujemy niespodziankę - rzeźbę mistrza Donatella - "Judyta i Holofernes". Mamy tu do czynienia z oryginałem. Uwielbiam Donatella, jego wyobraźnię, linię i wyczucie tworzywa, w którym pracował. Nieprawdopodobnie pracowity, zanurzony w procesie twórczym, nie radzący sobie zupełnie z codzienną rzeczywistością, odrywającą go od rzeźbienia. Kopia została wystawiona na Piazza della Signoria, po lewej stronie rzeźby Dawida. O Donatellu jeszcze niewiele pisałam, a to nieprawdopodobnie intrygujący artysta.
Wędrując po pałacowych komnatach podglądamy przez okna roztaczające się pejzaże. Niektórych z nich nie można nie sfotografować.


Kopuła Duomo jest wszechobecna. Nie sposób się od niej uwolnić. Ale mi to nie przeszkadza. Przecież to Florencja!
Sąsiednie muzeum też rzuca na nas zalotne spojrzenie. Oczywiście ulegam i odwiedzam w następnych dniach Gucci Museo. Tam wzdycham do cudownych florenckich torebek, których sobie rzecz jasna nie kupię, ale chociaż się nieco zainspiruję. Wiele z nich, to małe dzieła sztuki...Czy pamiętacie post o wszechobecnym, wręcz narzucającym się shoppingu we Florencji? 
Sztuka i shopping - dwie nierozłączne siostry http://rennewmuzeum.blogspot.com/2015/08/sztuka-i-shopping-czyli-florencja.html

 
Kto ma jeszcze trochę sił, powinien udać się na wieżę, po włosku la Torre Palazzo Vecchio.
Stanowi ona zwieńczenie wizyty u Medyceuszy i wznosi się według różnych źródeł na wysokość 95 lub 97 metrów.
Ogromne wrażenia rekompensują trud wchodzenia na górę, przy tak uciążliwym już upale, jaki towarzyszył ostatniej podróży do Włoch. 
Trudno komentować to, co można zobaczyć z wysoka. Tylko stamtąd mamy szansę "ogarnięcia" spojrzeniem Florencji, docenić jej niezwykłość i wyjątkowość.
Zobaczcie sami. 





Wracam do punktu wyjścia, na wewnętrzny dziedziniec, gdzie rozpoczęłam spacer po Palazzo Vecchio. Zmęczona, przede wszystkim upałem, przystaję przy fontannie.

Tradycyjnie zastanawiam się, czy będzie mi jeszcze dane kolejny raz nasycić swoje zamiłowanie do sztuki i przejść drogą, którą próbowałam opisać. 
Dlatego też, jeśli odwiedzicie Florencję i będziecie "w amoku" biec do Ufizzi ( co ja również czynię), wejdźcie do Palazzo Vecchio, nie tylko na dziedziniec. 
Wejście na szczyt wieży uświadomi Wam siłę i potęgę tego miasta stworzoną przez wiele pokoleń fascynujących ludzi, w tym genialnych artystów.
Tylko tutaj "oddycha się" sztuką...
 

2 komentarze:

  1. Ja tradycyjnie zaczynam od Uffizi, żeby wejść w pierwszej grupie zwiedzających, bo w Palazzo Vecchio można potem odpocząć od tłumów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście każdy ma swoje przyzwyczajenia, swoje muzealne ścieżki. Chodzi o to, by Palazzo Vecchio nie pominąć w pośpiechu...A tłum jest wpisany w zwiedzanie Florencji, szczególnie latem...

    OdpowiedzUsuń